1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

Co jest nie w porządku z nowym postanowieniem Sądu Najwyższego

31 lip 2021 20:20

Sąd Najwyższy ogłoszonym przez nas postanowieniem II KK 456/19 wydanym 15 czerwca br. uchylił zakaz prowadzenia pojazdów przez Piotra Niżyńskiego - Prezesa xp.pl sp. z o. o. (znanego też jako ofiara nagonki podsłuchowej) i zadecydował o zwrocie sprawy sądowi I instancji. Zgodnie z obietnicą w niniejszym artykule pochylamy się nad dosyć kompromitującymi mankamentami tej decyzji.

Zdjęcie 1 z 9 – Postanowienie Sądu Najwyższego uchylające zakaz prowadzenia pojazdów przez Piotra Niżyńskiego

Poważne wątpliwości co do rzetelności i niesprzedajności podatkowej sędziów oraz ogólnie niezawisłości funkcjonowania Sądu Najwyższego może mianowicie budzić kwestia poboczna względem uchylenia, a związana z jego ograniczonym zakresem (przyznano rację tylko pierwszej podstawie kasacyjnej spośród 2 sformułowanych przez prawnika zgodnie z prośbą Niżyńskiego).

Po pierwsze chodzi tu o charakterystyczne (sprawiające wrażenie przeinaczania prawa) nieprzekonujące uzasadnienie stosowania art. 337 k.p.k. (przepis o aktach oskarżenia) do wniosków z art. 324 k.p.k. (wnioski przeciwko niepoczytalnym sprawcom o środek zabezpieczający; tego rodzaju wniosek miał tutaj zastosowanie w sprawie, bo zdarzenie miało miejsce zaledwie 3,5 miesiąca po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego, co zresztą dziwnym trafem odpowiada różnicy wieku między Piotrem Niżyńskim a jego bezproblemowo żyjącym bratem). Owe wnioski ustawa od aktów oskarżenia najwyraźniej dokładnie rozróżnia pojęciowo, skoro nazywa je odrębnie "wnioskami o umorzenie postępowania i zastosowanie środków zabezpieczających" (poza samym art. 324, patrz jeszcze art. 354 k.p.k., art. 359 k.p.k. i art. 380 k.p.k.; niedawna nowelizacja dodaje jeszcze kilka takich przepisów stosujących tę nazwę, które wejdą w życie po latach) i przy tym skoro wskazane jest explicite dozwolone pole do analogii (mianowicie, określają je 2 przepisy: art. 324 § 1a oraz art. 354 tekst wprowadzający).

Po drugie chodzi tu o dziwne okoliczności z tymi rzeczami i tą decyzją związane, a świadczące o politycznym/papistowskim – a wręcz starożytnym najprawdopodobniej – spisku przeciwko Niżyńskiemu, który łączy sfery religii i polityki (chodzi tu teraz ściśle o ten wypadek samochodowy) i który także i na etapie kasacji miał być, jak widać, jak się zdaje, ściśle realizowany. Jest to teoria, jak się czytelnik przekona, wyraźnie najprawdopodobniejsza; świadomość, że Biblia zna jeszcze więcej takich spraw związanych z charakterystyczną i od dawna planowaną postacią XXI w. jest tu pomocna, gdy się ocenia prawdopodobieństwa, choć czytelnik pewnie niezbyt się z tym spotkał (polecamy w tym zakresie np. artykuł "Przecieki biblijne potwierdzają spisek co do fałszowania wyborów w Polsce. I w sprawie Smoleńska"). Co ciekawe, zgodnie z tym nieoficjalnym (ale prześwitującym m. in. w Biblii) planem, chyba dla niepoznaki, takie właśnie miały być 2 zarzuty w odwołaniu/kasacji do Sądu Najwyższego i tylko 1 z nich miał być uwzględniony, co wszak koniec końców daje wynik chociaż elementarnie przychylny Niżyńskiemu. A zatem wbrew pozorom, wbrew wydawałoby się oczywistej chłodnej kalkulacji rządu – który w popularnym rozumieniu spraw politycznych koniecznie chce skazać jak najszybciej, jak najskuteczniej we wszystkim i w jak najbardziej mrożącym krew w żyłach stylu, a jeśli ktoś staje mu w tej dziedzinie na drodze, to jest mu wrogiem – tutaj najwyraźniej już od samego początku planowano pewne uchylenie, pewną pomoc ze strony Sądu Najwyższego dla Piotra Niżyńskiego w imię poszanowania elementarnych standardów, ale też częściowo (w głównej najważniejszej sprawie, która mogłaby wręcz decydować o losie tej sprawy i przyspieszyć odzyskanie prawa jazdy) nieprzyznanie mu racji (jako zresztą osobie kojarzonej w źródle sybillińskim bodajże z Antychrystem / nowym mesjaszem, tj. wysłannikiem religijnym, mającym czy to nawet nauczać o fałszywości i najgłębszych korzeniach różnych doktryn oraz ujawniać drugie dno pism świętych, czy, co najmniej, wybawiać ludzkość od braku dobrych mediów, od wszechobecności instalacji grających i od backdoorów w elektronice, tj. elektronice cyfrowej jako wynalazku już przez Sumerów bodajże planowanej).

Owo wyrażenie jedynie elementarnego poparcia przy jednoczesnym nieprzyznaniu racji w drugiej zgłoszonej sprawie, takiej, na którą na pewno "bardzo była ochota i »ślinka ciekła«, ale jednak nie", zrobiono jak gdyby dla ostentacyjnego pokazania, że "nie będzie tak, że się zawsze z nim we wszystkim zgodzimy, bo na tym polega sprawiedliwość i bycie sędzią sprawiedliwym, że sąd się zgadza tylko w części przypadków: na tym polega jego niezależność i niezwykła, budząca respekt sprawiedliwość Temidy z opaską na oczach, a przede wszystkim rygoryzm w stosowaniu wszelkich, nawet najdrobniejszych, przepisów", a zatem dla tego typu ostentacyjnej demonstracji i szukania tym sposobem uznania, jako prawdziwy "najwyższej klasy fachowiec i autorytet". Sprawa możliwego spisku z politykami i dawnymi królami będzie niżej dokładnie na przykładach pokazana, póki co zademonstrujmy przede wszystkim odrażającą logikę tego orzeczenia, które skazało ofiarę nagonki politycznej na kolejne ciosy od aparatu. W każdym razie sytuacji tej towarzyszyła charakterystyczna ostentacja rządowa i medialna sugerująca tego rodzaju zmowę, także w sprawie kasacji, bo odwołująca się do typowych dla takich przekrętów i przestępstw metod ("samobójcze" niejako pozostawianie poszlak wskazujących na istnienie jakiegoś problemu z kasacją i wiedzę o nim).

Treść rozstrzygnięcia

Sąd Najwyższy zgodził się z tezą obrońcy Piotra Niżyńskiego, iż sąd rozpoznał sprawę w formie posiedzenia sądu, tj. bez rozprawy, a tymczasem takie posiedzenie zgodnie z ustawą musi się odbyć w obecności osoby, przeciwko której toczy się sprawa (w przeciwnym razie, jeśli zostanie to zlekceważone i rozstrzygnie się sprawę na posiedzeniu, zachodzi tzw. bezwzględna przyczyna odwoławcza z art. 439 pkt 11 k.p.k., co w razie wniesienia zażalenia zmusi sąd II instancji, bez względu na treść tego zażalenia, do uchylenia postanowienia, w tym przypadku: postanowienia nakładającego zakaz prowadzenia pojazdów).

Sąd Najwyższy nie zgodził się natomiast z tezą obrońcy z wyboru, iż ponieważ sąd I instancji w wykorzystaniu możliwości stworzonej przez art. 120 k.p.k. wezwał prokuraturę do uzupełnienia jej wniosku w terminie 7 dni, ta zaś tego nie uczyniła w tym terminie, to zgodnie z dalszą częścią ww. przepisu jej wniosek jako bezskuteczny nie może być rozpatrywany (bezskuteczność pisma wszczynającego postępowanie) i że sprawę należy dlatego umorzyć z braku tzw. skargi uprawnionego oskarżyciela (tj. braku pisma wszczynającego postępowanie) – vide art. 17 § 1 pkt 9 k.p.k. Zauważyć tu można na marginesie, że charakterystyczną liczbą opatrzony art. 120 k.p.k. (jak 123 z wstawionym zerem na trzeciej pozycji, co symbolizuje może odgórne wyłączenie tej opcji w Sądzie Najwyższym, w każdym razie wyłączenie w ramach pewnego spisku) nie daje żadnej swobody w dziedzinie umorzenia lub nieumorzenia sprawy, jeżeli autor pisma, czyli w tym przypadku prokuratura, nie dochowa terminu: w odróżnieniu od znanej w piśmiennictwie i orzecznictwie sytuacji aktów oskarżenia, pisma podpadające pod art. 120 k.p.k. nie tylko mogą, ale wręcz muszą stać się bezskuteczne w takim przypadku. Co za tym idzie przewidziana w art. 120 § 3 k.p.k. czynność wydania zarządzenia o uznaniu pisma za bezskuteczne (a przyjęło się uważać, że nie tylko przy wystosowywaniu wezwania do uzupełnienia, ale też przy uznawaniu bezskuteczności pisma sąd wydaje zarządzenie, aczkolwiek ustawa nie narzuca tego w sposób wyraźny) ma służyć celom informacyjnym oraz umożliwieniu odwołania się, natomiast można by argumentować, że tak czy inaczej i bez żadnego zarządzenia w którymkolwiek kierunku idącego w takiej sytuacji na mocy samego prawa (art. 120 § 2 k.p.k.), gdy braku nie uzupełniono, zachodzi bezskuteczność pisma. Rzecz tylko w tym, czy ma to uznanie sądu czy też sądu odpowiednio wysokiej instancji. Przykładowo, można podnosić, że sam Sąd Najwyższy mógłby zastosować art. 120 § 2 k.p.k., jako że również i ten sąd ingeruje w podstawowe postępowanie (np. może je umorzyć) oraz stosuje przepisy Kodeksu postępowania karnego, tak jak i czyni to sąd przy rozpoznawaniu apelacji. Wszak na podstawie art. 518 k.p.k. w postępowaniu kasacyjnym stosuje się odpowiednio przepisy właściwe dla apelacji, tj. te pod nagłówkiem Dział IX. Analogicznie też można by podnieść, że z uwagi na to, że cel w postaci poinformowania i umożliwienia odwołania się nie istnieje w przypadku postępowania przed Sądem Najwyższym, jako że jego wyrok ma być z natury rzeczy ostateczny, czyli akurat w tym przypadku wydawanie zarządzeń o uznaniu pisma za bezskuteczne jest zbędne. Nie wiadomo, dla kogo miałyby być takie pisma przeznaczone i czemu służyć lub komu rozkazywać (najczęstszą rolą zarządzeń w sądach jest właśnie zlecanie czegoś podwładnym, tj. sekretariatom; stąd też w ogóle art. 120 § 3 k.p.k. można by rozczytać tak, że chodzi w nim przede wszystkim o zarządzenia dla sekretariatu, by wystawić dokument wezwania do uzupełnienia pisma pod rygorem jego bezskuteczności i by wysłać go wraz z tym pismem do tego, kto je złożyłgdyż oczywiście żaden sędzia nigdy takich technicznych czynności, jak te, sam nie wykonuje, a jedynie je zleca krótkim podpisanym tekstem, czyli właśnie tzw. zarządzeniem dla sekretariatu). Krótko mówiąc, jeśli by Sąd Najwyższy zupełnie bezpośrednio z art. 120 § 2 k.p.k. wywiódł bezskuteczność prokuratorskiego wniosku albo nawet, co może mniej trafne, sam wystawił zarządzenie, z pewnością nikt nie miałby pretensji, bo Sąd Najwyższy jest od tego, by oceniać zarówno tendencje sądów, jak i książek prawniczych. To, czy orzekał w taki ww. sposób dotychczas (zresztą spraw takich było w nim na pewno jak na lekarstwo i być może typowy sędzia karny Sądu Najwyższego za czasów swego orzekania w tym sądzie nie trafił na ani jedną taką), a zatem dotychczasowe być może jakieś istniejące orzecznictwo w tego typu sprawach, nie ma dużego znaczenia. Mowa tu bowiem (w dalszej części tekstu) o spisku niewątpliwie, wedle tej hipotezy, bardzo bardzo starym. Miał zatem z pewnością wystarczająco dużo czasu, by wpłynąć na funkcjonowanie sądów i wykreować odpowiednie przychylne mu praktyki orzecznicze, właśnie z myślą o tym złym rezultacie.

Brak formalny nieuzupełniony w terminie przez prokuraturę

O sprawie nieuzupełnionego w ustawowym terminie 7-dniowym braku formalnego w oskarżycielskim wniosku prokuratury z art. 324 k.p.k. można poczytać w zaprezentowanym na górze artykułu uzasadnieniu postanowienia Sądu Najwyższego (przełączanie stron dostępne przy pomocy strzałek po lewej i prawej stronie od skanu). Zgodnie z tezą sądu I instancji, który stosował art. 120 k.p.k., wystąpił brak formalny prokuratorskiego wniosku w postaci niedołączenia (w załączonych do wniosku aktach) dokumentu, który należało pozyskać w postępowaniu (a którego sąd sam z siebie pozyskać nie może, bo odpowiednia baza danych jest w dyspozycji Policji). Można zatem dyskutować w kierunku tego, że jest to brak formalny, ponieważ z jednej strony odnośny dokument z pewnością musi się znaleźć w aktach, jako że "pozyskanie informacji", o którym mowa w art. 213 § 1b k.p.k. jest w tym celu, by sąd miał dostęp do treści dokumentu, a z drugiej właściwą fazą dla pozyskania go jest faza policyjna, w przeciwnym bowiem razie sąd i tak musi zwracać sprawę, sam zaś uzupełnić braku nie może. Czyli postępowanie nie powinno być rozstrzygnięte bez odpowiedniej współpracy i wyświadczenia pomocy w czasie, gdy sprawa jest w Policji. Rozprawa czy co gorsza posiedzenie rozstrzygające sprawę to niewątpliwie termin za późny. Odnośny przepis przewidujący konieczność zebrania takiego dokumentu jest przy tym dosyć nowy (patrz ustawa nowelizacyjna – w Dzienniku Ustaw pod poz. 966, jak rok chrztu Polski – cóż za wyjątkowa ważność tematu!), ma ona zaledwie kilka lat, a w chwili orzekania przez sąd I instancji w 2018 r. był to przepis niemalże świeżo dodany. Z drugiej zaś strony zgodnie z tradycyjnym orzecznictwem Sądu Najwyższego tego rodzaju braki, tj. braki w dziedzinie badania osoby oskarżonego i wywiadu środowiskowego, uzupełnia się w trybie zwrócenia akt w celu usunięcia istotnych braków dowodowych postępowania przygotowawczego, nie traktuje ich się natomiast jako braków formalnych. Jak proponuje w tej sprawie Niżyński istotą braku formalnego jest to, że przy ocenie istnienia lub nieistnienia braku nie bada się dowodów pod kątem ich wiarygodności, wystarczalności co do udowodnienia czegoś itd., czyli po prostu nie dochodzi w tej fazie jeszcze do swobodnej oceny dowodów. Z uwagi na to ewentualnie można by klasyfikować ww. brak dokumentu z centralnego rejestru kierowców naruszających przepisy jako brak formalny.

Niezależnie od tego, jak wskazał sam Piotr Niżyński w jednym z pism przedkasacyjnych już po rozstrzygnięciu sprawy w II instancji, w postępowaniu kasacyjnym Sąd Najwyższy rozpoznaje sprawę w granicach kasacji, co implikuje 2 rzeczy: nakaz rozpoznania sprawy pod kątem zarzutów naruszenia konkretnych przepisów oraz zakaz rozpoznania sprawy pod kątem ewentualnego naruszenia wszelkich innych przepisów. W związku z tym bezdyskusyjnie przyjęto tezę o braku formalnym, analizując jedynie to, czy zasługuje on na umorzenie w warunkach przyjęcia art. 337 k.p.k. zamiast postulowanego przez adwokata art. 120 k.p.k. jako podstawy prawnej sądowego wytykania braków formalnych.

Dziwne uzasadnienie w sprawie braku umorzenia sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela. Dlaczego można uważać, że jest to przekręt prawny

Swoją dezaprobatę dla konkluzji proponowanych przez prawnika w ww. II podstawie kasacyjnej Sąd Najwyższy uzasadnił tak, że jego zdaniem nie art. 120 k.p.k. powinien być stosowany, tylko art. 337 k.p.k. (nota bene ma on taki numer nadany przez ustawodawcę, że kojarzy się, zwłaszcza w kręgach informatycznych, z elitą i zakamuflowanym elitaryzmem, czyli tutaj: ukrytym niedemokratyzmem opinii, a to za sprawą ciągu cyfr 31337 rozczytywanego jako zakamuflowane "ElEET"; przez wzgląd na podobieństwo znaków jedno uznaje się za symbol drugiego, toteż także i skrócona liczba: 1337 czy wręcz 337 budzi skojarzenia ze "spiskiem elit").

Drugi z tych przepisów, jak tu nie negujemy i jak bezspornie się uznaje w nauce prawa, nie wprowadza tzw. terminu zawitego, czyli nie wprowadza koncepcji bezskuteczności pisma (aktu oskarżenia) po upływie pewnego terminu, i dlatego brak skargi w razie przekroczenia go jest jedynie opcjonalny i zależy od stanu aktu oskarżenia: na ile poważnie jest on wybrakowany.

Teoria ta, o stosowalności art. 337 w sprawach nie toczących się z aktu oskarżenia, budzi jednak zasadnicze wątpliwości. Ustawodawca w Kodeksie postępowania karnego co do zasady rozróżnia akty oskarżenia od wniosków innego rodzaju, tak samo, jak rozróżnia np. "oskarżonego" od "osoby, której prokurator zarzuca popełnienie czynu zabronionego w stanie niepoczytalności". Są to tam osobne i osobno stosowane pojęcia, w oparciu o co dodatkowo wprowadzone zostały przepisy, które nakazują stosować pewne analogie (w stosunku do pojęcia i tematu A, bazując na przepisach o temacie B). Na tej więc zasadzie np. art. 380 k.p.k. stwierdza, że "Przepisy dotyczące oskarżonego stosuje się odpowiednio do osoby, której prokurator zarzuca popełnienie czynu zabronionego w stanie niepoczytalności i wnosi o umorzenie postępowania oraz o zastosowanie wobec niej środków zabezpieczających". Podobnie też art. 354 k.p.k. narzuca, że w sprawach przeciwko niepoczytalnemu o środek zabezpieczający "stosuje się odpowiednio przepisy niniejszego rozdziału z następującymi zmianami", tj. stosuje się co do zasady analogicznie cały rozdział 41 ("Przygotowanie do rozprawy głównej"), w którym znajduje się ten przepis, zaś wyliczenie niniejsze kończy art. 324 k.p.k., który wymienia, jakie przepisy o aktach oskarżenia należy analogicznie stosować odnośnie do wniosków o środki zabezpieczające orzekane przeciwko osobie uważanej za niepoczytalną w chwili popełnienia czynu. Ten ostatni przepis podaje (obok wzmiankowania o tym, że dochodzi do jakiegoś "zamknięcia śledztwa", czyli: że stosuje się art. 321 k.p.k.), iż analogicznemu stosowaniu podlegają art. 331 § 1 i 4 (sporządzanie lub zatwierdzanie przez prokuratora), 332 (wymagane elementy), 333 § 1-3 (kolejne elementy), 334 § 1 k.p.k. (obowiązek załączenia akt sprawy) – zaś przepisy te co do zasady mówią tylko o aktach oskarżenia (z tego więc względu trzeba dopiero wprowadzić odpowiednim przepisem analogiczne stosowanie ich także i do innych pism wszczynających postępowanie). Natomiast Sąd Najwyższy wskazał na art. 354 k.p.k., ten jednak (chodzi o tekst wprowadzający, przed dwukropkiem) podaje numer rozdziału (do analogicznego stosowania), w którym art. 337 wcale nie ma, bo mówi o "niniejszym" rozdziale, tj. tym o nrze 41 ("Przygotowanie do rozprawy głównej"), który zaczyna się od art. 348, czyli – znowu – ustawodawca precyzyjnie wytyczając zakres (dodatkowych) analogii wcale nie przewiduje analogicznego stosowania art. 337 k.p.k. Poprzestaje jedynie na innych przepisach do analogicznego stosowania, tego zaś nie wymienia – zgodnie z tzw. rozumowaniem a contrario (do przeciwieństwa; przepis przewiduje jakiś zbiór przeciwny przypadków) i z założeniem racjonalnego ustawodawcy wskazuje to na to, że wyliczenie jest kompletne i nie należy stosować analogicznie przepisów z innego rozdziału, tu: rozdz. 40 ("Wstępna kontrola oskarżenia"), który zawiera art. 337 k.p.k. Ustawodawca nie podaje też, że stosuje się analogicznie cały w ogóle Dział VIII ("Postępowanie przed sądem pierwszej instancji"), który rozpoczyna się rozdziałem 40 ("Wstępna kontrola oskarżenia") i wspomnianym artykułem 337, a kończy rozdziałem 47 ("Wyrokowanie") i art. 424, nawet tam, gdzie z uwagi na inne pojęcia (np. wyrok zamiast postanowienia) przepis wyraźnie nie nadaje się do zastosowania. Wynika stąd krótko mówiąc, że ustawodawca nie zdecydował, że stosowaniu w takich sprawach, jak ww. (tzw. sprawy z art. 324 k.p.k.), podlega (mutatis mutandis, tj. z zastrzeżeniem różnic wynikających z innego tematu i innego normalnie zakresu stosowalności) art. 337 k.p.k. o postępowaniu z wybrakowanymi aktami oskarżenia.

Takiej regulacji (o stosowaniu art. 337 w sprawach z wniosku o środek zabezpieczający dla niepoczytalnego) nie ma; są za to regulacje, z których w naturalny sposób typowym rozumowaniem prawniczym wynika coś dokładnie przeciwnego.

Co za tym idzie, wg litery prawa (tj. jego dosłownego brzmienia) jedyną legalną podstawą wezwania do uzupełnienia braków formalnych mógł być tutaj – w sprawie z wniosku prokuratorskiego z art. 324 k.p.k. o środek zabezpieczający – art. 120 k.p.k., wczesny przepis kodeksowy dotyczący wszelkiego rodzaju pism procesowych, który jest niejako prawem podstawowym i najbardziej ogólnym, względem którego (jak podał SN w prezentowanym uzasadnieniu) art. 337 stanowi lex specialis. Art. 120 k.p.k. przewiduje termin zawity i bezskuteczność pisma procesowego w razie niedochowania go.

Sąd Najwyższy w wyroku III CZP 37/04 podał, w jakich przypadkach dopuszczalne jest odejście od literalnej (czyli dosłownej) wykładni prawa (np. na rzecz celowościowej czy także, jak to tutaj wykryto i nazwano w relacjonowanym postanowieniu, wykładni nomen omen "systemowej" – także i to słowo budzi skojarzenia ze swoistym "systemem" mediów i polityków, a nawet papiestwa). Oparł się on przy tym wtedy na orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, czyli nie byłoby właściwe wskazywać, że wyrok wydała Izba Cywilna i co za tym idzie jest on zupełnie nie nadający się do zastosowania. W każdym razie, podsumowując ten temat w oparciu o uzasadnienie ww. wyroku, wolno tylko czasami odejść od tego, co wynika z dosłownego rozumienia tekstu prawa i jego rozbioru logicznego (wspartego standardami rozumowania prawniczego, jak np. popularne rozumowanie a contrario: jeżeli np. jakiś przepis wyznacza, kiedy czy w odniesieniu do czego coś robić można czy też trzeba, to w braku innych szeroko rozumianych przepisów szczególnych, mogących to uchylać – w tym nawet ogólnych uregulowań ustanawiających jakąś wolność – wynika stąd także, że w pozostałych sytuacjach się tego nie robi i prawo na to nie pozwala; wnioskowanie wg takiego schematu jest dosyć popularne i powszechnie przyjęte jako poprawne, co można też uzasadniać założeniem racjonalnego ustawodawcy: przepis ma najwyraźniej, jak z takiego sposobu sformułowania wynika, wyznaczać w sposób dokładny-kompletny zbiór przypadków, w których coś robić można czy też trzeba – to, powtórzmy, wynika z założenia, że nie ma żadnych przepisów szczególnych, jakichś ogólnych unormowań wolnościowych itd.).

Sytuacja, że dopuszczalne jest zlekceważenie jednoznacznych wniosków, do jakich prowadzi wykładnia dosłowna prawa, zachodzi ponoć zdaniem całych zastępów rzetelnie pracujących prawników państwowych wtedy, gdy "wykładnia językowa pozostaje w oczywistej sprzeczności z treścią innych norm, prowadzi do absurdalnych z punktu widzenia społecznego lub ekonomicznego konsekwencji, rażąco niesprawiedliwych rozstrzygnięć lub pozostaje w oczywistej sprzeczności z powszechnie akceptowanymi normami moralnymi (por. np. wyrok Trybunału Konstytucyjnego dnia 28 czerwca 2000 r. K 25/99, OTK Zb.Urz. 2000, nr 5, poz. 141 oraz wyroki Sądu Najwyższego z dnia 8 stycznia 1993 r., III ARN 84/92, OSNC 1993, nr 10, poz. 183, z dnia 8 maja 1998 r., I CKN 664/97, OSNC 1999, nr 1, poz. 7, uchwały z dnia 3 listopada 1997 r., III ZP 38/97, OSNAPUS 1998, nr 8, poz. 234, z dnia 8 lutego 2000 r., I KZP 50/99, OSNKW 2000, nr 3-4, poz. 24 i uchwała składu siedmiu sędziów z dnia 25 kwietnia 2003 r., III CZP 8/03, OSNC 2004, nr 1, poz. 1)".

W niniejszej sprawie z całą pewnością "treść innych przepisów", a zatem to, co w nich napisano i co z nich dosłownie rzecz biorąc wynika, nie przekreśla tezy, że do wniosków z art. 324 k.p.k. stosuje się analogicznie przepisy o aktach oskarżenia tylko te, które wymieniono w art. 324 i art. 354 k.p.k. (zwróćmy uwagę na to "+3" na środkowej cyfrze, jak jakiś komentarz "plus [to, co doda] Sąd Najwyższy" [który będzie orzekać w sprawie wypadku Niżyńskiego, który później się zdarzy] – "trzecia" niejako instancja to, z uwagi na dwuinstancyjność postępowania, po prostu Sąd Najwyższy; analogiczne podejście jest też w numeracji w art. 120 k.p.k. oraz jest ono ponoć zakorzenione w tajnikach sybillińskich, patrz blog Piotra Niżyńskiego). Nie ma więc w każdym razie, powtórzmy, takiego zaprzeczania poprzestaniu na tych 2 analogiach ani też nie jest zaprzeczane nigdzie to, że art. 337 k.p.k. dotyczy po prostu aktów oskarżenia (a ustawodawca, jak widać z przepisów, co do zasady rozróżnia to pojęcie od pojęcia wniosku prokuratora o umorzenie sprawy i zastosowanie środków zabezpieczających, toteż wynika stąd, z tych innych norm, które oddzielają oba pojęcia i pokazują zakres dopuszczalnego współdzielenia przepisów, że akt oskarżenia należy co do zasady, w braku przepisów szczególnych, rozumieć jako akt oskarżenia i tylko akt oskarżenia).

Pozostałe opcje, tj. "absurdalne z punktu widzenia społeczeństwa albo ekonomii" konsekwencje, "naruszanie powszechnie akceptowanych norm moralnych" czy "powodowanie rażąco niesprawiedliwych rozstrzygnięć", z całą pewnością też nie zachodzą. W szczególności należy wskazać na to, że prokurator nie wypełniając w terminie żądania sądu (a co do zasady jak podnosił Niżyński w piśmie ma on obowiązek realizować każde żądanie sądu bez względu na swoje zdanie, a to z uwagi na art. 15 k.p.k.) nie jest "skazany" na przegraną: na kompromitujące fiasko z przyczyn formalnych, może wręcz nieodwołalne (tj. umorzenie postępowania karnego przez sąd bez orzekania środków zabezpieczających), które czyniłoby go functus officio względem danej sprawy. Prokurator odsyłając ze spóźnieniem swój wniosek / wniosek z załączonymi do niego aktami ma możliwość złożyć wraz z nim wniosek o przywrócenie terminu, który pozwala anulować negatywne konsekwencje tego poślizgu czasowego, o ile tylko wykaże się, że był on niezawiniony, że więc powstał niechcący i przez siłę wyższą, a nie przez lekceważenie obowiązków (co do których nota bene nikt nie przeczy, że są obowiązkami – termin jest terminem, choćby nie był zawity). W razie drobnego tylko opóźnienia nie powinno być żadnym problemem uzyskanie takiego "przywrócenia terminu", nawet posługując się jedynie jakimś lichym uprawdopodobnieniem. Co za tym idzie poprawna-dosłowna interpretacja prawa nie prowadziłaby do "rażąco niesprawiedliwych rozstrzygnięć" itp.

Dziwne zlekceważenie wskazań moralnych do umorzenia sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela

Abstrahując od największych subtelności nauk prawnych (w tym: książek różnych doktorów i profesorów) w dziedzinie prawa karnego procesowego, które zresztą może tutaj nie w każdym najdrobniejszym detalu są doskonale jednolite i sprecyzowane, z całą pewnością nikt by nie zarzucał Sądowi Najwyższemu ani jakiegoś nielegalnego rozstrzygnięcia, ani też działania w sposób niemoralny, gdyby pozwolił sobie w ten sposób zakończyć szkodliwe dla standardów praworządności postępowanie (a Piotr Niżyński złożył w tej sprawie naprawdę dużo dowodów pokazujących spiskowe pochodzenie sprawy; sytuację można przeglądać w aktach na forum jego bloga, dział o prokuraturach i sądach). Tym bardziej zastanawia to, że z opcji tej szacowny Sąd nie skorzystał, w świetle faktu, iż sprawa ta była ogólnie bardzo haniebna pod względem dowodowym i formalnoprawnym / dotyczącym gwarancji procesowych, co z punktu widzenia moralnego można by wziąć pod uwagę:

  1. brak jakiegokolwiek dowodu czy choćby uprawdopodobnienia tej szkody na zdrowiu, którą zgodnie z obowiązkiem dokładnie postulowano w opisie czynu i która też w ogólności stanowi jego znamię ustawowe z Kodeksu karnego, tj. tutaj: że złamano komuś obie nogi. Błąd ten był wyraźnie podnoszony (patrz pismo z 13.11.2018 r.). Tymczasem zaś kluczową sprawą postawionego przez prokuratora zarzutu było tutaj właśnie to, że spowodowano istotną (dłuższą niż 7 dni) szkodę na zdrowiu. To dzięki temu można było w ogóle mówić o przestępstwie, bo bez tego przestępstwa by nie było. Mimo to jednak nie zapewniono żadnego dowodu czy choćby uprawdopodobnienia, że została spowodowana taka szkoda, jak to zarzuciła Policja i jak potem we wniosku do sądu zarzucił prokurator, pod czym następnie podpisały się sądy obu instancji.
  2. ogólnie też brak jakichkolwiek dowodów medycznych, na cokolwiek wskazujących, zaś policjant pierwotnie zapisał w notatce, że jedynie "prawdopodobnie" doszło do złamania – potem zaraz poszedł złożyć zeznanie i tam to słowo pominął, ale w aktach są oba dokumenty, co powinno dać do myślenia, gdyż zgodnie z art. 92 k.p.k., art. 5 k.p.k. i art. 143 k.p.k. nie można nic domniemywać przeciwko oskarżonemu/podejrzanemu, co do pracy policjanta, lecz wszystko musi być udowodnione-udokumentowane notatką urzędową albo protokołem, o czym każdy prowadzący postępowanie policjant doskonale wie, bo to są zupełne podstawy pracy.

    (Brak ten został dodatkowo jeszcze w ten sposób udowodniony i zaprezentowany na nagraniach wideo z czytelni sądu, że pokrzywdzony tą sprawą Piotr Niżyński specjalnie weryfikował u pracowników sądumimo dokładnego przejrzenia akt, co powinno wystarczyćże żadne dodatkowe tomy i ukryte załączniki nie istnieją: https://www.youtube.com/watch?v=N9CYpYY5Ou0, https://www.youtube.com/watch?v=O92Jhuv3wlU, https://www.youtube.com/watch?v=XRtnSAuV9Sg.)
  3. ponadto: brak dowodu na trwanie problemu dłużej niż 7 dni – rzekoma pokrzywdzona w ogóle nie uczestniczyła w postępowaniu;
  4. oparcie przekonań o spowodowaniu wypadku właśnie przez Piotra Niżyńskiego (tj. o tym, że to on kierował) na sytuacji "słowo przeciwko słowu", tj. z jednej strony było zeznanie policjanta, a z drugiej – przeczące mu zeznanie Piotra Niżyńskiego wsparte zawiadomieniem na Policji o fałszywym oskarżeniu (patrz skan). Otóż zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, co można też wywodzić z zasady równości broni (równego traktowania stron w takiej sprawie) będącej elementem prawa do rzetelnego postępowania sądowego (tzw. prawo do sądu – jedno z praw człowieka), nie powinno się różnicować wartości zeznań świadków w zależności od pełnionej przez nich funkcji zawodowej i społecznej, tj. na tej zasadzie, że np. "policjantowi to się ufa, a komuś, kogo on złapał, nie": patrz np. sprawa II KRN 178/95 (wyrok Sądu Najwyższego z 11.1.1996 r.), wskazana w piśmie z 13.11.2018 r. na s. 13 (przedost. akapit). Oczywiście, nie oznacza to, że proste i niemądre zaprzeczanie przez oskarżonego (czy, analogicznie, przez osobę ściganą wnioskiem z art. 324) pojedynczemu dowodowi, który go obciąża, odnosi skutek prowadząc do uniewinnienia – wręcz przeciwnie, jest orzecznictwo, z którego wynika, że oskarżony to się z pojedynczym dowodem może nie zgadzać, a nawet mu przeczyć, tzn. nie przyznawać do winy, a i tak sprawę przegrać (patrz ten sam ww. wyrok). Rzecz jednak w tym, że orzecznictwo to dotyczy prostych przypadków, gdy z jednej strony jest np. zeznanie policjanta, a z drugiej – wyjaśnienia oskarżonego (nie mylić z zeznaniem), czyli coś, co się w toku odpowiedniego przesłuchania składa dobrowolnie i za co się co do zasady nie odpowiada (wg prawa kłamstwo jest w takich warunkach bezkarne). Na to, że ww. tezy orzecznicze o dopuszczalności skazania na jednym dowodzie negowanym przez oskarżonego dotyczą jedynie prostych przypadków, wskazują użyte tam słowa: "Jest oczywiste, że sam fakt oparcia orzeczenia skazującego na zeznaniach tylko jednego świadka, nawet w sytuacji nieprzyznania się oskarżonego do winy, sam przez się nie może stanowić podstawy do zarzutu dokonania błędnych czy dowolnych ustaleń faktycznych w sprawie" – chodzi zatem o kwestię przyznania się lub nieprzyznania, czyli złożonych na rozprawie (i wcześniej w postępowaniu przygotowawczym na przesłuchaniu) wyjaśnień. Tymczasem zaś w postępowaniu karnym osoby oskarżonej czy podejrzanej nie dopuści się do składania zeznania, czyli możliwości złożenia równorzędnego dowodu: dowodu z zeznania ona zwykle nie daje (chyba że w fazie sprzed przedstawienia zarzutu). Może składać jedynie wyjaśnienia. Możliwe jest natomiast, by wszczęła ona odrębne postępowanie karne o czyn fałszywego oskarżenia jej przez inną osobę, co w przypadku przestępstw odgórnie organizowanych może natrafić na pewne (ograniczone, rzecz jasna, liczbowo) poparcie społeczne w instytucji, w której zorganizowano fałszywe zeznanie (w której więc ktoś do kogoś przychodził i oferował popełnienie takiego przestępstwa). Chodzi tu zatem o możliwość ścigania zmowy kryminalnej i powoływania się przez oskarżonego na taką zmowę, i złożenia odpowiedniego zeznania i zawiadomienia w tym kierunku. W tej sprawie tak było, w efekcie czego do akt trafił protokół przyjęcia zeznania i zawiadomienia o przestępstwie (odpis poświadczony z akt innej sprawy, złożony przez podejrzanego – patrz zał. 2 pisma z 7.11.2018 r.). W takim przypadku każdy uczciwy sędzia zauważyłby, że w aktach można znaleźć 2 równorzędne dowody, bo bycie policjantem samo w sobie nie daje przewagi (nie powinno się też wszak np. dyskryminować osoby uznanej za chorą psychicznie, bez jakichś dodatkowych badań przeciwko jej zeznaniu), i że nie powinno się rozstrzygać między nimi na podstawie maksymalnie ogólnikowych uprzedzeń, noszących znamiona stronniczości czy dyskryminacji, lecz tylko na podstawie czegoś trzeciego – jakichś dodatkowych danych, które rozstrzygną temat, np. (jak by to ocenił każdy rzetelny sędzia) na podstawie stanu (rezultatów) sprawy karnej wytoczonej przed organami ścigania przez podejrzanego tym, którzy go obciążali (rezultaty śledztwa w sprawie istnienia zmowy w Policji). Można by więc było zawiesić sprawę do czasu jakichś postępów w tej nowej, dodatkowej wytoczonej policjantom sprawie. W tym jednak przypadku nie wchodziło to w grę, gdyż organy ścigania wspólnie z sądem umywały ręce i wymigiwały się od śledztwa na temat możliwego spisku kryminalnego w Policji, co nie przydaje im chwały i budzi najgorsze skojarzenia. Nie wykonano żadnych czynności sprawdzających, wydano jedynie odmowę wszczęcia śledztwa, co jest niezgodne z art. 2 § 1 k.p.k. (dyrektywa celowościowa, z której wynika potrzeba takiego stosowania prawa, w tym prawa w postaci art. 303 k.p.k. o wszczynaniu śledztw, by zapewnić efektywne ściganie przestępstw; a wszak nie złapie się kłamcy, jeśli z zasady już na wstępie będzie się zawiadamiającego o fałszywym oskarżeniu traktować niemal jak składającego właśnie fałszywe zawiadomienie i zeznanie). Jak wiadomo, prawdziwa cnota krytyk się nie boi, a tutaj – żenujące uciekanie od śledztwa, czyli od badania tego, jak ze "zdrowiem" duchowym i czystością sumienia Policji. W takiej sytuacji, już choćby na podstawie samego tylko stanu rzeczy przedstawionego tutaj w tym punkcie, uczciwy sąd by nie wydał wyroku skazującego ani nie przypisał sprawstwa. Żeby dowód policyjny z zeznania, będący jedynym kluczowym dowodem obciążającym w sprawie, mógł nie budzić wątpliwości, czyli przesądzać ustalenia faktyczne sądu, Policja musi być krystalicznie czysta i przejrzysta, i nie uciekać od śledztwa wewnętrznego.
  5. w kwestii osoby kierowcy oraz długości rzekomej szkody na zdrowiu: brak dowodów "bezpośrednich", jak to się czasem niepoprawnie mówi, tj. dowodów pierwotnych, z pierwotnego źródła dowodowego (które więc od sądu dzieli w miarę możliwości jak najmniej ogniw pośrednich) – a za to poleganie pod względem dowodowym i w dziedzinie tego, co uznaje się za wykazane, jedynie na przekonaniu policjanta, "który sam jak może twierdzi wszystko już sobie posprawdzał czy też zasłyszał i to dlatego wszystko wie, czego w każdym razie nie relacjonuje w szczegółach i na co nie ma dowodów w aktach, albo po prostu jest jedynie przekonany o swej racji", które to poleganie na ustaleniach/przekonaniach innego organu zamiast samodzielnego zbierania dowodów u źródła wszystkie podręczniki uznają za niezgodne z prawem, rozumem i nauką, przy czym Sąd Najwyższy uznał już raz, że przestrzeganie zasady bezpośredniości (o którą tu właśnie chodzi) jest konieczną cechą rzetelnego postępowania sądowego;
  6. wreszcie też: brak dowodów na to, że poprawne zachowanie kierowcy zgodnie z prawami fizyki przekładałoby się na odpowiednie działanie samochodu, np. zmniejszanie prędkości, czyli na to, że nie było tzw. backdoora, czyli tylnej furtki dla włamywaczy komputerowych, w jednym z chipów elektronicznych (przypadki najprostsze i najwcześniejsze stosowania chipów w samochodach dotyczą dziedziny wspomagania hamowania i wspomagania kierownicy) – prawdopodobne tymczasem wydaje się właśnie, przeciwnie niż przyjęto, odbieranie przez nich fal z satelitów GPS na analogicznej zasadzie, jak przez komputerowe procesory czy systemy zasilające w elektronice, o czym informowaliśmy w artykule: wskazują na to artykuły prasowe prawdopodobnie świadome tego, w którym dokładnie miejscu ma dojść do wypadku i kiedy, które to artykuły pokazywał oskarżony (ofiarą takiego ataku mogła też paść księżna Diana – bardzo nietypowy to zgon, a trafił akurat na rodzinę królewską, co budzi pod względem statystycznym niesmak podobnego rodzaju, co np. sam fakt katastrofy w Smoleńsku czy nawet też, analogicznie i chyba w nawiązaniu do właśnie sybillińskich korzeni tej sprawy, śmierć króla Iraku w XX w. w wypadku samochodowym, zresztą w przyszłej sybillińskiej dacie śmierci babci Piotra Niżyńskiego – a przecież Irak jest miejscem, gdzie dawniej kwitła cywilizacja Sumerów, a potem babilońska); sądom prezentowano jako przykład śmierć znanego polityka Bronisława Geremka w wypadku samochodowym, którą poprzedzały specyficzne zdarzenia (wypadek rowerowy i śmierć księdza Bronisława G., mianowicie Grulkowskiego, kilka dni wcześniej oraz jego pogrzeb ogłoszony przez prasę w przeddzień śmierci polityka) – tak m. in. na s. 29 pisma z 13.11.2018 r. (okolice przypisu 66) i we wcześniejszym piśmie zawierającym wyjaśnienia tej sprawy backdoorów elektronicznych dla sądu I instancji;
  7. brak dowodów, że przejechanie końcówki betonowego kosza czy słupka ulicznego po nodze dziewczyny, co jak postulowano było tym sposobem, w jaki miała stać się jej krzywda, mogło spowodować złamanie – a przecież ciężar jest tu porównywalny do siły ciężkości związanej np. z małym dzieckiem stającym na stopie rodzica: coś takiego nie powoduje złamania; było to podnoszone m. in. na s. 36 pisma z 13.11.2018 r. (mniej więcej środek tekstu, fragment pogrubiony, podkreślony i wyróżniony kursywą);
  8. dodatkowo można wskazać, że dowody zgromadzone w sprawie jakkolwiek nie wykazały tez oskarżyciela o tym, że pojazd jechał zbyt szybko, to za to wręcz przeciwnie dowód z przesłuchania niezależnego świadka kolizji wykazał tego przeciwieństwo, zaś złożone do akt protokoły notarialne i powołujące się na nie pisma wskazywały na istnienie spisku w mediach, czyli planu wrobienia kogoś, który zapewne wiązał się ściśle z tą datą i tym miejscem w Warszawie oraz takim efektem i, co prawdopodobne, z tą właśnie osobą, zresztą nieraz już wcześniej tak traktowaną przez media, może nawet była to nagminna praktyka, jak sąd mógłby się zainteresować i zacząć podejrzewać – krótko mówiąc, dowody wykazały przeciwieństwo tego, co zarzucał oskarżyciel;
  9. sądy świadomie lekceważyły też prawo człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia, zapisane w art. 6 ust. 3 pkt d Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, mimo że podejrzany Piotr Niżyński wnioskował o to przesłuchanie kilka razy, nie tylko dopiero na etapie zażalenia, ale nawet już wcześniej, a także dokładnie wskazywał braki dowodowe;
  10. sądy lekceważyły trafnie brzmiące zarzuty o naruszaniu prawa procesowego poprzez błędną konstrukcję zarzutu, jako że omawiał on tylko ruch samochodu, czyli okoliczności czynu, a także jego skutki, nie zarzucał natomiast podejrzanemu jakiegoś błędu co do jego własnych wolą sterowanych ruchów, czyli nie zarzucał działań i zaniechań w tej dziedzinie poruszeń ciała. Jest to sprzeczne z nauką (określającą, czym jest czyn), a z drugiej strony uniemożliwia bronienie się przed zarzutem, gdyż przez jego nielegalną konstrukcję nawet osoba niewinna mogłaby hipotetycznie zgodzić się z zarzutem ("bo faktycznie samochód tak jechał", "faktycznie ja będąc w tym samochodzie wjechałem w coś" itp.). Rzecz jedynie w takim układzie w tym, czy występowała nieumyślność, rozumiana jak w art. 9 § 2 k.k. (czyli popełnienie czynu bez zamiaru, a za to wskutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach i w warunkach, gdy możliwość popełnienia czynu co najmniej można było przewidzieć), przy czym sąd mógłby wymagać, by to podejrzany dowodził, że nie można było przewidzieć wypadku i że on sam dochował zasad bezpieczeństwa, skoro rzekomo (jak chce zależna od ministra prokuratura) "wszystko wskazuje", że nie. Tymczasem zaś jest podstawową rolą oskarżyciela, w której nie może on być zastępowany, udowodnić prawdziwość poprawnie skonstruowanego zarzutu, np. zarzutu o niewciskaniu hamulca w czasie, gdy pojazd jechał z prędkością dającą się opanować i wyzerować podczas zbliżania się do miejsca wypadku.
  11. nie wiadomo, skąd wzięły się dane osobowe pokrzywdzonej (w aktach nie ma śladu po konkretnej czynności prowadzącej do ich ustalenia), skoro wg niezależnego świadka wypadku K. karetka po nią przyjechała jeszcze zanim na miejscu znalazła się Policja "i wykonywała swoje czynności z" Piotrem Niżyńskim. Przy tym personalia tej pokrzywdzonej wyglądają na prawdopodobnie zmyślone (w ogóle taka osoba, z dokładnie takimi danymi, ma szansę nie istnieć) – są dobrane po trafnie kojarzących się i skorelowanych ze sobą nawzajem nazwach własnych, imię jest rzadkie i różne jego wersje padają w aktach, listy polecone na jej adres kierowane są zwracane przez pocztę.

Otóż co najmniej niektóre z tych faktów miały szansę łatwo rzucić się w oczy i normalnego sędziego mogłyby one zszokować. Nie tylko zszokować, ale i doprowadzić do stosownych z uwagi na obronę praworządności kroków, dosyć radykalnych. Przykładowo, orzecznictwo Sądu Najwyższego w postaci sprawy II KK 73/14 można było tu tak wykorzystać, że wskazać, iż z uwagi na zgromadzone w aktach dokumenty od organów ścigania (nie licząc orzeczeń) mające być jakimiś dowodami, z których żaden nie zawiera nawet żadnej wzmianki o złamaniu obu nóg, prokurator składając wniosek z pewnością miał na myśli co innego, tj. złamanie kości śródstopia jednej z nóg, na który to temat coś w aktach raz po raz było, już od samego początku (od pierwszego dnia), mianowicie zawsze w formie gołosłownej tezy policjanta (raz doprawionej słowami "prawdopodobnie"), toteż w związku z tym sąd orzekając popełnienie czynu spowodowania wypadkiem złamania obu nóg orzekał o tym bez skargi uprawnionego oskarżyciela (tj.: orzekał o czynie niezawartym w istocie w akcie oskarżenia lub wniosku, wg idei oskarżyciela). Gdyż wniosek prokuratora był najwyraźniej w sprawie złamania kości śródstopia nogi prawej, zaś co innego na piśmie to jedynie rezultat jakiegoś oczywistego błędu redakcyjnego. Sąd Najwyższy mógłby tak przyjąć i nic go w tym nie krępowało, chyba że przekonanie, że "przecież sprawa jest polityczna i chcieli bez żadnego dowodu czy choćby poszlaki wygrać temat" (ale takie przekonanie, w połączeniu z brakiem umorzenia z braku skargi, kompromituje morale sędziego). Obie opcje przemawiają za takim umorzeniem. Zgodnie z orzecznictwem sytuacja, że orzeczono o czynie nie ściganym przez obecny w aktach akt oskarżenia (czy nawet inne oświadczenie tego typu), powoduje konieczność umorzenia sprawy z braku skargi uprawnionego oskarżyciela (a zatem bez środków zabezpieczających) i jest bezwzględną przyczyną odwoławczą, czyli braną pod uwagę nawet bez jej zgłoszenia. Z drugiej zaś strony, jeśli by faktycznie oskarżycielowi chodziło o czyn spowodowania danej szkody na zdrowiu, na który nie zebrano żadnego dowodu, a 4 organy państwowe (jak jakaś grupa przestępcza) się pod tym podpisały, tj. Policja, prokuratura, sąd I instancji i sąd II instancji, to sprawa jest polityczna i również oskarżyciela działającego w taki sposób nie można uznać za uprawnionego do tej czynności (wniesienia do sądu wniosku przeciwko podejrzanemu). Analizując więc zarzut z kasacji, że "braku skargi" sąd II instancji dobrze nie przeanalizował, Sąd Najwyższy mógłby też z kolei dostrzec inny problem – jeden z tych właśnie, co wyżej zaprezentowane (nawet nie wnikając w to, który). To drugi sposób, w jaki mógłby pomóc dobrej sprawie, tj. temu, by nie było pomówień i niezasłużonej plamy na honorze, a zły rząd miał się czego wstydzić, nie zaś jedynie drobiazgu (uchylenie postanowienia II instancji na I podstawy kasacyjnej popierała wszak także Prokuratura Okręgowa... można z tego próbować robić zwykłą dopuszczalną wpadkę przy pracy). Takie rozwiązanie byłoby eleganckie, bo oparte na wcześniejszym orzecznictwie (oraz bezpośrednio na prawie: przecież prokurator musi mieć podstawy, by twierdzić, że dany czyn popełniono i oskarżać o to – jakiekolwiek dowody choćby uprawdopodabniające temat), i nikt zapewne by nie podnosił zastrzeżeń ani tym bardziej nie twierdził, że doszło do jakiegoś przekroczenia uprawnień, bo w obecnych czasach tego rodzaju atakowanie sędziów jest najzupełniej niemodne (ma też przeciwko sobie "samorząd" sędziowski, który jest decyzyjny w sprawie immunitetów), a wszystkie media i polityka europejska idą w dokładnie przeciwnym kierunku. Wszak zresztą demokratyczny autorytet Sądu Najwyższego bije na głowę marne w społeczeństwie poparcie dla, dajmy na to, Sejmu czy nawet jego głównych liderów, tj. jakiegoś Kaczyńskiego czy Tuska.

Dla przykładu, swoisty wręcz aktywizm sędziowski w Sądzie Najwyższym w dziedzinie zwalczania spraw politycznych widać bardzo wyraźnie w dziedzinie uznawania sędziów powołanych przez neo-KRS za nieuprawnionych do orzekania.

Wróćmy tu jeszcze na chwilę do tematu teorii wyrażonej w sprawie II K 73/14 (s. 4, końcowe 2 zdania), gdzie do absurdalnych może wręcz wymiarów poszerzono znaczenie "braku skargi uprawnionego oskarżyciela", co łatwo prowadzi do niepożądanych rezultatów, mogących paraliżować egzekwowanie prawa karnego i stwarzających do tego pole; zauważmy przewrotność: jak bardzo chętnie wykracza tu się poza pewne granice, gdy tylko nie przynosi to korzyści Piotrowi Niżyńskiemu najwyraźniej politycznie oskarżanemu. Można te efekty owego orzecznictwa streścić słowami z forum bloga Niżyńskiego, dział o sądach: "Jeśli sąd popełnia pomyłkę, to nie pozostaje już nic innego, jak tylko umorzyć postępowanie. Nie ma apelacji/kasacji" (patrz odpowiedni wątek). Jeśli więc np. sąd I instancji źle orzeknie, nie o tym czynie, którego żądał oskarżyciel, to sprawa już dłużej nie pożyje i oskarżyciel, choćby domagał się skorygowania orzeczenia, jest na przegranej pozycji, bo "przecież" zachodzi bezwzględna przyczyna odwoławcza (tak to tutaj ujęto w uzasadnieniu orzeczenia: "zachodzi wtedy brak skargi uprawnionego oskarżyciela") i postępowanie idzie do umorzenia. Na ww. forum związanym z Niżyńskim można zresztą znaleźć też inne, groźnie wyglądające, przykłady przypominające mataczenie przez SN przy obsłudze spraw karnych takie, które szkodzi prawu do obrony (to zapewne po to, by budzić trwogę przed wchodzeniem przez ludzi w ramach swobodnych rozmów i swobodnych kontaktów z mediami, w tym xp.pl, na tematy o haniebne degrengoladzie państwa prawa, które typowo przedstawia się jako "tajemnicę państwową" czy np. jako informacje tajne; bać się rzekomo należy, bo "procesy polityczne nadchodzą" i są mile widziane, co oczywiście jest tylko propagandziarstwem, a rzekome klauzule tajności nie istnieją).

Nie bez znaczenia może tu być także fakt, jak dramatyczne konsekwencje niesie widmo dalszego prowadzenia tej sprawy przez sądy obu instancji dla Niżyńskiego (założyciela tego portalu) – oskarżonego tutaj w sposób bardzo nikczemny, mianowicie zarzutem spowodowania złamania obu nóg nie popartym żadnym, ale to zupełnie żadnym, dowodem wskazującym na (czy nawet choćby tylko uprawdopodabniającym) taki rozstrój zdrowia; luk i błędów dowodowych jest w tej sprawie nawet jeszcze sporo więcej, naruszano fundamentalną w sprawach sądowych zasadę bezpośredniości, prawo człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia, a także ostentacyjnie jak się zdaje dawano znać w mediach, że temat jest "przygotowany" już zawczasu – w takiej sytuacji sprawa aż się prosiła, by położyć kres bezprawiu. Od m. in. tego właśnie jest Sąd Najwyższy, by czasem być głosem rozsądku sprzeciwiającym się złym tendencjom establishmentu, w tym także rządowego/prokuratorskiego. Tym niemniej nie bez powodu pewnie przepis o trybie wnoszenia kasacji ma nr 525 (art. 525 k.p.k.), co jest symbolem księgi sybillińskiej (patrz w szczególności nasz wcześniejszy artykuł w części o Smoleńsku). Można tu dodatkowo przytoczyć, że wcześniej w tym samym 2012 roku, w którym kolizja samochodu Niżyńskiego ze słupkiem miała miejsce, Urząd Kontroli Skarbowej zaczął wprowadzać się do budynku położonego przy przystanku PIMOT (skojarzenie: Piotr-motoryzacja), przy Jagiellońskiej 55b, co przecież wyraźnie przypomina jakieś potwierdzanie komuś pogróżki "bo jak nie, to was rozliczymy za niepłacenie podatku!" – już i odrębnie pewnie wpierw wyrażonej w jakiejś rozmowie, a "wymagającej" jedynie (wobec niedowierzania) jakiegoś mocnego gestu ze strony rządu – zaś śladów spisku politycznego jest jeszcze sporo więcej, o czym za chwilę. Sąd Najwyższy w tej sprawie tylko o tyle pomógł, że nakazał pozyskać nową opinię psychologiczną i psychiatryczną, co oznacza m. in. potrzebę, by Piotr Niżyński najpierw stawił się w określonych miejscach (nieodzowne) i co prowadzi do dalszego odwleczenia końcowego rozstrzygnięcia. Na wyciągnięcie ręki było zaś przecież zakończenie tego kompromitującego prokuraturę i sądownictwo spektaklu, zakończenie bardzo haniebne.

Na obronę postawy Sądu Najwyższego można podnieść jedynie to, że opóźnił trochę bieg sprawy odwołując pierwotnie zaplanowany termin posiedzenia (6.4.2021 – 10-lecie pewnego istotnego wyroku przesądzającego o dopuszczalności jednego z zarzutów, a z drugiej strony data niedoszłego "zabicia matki" Niżyńskiego, której swego czasu jak podawał jego blog obawiał się z uwagi na ukryte w danych osobowych w rodzinie wskazówki w tym kierunku, w tym już nawet pewną tradycję kończenia życia w ten od strony matematycznej sposób, a to za sprawą służby zdrowia). Już pewnie na tym pierwszym posiedzeniu, specjalnie najwyraźniej opóźnionym, by wskazać, że jest nadzieja w drugiej podstawie kasacyjnej, zapewne wynik byłby taki, jak z góry znany, a mimo to sprawę opóźniono jeszcze o ponad 2 miesiące.

Ślady spisku politycznego i starożytnego

Wzmiankowano tu wyżej o znamiennym art. 525 k.p.k. o kasacjach (jeśli ktoś nie dowierza, że to przez Sybillę, to niech się może jeszcze zainteresuje znamiennym doborem treści przepisu o tym samym numerze w Kodeksie postępowania cywilnego: jakoś tak dziwnie pasuje do bardzo ważnego problemu, mianowicie pasuje na nawiązanie do współpracy papiestwa z monarchami), ponadto na blogu www.bandycituska.com można poczytać o memie liczby 110 jako symbolu "człowieka bez dostępu do Sądu Najwyższego" (w ramach wyjątku tutaj przy sprawie, jak zaraz zobaczymy, od dawna planowanej tym razem jakoś nie było problemu ze znalezieniem prawnika, ale zazwyczaj te problemy są, jak pokazuje np. ten oto wpis na forum), przyjrzyjmy się więc dokładniej szczegółom wskazującym na takie knowania: na zakonspirowane interesowanie się, przez polityczno-religijną elitę, potyczkami Niżyńskiego w Sądzie Najwyższym już w czasach starożytnych.

Po pierwsze, widać ślady ogólnego spisku politycznego. Tematy związane z tą sprawą nacechowane są wyraźnym oznaczaniem tego, że "tutaj zakulisowo są jakieś przekręty",, gdyż władze jak gdyby chętnie (przy zachowaniu anonimowości/niejasności procederu) czy też w każdym razie nieoficjalnie i z zastrzeżeniem możliwości oficjalnego wykręcania się od tego kiwają pokornie głową, "jak na katolika przystało" ( – takie to pewnie inspiracje, z tego źródła): że coś tu jest "naprzekręcane", przy czymś majstrowano, co do czegoś była wyraźna determinacja polityczna. O specjalnym numerze art. 337 była już mowa. Kolejną wskazówką jest bardzo duża zmiana redakcyjna rozszerzająca sam art. 120 k.p.k. (powtórzmy: ten o postępowaniu z wybrakowanymi ogólnymi pismami, nie aktami oskarżenia) – właśnie niedawno uchwalona, dopisano całe paragrafy, które wejdą w życie dopiero za wiele lat. Można tę sytuację oglądać po pobraniu aktualnego tekstu jednolitego Kodeksu ze strony Sejmu: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19970890555/U/D19970555Lj.pdf. Przy okazji zwróćmy uwagę na to, że obecnie tekst ten ma stron dokładnie... 337. Wskazówka co do "kluczowego tematu zakulisowych rozmówek w ministerstwie". Kolejne wreszcie ślady to te związane z numerem ustawy wprowadzającej odnośny brak formalny: poz. 966 w Dzienniku Ustaw (patrz http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20170000966) oraz nr druku sejmowego, który otrzymał projekt tej ustawy, wynoszący 1231 ("jeden, dwa, trzy... jeden") – jak przebieg sprawy: trzy kolejne sądy, po czym powrót do pierwszej instancji. Gdyby Sąd Najwyższy umorzył sprawę z braku skargi uprawnionego oskarżyciela, przez wzgląd na kwestie związane z nowo wprowadzanym wymogiem ustawowym, to sprawa zapewne skończyłaby się w trzecim sądzie i nie wróciła już do I instancji, tj. orzeczono by uchylenie postanowienia Sądu Okręgowego oraz umorzenie sprawy. Bo przecież nie ma zasady, że sąd stosujący art. 17 k.p.k., czyli umarzający postępowanie (do czego zobligowany jest każdy sąd, który stwierdzi negatywną przesłankę procesową), musi następnie coś jeszcze wykonać, np. zwrócić sprawę do I instancji. Umorzenie ma to do siebie, że kończy czynności wykonywane w sprawie, czyli taki zwrot byłby nieuzasadniony jakąkolwiek potrzebą, tym bardziej, że orzeczenia Sądu Najwyższego są niezaskarżalne. Krótko mówiąc, 1231 już z góry sugeruje zamysł, że podstawa kasacyjna dotycząca braku formalnego przegra. Być może tak to trzeba zinterpretować; tak czy inaczej nasuwa to na myśl tematy kasacyjne (por. też skojarzenie z pojęciem "skasowany samochód"). To taki kolejny ślad obok kilku już tu wcześniej przytoczonych.

To w dodatku nie koniec. Aby uniknąć zarzutu, że powyższy numerek to w sumie przypadkowo się trafił, a następnie w euforii spowodowanej zdarzeniem się takiego przypadku specjalnie wylansowano przeciwko Niżyńskiemu odpowiednią sprawę tak, by mógł się tym numerkiem ucieszyć, istnieje jeszcze jeden taki politycznie najwyraźniej ustawiony numerek 1231 w oficjalnych zapisach i księgach kojarzących się z tą sprawą. Dotyczy wykorzystywania Żandarmerii Wojskowej do celów cywilnych. To numer, pod którym w Monitorze Polskim (rządowym dzienniku) opublikowano zarządzenie premier Beaty Szydło z 2016 r.: patrz http://monitorpolski.gov.pl/mp/2016/1231/1. Znowu jakieś 3 kolejne "instancje" na początku, po czym sprawę uchylono – wskazówka, jaka kompromitacja już się szykuje, o czym wszyscy dziwnym trafem już wiedzą. Otóż kto się wczyta w akta i w szczegóły tej konkretnej sprawy karnej, którą przeciwko Niżyńskiemu wytoczono, a mianowicie jego pismo z wyjaśnieniami wysłanymi do prokuratury JESZCZE W FAZIE POSTĘPOWANIA PRZYGOTOWAWCZEGO (pismo z wyjaśnieniami, sporządzone w punktach, nie zaś jakieś krótkie zawiadomienie np. o adresie czy jakiś protokół policyjny), to zauważy, że on jeszcze przed wydaniem tego zarządzenia od początku konsekwentnie utrzymywał, że pierwszym, kto go zatrzymał, nie była wcale Policja, tylko radiowóz Żandarmerii Wojskowej, czyli zatrzymywał go żołnierz. Tymczasem zaś nie było żadnego zarządzenia Prezesa Rady Ministrów, które na to by pozwalało, a z ustawy wynika, że jest ono konieczne, inaczej taka operacja nosi znamiona jaskrawego przekroczenia uprawnień (chyba że jest dokonywana spontanicznie i bez przygotowania, tzn. np. jeśli by "przypadkiem" przejeżdżał sobie obok taki radiowóz i "przypadkiem" uznał za potrzebne przyczepić się do kogoś stojącego trochę rozbitym samochodem pod bramą wjazdową na teren Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej przy ul. Nowowiejskiej; wydaje się to jednak absurdalne). Najpierw Niżyński coś takiego zgłaszał (ba, nawet pewnie było coś takiego, tyle że Policji nie chciało się dokładnie przesłuchiwać świadków, nie zbadała, co ci wszyscy spisani jako świadkowie ludzie robią, gdzie pracują, przesłuchała zaledwie jednego, a żołnierzy może nawet w ogóle nie spisała), po czym – hokus pokus – w rządzie jest ślad po tym oryginalnym incydencie, tj. ściśle w dziedzinie zezwoleń dla Żandarmerii Wojskowej i w rządowym dzienniku. W takiej sytuacji tylko głupi nie zauważy, że sprawa ma coś wspólnego z polityką.

Tyle co do ogólnych śladów planów kasacyjnych w ściśle tej konkretnej, bo przecież jakże rzadkiej, sprawie sądowej (na tyle nietypowej, że zapewne jako jedyna podpadała pod poruszone wyżej kwestie).

Po drugie, dobrano sygnatury spraw, czyli numery, jakie umieszczono na teczkach przy ich otwieraniu. Jest to czynność administracyjna sekretariatu wykonywana jeszcze przed przydzieleniem sędziego, wskazuje ona na udział przewodniczącego wydziału. Ustawiona sygnatura była zarówno w sądzie I instancji (Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia), sądzie II instancji (Sąd Okręgowy w Warszawie), jak i w Sądzie Najwyższym. Omówienie sygnatur:

  • I inst.: II K 514/18 – nr 514 jest znany w Biblii, a skojarzyć się daje on z podsłuchem (ponieważ przypomina równanie 5-1=4, a tymczasem "równaniowy" jest też np. symbol podsłuchu analogowego/przestarzałego 112: 1+1=2 oraz symbol Tuska 224, dotyczącego jego daty urodzin: 2+2=4); idzie to w parze z tym, że przydzielono w tym sądzie do obsługi sprawy panią o nazwisku M. Drewin, co odpowiada pracownicy warszawskiej telewizji regionalnej M. Drewniak, która swego czasu była znajomą na facebookowym koncie Piotra Niżyńskiego. Podejrzaną zatem o jakieś kontakty z podsłuchem (tym bardziej, że w czasie ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski był jakiś temat "człowieka w drewniakach", co, znowu, obok niejednego innego detalu, wskazuje na orientowanie się papieża w sytuacji podsłuchowej związanej ze śledzeniem przez kanał WOT, czyli Warszawski Ośrodek Telewizyjny). Można tu wskazać np. na następujące fragmenty Biblii:
    • Wj 5:14 (jak o dziwnie odstającym od normy braku dowodów; odnośnie porównania "prokuratorzy i sędziowie" – "pisarze" patrz np. sura 26 w Koranie zatytułowana "poeci", która z racji nru kojarzy się właśnie ze sprawą 262/14 omawianą na blogu Piotra Niżyńskiego, w rozwijalnym komentarzu w tekście jednego z najnowszych wpisów, gdzie prezentowane są bardzo liczne cytaty z całej Biblii, a nawet i Koranu),
    • Sdz 5:14 (znowu o pisarzach; nr rozdziału względem początku Biblii przypomina ocenę kolejnych sądów: pała, pała, dopiero dla Sądu Najwyższego jakaś czwórka, ale nie piątka),
    • 2 Sm 5:14 (rozdział ma dosyć okrągle wyglądający nr względem początku Biblii: 1212 i jest w nim zawarta, w tym samym miejscu, jak gdyby kontynuacja poprzedniego: "oto imiona tych [...]: [jakieś nieznane], [jakieś nieznane], Natan [prorok jakiś], Salomon" – ostatni tutaj pasuje jako ten najmądrzejszy, którego nie było, a który powinien poprawić jeszcze decyzję Sądu Najwyższego; potem kolejna księga 1 Krl 5:14 w tym samym miejscu kontynuuje jeszcze temat mądrości Salomona, a żeby nie podejrzewano, że to przypadek i nowsze dobieranie, rozdział tam ma numer względem początku Biblii równy okrągłe 1234, jak liczba związana z kompromitacją Trybunału w Strasburgu, o której mowa na www.bandycituska.com),
    • 2 Krl 5:14 – o kimś, kto zanurzył się w Jordanie (podobno rzeka z najgłębszą depresją na świecie) i został oczyszczony (skojarzenia: "chrzty", "Piotr od spisku w sprawie chrztu", a zatem: "Niżyński"), jako że pada tu imię Naaman kojarzące się z ang. nobody, fragment pasuje na wyjaśnienie i na odpowiedź na pytanie "co to za jakiś Niżyński?", "co to w ogóle za nonsensowne nazwisko?",
    • następnie w 1 Krn 5:14 mamy dalej temat wymieniania nikomu z niczym się nie kojarzących imion, jak wcześniej w 2 Sm (nr rozdziału 1289 pasuje do roku poronienia brata Piotra Niżyńskiego, trzeba tylko dodać 700; jak gdyby w ramach komentarza do tego i wyjaśnienia, co w takim razie następuje, w kolejnej księdze 2 Krn 5:14 jest w tym miejscu o związkach Boga z chmurami),
    • Syr 5:14 o osobie dwuznacznej (pasuje do tezy pojedynczego policjanta, jakoby Niżyński rozmawiał z nim kuluarowo i wygłaszał sprzeczne wersje; nota bene wg orzecznictwa Sądu Najwyższego, jak wskazano to sądom, nie można różnicować wartości zeznań, np. policyjnego oraz zeznania w sprawie wytoczonej policjantowi, w oparciu o funkcję zawodową pełnioną przez jednego z zeznających),
    • Iz 5:14 o wyjących z uciechy, co, jak zaraz zobaczymy, dopasowano do czytania niedzielnego tuż przed wypadkiem ("Podnieś radosny okrzyk, Izraelu!"; podobne nawiązanie, z kolei do cór syjońskich, jest też w Pnp 5:16, który to rozdział nota bene ma nr bezwzględny 586 kojarzący się z procesorami i z rokiem urodzenia Piotra Niżyńskiego),
    • Prz 5:14 (nr rozdziału względem początku Biblii to jak odliczanie od końca: 543) – "o włos, a popadłbym w wielkie nieszczęście pośród rady i zgromadzenia" (akcentuje wizerunkowo-propagandowe znaczenie sprawy),
    • Ez 5:14 (jakaś sprawa o... przechodniach, o byciu pośród innych),
    • Łk 5:14 ("Ale idź, pokaż się kapłanowi [czyt.: sędziemu] i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich" [czyt.: wnieś kasację w tej sprawie – tj. w sprawie braku rozprawy sądowej]. "Pokazanie się [ludzi] sędziemu" pasuje tutaj dobrze na oględne określenie na rozprawę i taki sens w mig można z tego wyczytać, jeśli się szuka wskazówek na temat tej konkretnej sprawy.
    Szczególnie zaś godne odnotowania jest to, że znana jest też przyszłość tej sprawy, reprezentowana przez 514 "plus 2", czyli "o 2 sądy dalej", tj. przyszłość w Sądzie Najwyższym – wystarczy sprawdzać numer 516: patrz np. Rdz 5:16. Już w pierwszej księdze z brzegu, otwierającej Biblię, Księdze Rodzaju czytamy, co (o łaskawości) się za tym konkretnym planem wrobienia kryje: "A po urodzeniu się Jereda żył osiemset trzydzieści lat i miał synów i córki". (Zauważmy tu na marginesie współczesne konotacje z kolorem czerwonym, ang. red: symbolizuje zakaz. Yeah, red, czyt. "je-red", sugerowałoby zatem na zasadzie nomen omen "tak, nie wolno w ten sposób".) "Sprawa sobie potem jeszcze pożyje bez tego sądu wiele lat", "owocem, »dzieckiem« tego Sądu Najwyższego będą 2 przeciwne rezultaty"; "83-0, brata, przyjaciela nie masz tu wcale" albo, mówiąc inaczej, "tego drugiego nie będzie" (domyślić się więc można, że robią tylko to, co rutynowo każdemu powinni przyznać; i wprawdzie mogliby tu sprawę uczynić w ogóle całkowicie przegraną przez odwołującego się, a to w ten sposób, że negować prawo wniesienia kasacji z uwagi na to, że wcześniej wniosła ją niepoprawnie, adwokatem nieuprawnionym, jakaś nierzetelna firma, o czym informowaliśmy w osobnym artykule – a zatem udawać, że w związku z tym potknięciem nie przysługuje już więcej kasacja, "bo każdy uprawniony może ją wnieść tylko raz" – no, ale szczęśliwie dla oskarżonego czy raczej podejrzanego nie było Sądowi Najwyższemu pisane tak nisko upaść).
    Pomocna wskazówka głosi, że liczba 83 jest w takich tajnych kontekstach typowo symbolem brata, podczas gdy 183 to sybilliński jak się zdaje symbol Sądu Najwyższego, ugruntowany też w polskiej Konstytucji (patrz blog www.bandycituska.com, gdzie jest to ukazane w szerszym kontekście): art. 183 Konstytucji ("jeden brat") jest o Sądzie Najwyższym. Tutaj zaś numer ten podano niemalże na tacy, w niezakamuflowanej postaci do tego się odwołując. Co za tym idzie nawet wyraźnie trafiamy tu w takim razie w temat sądowniczy dotyczący SN: może nie aż tak już zupełnie explicite podany, ale jednak trafiamy wyraźnie, poprzez najbliższe jemu skojarzenie na płaszczyźnie symboli.
    Tak samo też w Koranie: w surze 51, wersecie 6 (patrz nowy przekład) pada, co nietypowe, słowo "sąd": "I Sąd z pewnością nadejdzie!".
    Również i np. (nomen omen) Księga Liczb we fragmencie Lb 5:16 wyjaśnia, na czym będzie polegać orzeczenie Sądu Najwyższego – nakaże on zorganizować rozprawę: "Wówczas rozkaże kapłan zbliżyć się kobiecie i stawi ją przed Panem" (czyt.: sędzią). Wyjaśnienie jest też w 1 Mch 5:16 ("Gdy Juda i lud dowiedzieli się o tych wydarzeniach, zwołano wielkie zgromadzenie, aby się naradzić, jak należy pomóc braciom, którzy są w ucisku, gdyż poganie walczą przeciwko nim"), w Dz 5:16, w 1 J 5:16 (oba te fragmenty mają odpowiednio dobrany bezwzględny nr rozdziału), jak również w Jr 51:6: "Nie gińcie z powodu jego grzechu! [czyt.: prokuratora] Nastał bowiem czas odwetu u Pana, daje On mu zapłatę za to, co uczynił" (w wolnym tłumaczeniu: Ziobro nie robi śledztwa, "olewa [to] nasz pan w rządzie" – por.: sędzia z nazwiskiem Szczepaniec wstawiona do Sądu Najwyższego i oddalająca protest wyborczy Piotra Niżyńskiego – "więc nie chce nam się pomagać z problemem politycznym"). Tuż za tym zdaniem pada jeszcze w kolejnym wersecie wyjaśnienie co do ostatecznej genezy planów przedstawionych zapewne przez królową Sabę: "Babilon był w ręku Pana złotym kielichem, upajającym całą ziemię. Jego wino piły wszystkie narody, dlatego w szał popadły".
  • II inst.: X Kz 1566/18 – nr 1566 również ma postać równaniową: występuje kolejno 1+5=6 i, o ironio, "szóstka od Trybunału Konstytucyjnego", co jest równie kłamliwe, co teoria o zmianie zdania w (angażującym też wtedy m. in. uwagę) temacie braku formalnego ("I instancja go widzi, my go nie widzimy i mamy za to piątkę w szkole, a w Sądzie Najwyższym to już zupełnie szóstka: nie widzą, ale też są dodatkowo o tyle mądrzejsi, że się tego nie przyczepią"). Zupełnie urojony nierzeczywisty temat, czysta propaganda, jako że nic takiego explicite nie napisano w uzasadnieniu postanowienia sądu II instancji. Sygnatura ta również była ustawiona, przykładowo, pod sygnaturą 1566 można znaleźć pewną sprawę cywilną, na którą można się powoływać jako na ważny casus, że prawo do sądu nie jest dobrem osobistym (z czego można też wywodzić, że nawet generalnie rzecz biorąc nie ma idealnej odpowiedniości pomiędzy dziedziną dóbr osobistych a dziedziną praw osobistych, choć w podręcznikach niekiedy się ją postuluje). Temat ten był intrygujący prawnie dla naszego prezesa w r. 2018 z uwagi na wcześniejszą sprawę w (tym samym, warszawskim) Sądzie Okręgowym (jedynie w innym wydziale) dotyczącą przetrzymywania matki Niżyńskiego przez państwowe placówki leczniczo-opiekuńcze. Obrona wraz z sądem próbowała przekręcać temat pozwu, dotyczący prawa konstytucyjnego przysługującego każdemu, podciągając go pod temat dóbr osobistych i istniejące tam nieprzychylne orzecznictwo (nie mające natomiast zastosowania do praw osobistych, te chronione są znacznie bardziej bezwzględnie) – podejrzany w tej sprawie sędzia Andrzej Sterkowicz bardzo chętnie zaaprobował taką ścieżkę szkodzenia pozwowi. Toteż sprawa 1566 rzucała się, przy przeszukiwaniu Internetu pod tym kątem, łatwo w oczy, a była starsza niż ta. Jak widać, wszystko to zapewne dzieło z góry przygotowanego planu.
  • SN: II KK 456/19 – pod nrem 456 również znajdziemy w Biblii wskazówki co do losu tej kasacji. O ile jednak istnienie dawnych planów, marzeń czy też dyrektyw dla ustawodawcy (faza "przed") nie kompromituje sądu, podobnie jak nie kompromituje go też spełnienie się przepowiedni (faza "po"), o tyle już przydzielenie teczki jest aktem z dziedziny administracji wymiaru sprawiedliwości sprawowanej przez sam sąd (czynność urzędnicza, pod nadzorem odpowiedniego przewodniczącego wydziału / kierownika sekretariatu) i skoro tutaj też wszyscy myślą o Biblii, przy zajmowaniu się przypadkiem Niżyńskiego, to już chyba coś w tym jest, że sąd zamieszany. Trudno uniknąć takiej konkluzji, bo na co dzień się tak nie postępuje, a przypadek to nie jest. Interesujące fragmenty Biblii:
    • Rdz 45:6 (pada wynik 2,5 w latach, co trafia w przybliżony czas trwania sprawy po postanowieniu sądu I czy nawet II instancji, które to postanowienia były odpowiednio w październiku 2018 r. i styczniu 2019 r.; użyte sformułowania wskazują na wyczekiwanie czegoś bardzo potrzebnego, "głód" jakiegoś wydarzenia, które ma nastąpić; analogiczne cyfry dziesiętne są też "dziwnym trafem" w Ez 45:6);
    • Ps 45:6 – brzmi ironicznie, jeśli adresatem miałby być Sąd Najwyższy: "Strzały twoje są ostre - ludy poddają się tobie - [trafiają] w serce wrogów króla";
    • Mdr 4:5 (wg listy symboli cytat może też dotyczyć chrześcijaństwa, ale też omawianej sprawy sądowej – schodzą tu się w jedno dwa tematy): "Połamią się nierozwinięte gałęzie, a owoc ich - bezużyteczny, niedojrzały do jedzenia i do niczego niezdatny";
    • Wj 34:5 (bezwzględny nr rozdziału: 85, czyli "to, co poprzedza 86", jak rok urodzin Piotra Niżyńskiego) nadaje się na omówienie tematu "skąd ta sygnatura i decyzja się wzięły", "ich przyczyna" (symbolizowana przez moment czasu "o 1 wcześniejszy", w tym przypadku są więc odpowiednio cyfry 345 zamiast 456): "Pan zstąpił w obłoku, i [Mojżesz] zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe".
      Tym obłokiem była tu, zapewne, tak zwana TELEWIZJA POLSKA – komórka kryminalna podsłuchowa zlokalizowana prawdopodobnie w lokalu mieszkalnym.
      Podobnie też w Jr 34:5: "Umrzesz spokojnie, i podobnie jak palono wonności dla twoich przodków, dawniejszych królów, którzy byli przed tobą, tak będą palić i dla ciebie. Będą śpiewać także dla ciebie pieśń żałobną: 'Biada, panie!' Albowiem Ja wyrzekłem to słowo» - wyrocznia Pana" (słowa o paleniu pasują do nazwiska pokrzywdzonej, o czym będzie mowa w części "Po czwarte"). 2 wersety dalej (jak o jakimś Sądzie Ostatecznym nad sądami, tutaj przenośnie reprezentowanymi przez miasta): "Tylko bowiem te miasta obronne utrzymywały się spośród miast judzkich". Porównajmy też z Mt 5:14: "Nie może się ukryć miasto położone na górze".
    • 1 Mch 6:45 przedstawia "odwrotny scenariusz" (6-45 zamiast 45-6): "Odważnie i szybko przedostał się do niej przez środek falangi, zadając śmierć na prawo i na lewo, tak że odstępowano od niego na jedną i drugą stronę".
    • Mi 6:5 (podobne cyfry) wspomina Balaka (por.: pokrzywdzona w sprawie). Analogicznie też w Koranie (patrz nowy przekład): sura 4, werset 56 – zgodnie ze stałym podejściem w tej konkretnej sprawie polegającym jedynie na markowaniu znajomości tematu, bez wdawania się w szczegóły i ujawniania dokładnych treści przepowiedni – pasuje do nazwiska opartego na słowach "pal", "palić".
    • Koran, sura 23 (nasuwa na myśl cyfrę 4 jako kontynuację), werset 56 (odpowiednio do numeru sprawy zapisanego 4-56): "ponieważ chcemy dawać im każde dobro? Nie, oni nie mają o tym pojęcia!". I dalej, jak o relacjach Sądu Najwyższego do premiera i Prokuratora Generalnego: "Zaprawdę ci, którzy drżą przed swym Panem ze strachu [...] ci, którzy dają to, co mogą, a ich serca drżą z wrażenia, że do swego Pana powrócą: [ironia:] to są ci, którzy spieszą się ku dobrym uczynkom i pierwsi je wykonują".
      Można tu na marginesie podpowiedzieć (aczkolwiek nie ma tutaj miejsca ani potrzeby tego dowodzić), że 234 jest sybillińskim symbolem książek / pism świętych. Wobec tego w pełni zrozumiałe jest zastąpienie w ciągu cyfr 456 (jak sygnatura sprawy: II KK 456/19) czwórki, mogącej w takim układzie symbolizować Koran, cyframi 23 odpowiadającymi Staremu i Nowemu Testamentowi. To tam się odsyła; w Koranie, jak widać, już niezbyt można się doedukować w temacie wypadku Niżyńskiego i tego, co też z tej sprawy miało wyniknąć w sądach.

Jak widać, sygnatury trafiają w gotowe tematy, które w Biblii są rozdystrybuowane nawet po różnych jej księgach jako spójne ze sobą i które mają tę cechę, że nic nie zaprzecza podstawowemu skojarzeniu i wrażeniu, że "to wszystko pasuje do tej sprawy". Prawdopodobnie matrycą wytyczającą aluzje, jakimi należy nasączyć tworzony tekst, były tajne części przepowiedni królowej Saby (tym razem pisane dla królów i kapłanów, a nie dla ludu), w tym może jakaś kompletna lista symboli. Dla porównania, informacje z artykułu "Przecieki biblijne potwierdzają spisek co do fałszowania wyborów w Polsce. I w sprawie Smoleńska" wskazują, że matrycą w Nowym Testamencie (np. w Apokalipsie) była rzymska księga Sybilli, ok. 400 lat młodsza od ww. źródła. Nie jest ten portal w tej chwili i przy obecnym zasobie sił roboczych miejscem dla dokładnego pochylania się nad tą kwestią, wystarczy więc tu jedynie stanowczo podkreślić, że tego rodzaju ukrywanych podtekstów jest w Piśmie Świętym i w Koranie jeszcze dużo więcej.

Po trzecie, sprawa jest zapewne stara, a w każdym razie inspirowana tradycją nomen omen. Nie przypadkiem pewnie to taki właśnie temat jest tej ezoterycznie osławionej (jak zaraz zobaczymy) sprawy, skoro z drugiej strony angielskie słowo "samochód" wymawia się "kar", co idealnie pasuje do polskich słów "kara", "karny". O sprawie wypadku wspominaliśmy już w artykule o przeciekach biblijnych w sprawie polskiej polityki, temat ten padał tam chyba nawet kilkakrotnie. Wydaje się, że był w świadomości autorów Pisma Świętego, czyli starożytnych kapłanów, którzy starali się pod odpowiednimi numerami zawrzeć odpowiednie aluzje. Biblia kolejno wchodziła na temat win prototypowego Tuska, "dróg", wrabiania itd., jak pokazano w szczególności w ww. specjalnym artykule pod nagłówkiem "Symbol Donalda Tuska: 22.4" przy punkcie Dz 22:4 (proszę porównać padający tam, w kontekście "PRZEŚLADOWANIA »tej DROGI«" i stosowania radykalnych rozwiązań, temat "wtrącania do więzienia mężczyzn i kobiet" – co można by przetłumaczyć na taki oto sens podany wprost, a nie aluzją: "zarówno winnych, jak i niewinnych" – z tematem wspomnianego losu sprawy II K 514/18 w kontekście kasacji: "żył potem 830 lat i miał synów i córki"; zaczyna się to wszystko wyjaśniać i układać w jedną całość, jako że autorzy jak widać posługują się stereotypem kryminalisty-mężczyzny: cytat dotyczący losu po kasacji pasuje mianowicie do czekających Piotra Niżyńskiego przesłuchań świadków na rozprawie, z których część może powie prawdę, a część nakłamie, czyli część może być winna, a część niewinna, przy czym pasowałoby to też do ewentualnego, choć wątpliwego, oddalenia-zwrócenia prokuratorskiego wniosku z powodu za starej opinii psychologicznej/psychiatrycznej i za starych danych pokazujących brak wpisu w centralnej ewidencji kierowców naruszających przepisy, na którą to starość danych i konieczność zebrania nowych zwracał w tej sprawie uwagę Sąd Najwyższy w ostatnich zdaniach uzasadnienia). Zresztą nazwisko pokrzywdzonej wyznaczono najprawdopodobniej właśnie za pomocą sprawdzenia Biblii, mianowicie opierając się na temacie postaci o imieniu Balak padającym w Księdze Liczb odnośnie do symbolu 5533 (tj. Lb 25:23), czyli symbolu wspólnoty 2 partii prawicowych (prototypowe PO-PiS), oraz na temacie z Sdz 4:22 (urodziny i symbol Donalda Tuska) – patrz ww. artykuł; może też nazwisko (o którym tu mowa dalej w części "Po czwarte") było już z góry podane w tajnych tekstach źródłowych tego spisku, gdyż losowy zbieg okoliczności (ze słowem "palik" trafiającym się też w Sdz 4:22) jest wyjątkowo mało prawdopodobny, zaś dorobienie dopiero w przyszłości np. słowa "pal" tak, żeby występowała ta zbieżność i podwójne zdarzenie się rdzenia słowotwórczego, wymagałoby nie tylko niemalże nadludzkich (rzadkich) zdolności przetwarzania informacji (to coś jak dorabianie klucza do gotowego zamka), ale też dostępności odpowiedniego słowa i odpowiedniej sylaby, bo mogłaby być już używana powszechnie na określenie czegoś zupełnie innego i z inną dziedziną się kojarzącego (niż z tematem "Polak przez A", co sugeruje "reprezentatywny przykład niewierzącego Polaka"), np. mogłoby być słowo w rodzaju "jest", "grać" itd. (i w takim układzie trudno byłoby też je równie elegancko przerabiać na to znaczenie i te ukryte konotacje, które mają wyrazy w rodzaju "Palak", "pal" albo "palić"); a ponadto koordynowanie spisku, może nawet przez całe dziesięciolecia czy stulecia, żeby ugruntować pewne nowe słowa w języku (pod Biblię i jej przyszłe-planowane tłumaczenia), bez jednakże oparcia już z góry w źródle sybillińskim, wymagałoby (optymalnie rzecz biorąc) istnienia jakiegoś innego źródła, innego dokumentu, np. papieskiego, przez wieki temu przyświecającego, a tymczasem można przypuszczać, że tego typu koordynatorskie i rozkazodawcze dokumenty np. od jakiegoś pojedynczego papieża, dotyczące spisków politycznych, niezbyt istnieją. Po prostu łatwo mogłyby się nie spotkać z poszanowaniem. Sybilla raczej w tych tematach jest samodzielnym kierunkowskazem i niezbyt ma konkurencję. Zauważmy też, że Sdz to symbol Księgi Sędziów, czyli tej, która najprędzej kojarzy się z tematem wspomnianej współczesnej polskiej "ustawy o pracownikach sądów i prokuratur"; szukając więc śladu po tym spisku, sięganie akurat do tej księgi wydaje się rozsądną metodą – i rzeczywiście, tutaj się temat potwierdza.

Dodatkowa wskazówka biblijna tkwi w związkach wewnętrznych w Starym Testamencie, tj. między poszczególnymi księgami i powiązanymi symbolami politycznymi kojarzącymi się z Polską. Skoro powyżej padł temat "dróg" w zastępstwie tematu samochodu, a to przy okazji memu Donalda Tuska, to interesująco i nieprzypadkowo wygląda też w tym kontekście wystąpienie tematu drogi przy "omawianiu" sprawy Papały, mianowicie w Księdze Ozeasza pod numerami 9:8 ("zastawiono na niego sidła na jego drogach") – zauważmy, że Papałę zastrzelono pod mieszkaniem, gdy wysiadał z samochodu. (W ww. artykule jest to na liście wypunktowanej pod nagłówkiem "Symbol TVN-u: 97 [...]".) Znowu więc ten sam trop skojarzeniowy: gdzie jest droga, tam i samochody, a nawet konkretny samochód, który tu ma się na myśli. "Wynajdą jakieś pojazdy, a nawet będą one wykorzystywać elektronikę" – już zapewne to planowano. Kolejna jeszcze wskazówka z Biblii, po raz trzeci potwierdzająca słuszność tropu "drogi-samochody-wypadek Niżyńskiego", jest we fragmencie Syr 9:7, wymienionym na liście wypunktowanej pod tym samym nagłówkiem. Mamy tam mianowicie tekst taki oto: "przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna ROZPALA się JAK OGIEŃ".

Po czwarte, można też wskazać na ślady typowe dla papiestwa i "grupy watykańskiej". Przykładowo, "pokrzywdzona" przejechaniem ulicznego kosza na śmieci po stopie (co można porównać do wejścia małego dziecka rodzicowi na stopy – nie powoduje to złamania) ma nazwisko zaczynające się od liter PALA – co do imienia to dwie różne koncepcje są rozsiane po aktach, tak, iż nie jest pewne, które z imion na literę E rzeczywiście miałaby nosić – a tymczasem dzień wcześniej główny artykuł Radia Watykańskiego był o tym, jak to papież właśnie spotyka się z szefem Autonomii Palestyńskiej. Miało to widocznie odpowiednim kręgom, w tym policyjnym, dodać animuszu, by ten, kto zapewne nakłamał, wiedział, że jest pod najlepszą możliwą ochroną i osłanianiem – "z samej góry idzie" to osłanianie (skojarzenia z koronawirusem wydają się jak najbardziej na miejscu). To zresztą taki typowy w ww. grupie nawyk, pozostawić ślad, przytaknąć cicho "po katolicku", dla zainteresowanych historyków przyszłości, póki co zaś zgnębić człowieka, bo odważnego i rzetelnego, który spisek nagłośni, nigdzie w świecie wielkiego kapitału nie ma. (Zapewne sami zamieszani.) Pozostałe dane osobowe tej dziewczyny kojarzącej się z Pal...ą i Palestyną również sprawiają wrażenie ustawionych czy wręcz niewiarygodnych, zmyślonych może przez policjanta: miejscowość, w której podobno mieszka, to Białystok (jak staczanie się "bardzo jawne", "jasne", "niewątpliwe" – może to o tym końcowym runięciu i trafieniu w coś, które charakteryzuje wszelkie staczanie się, a może po prostu o toczącym się słupku), również nazwa ulicy jak się okazuje wygląda na w ten sposób dobraną (jej brzmienie kojarzy się ze "stokiem" i "staczaniem się"), korespondencję z prokuratury na ten jakże wydumany adres poczta zwróciła, zaś data urodzin to data urodzin Piotra Niżyńskiego poddana bardzo prostej, estetycznej, a zatem psychologicznie trafnej (z punktu widzenia takiego pozostawiania śladów) poprawce +6 lat -6 miesięcy (tj. data Niżyńskiego to 25.9.1986 r., jak udowodniono na forum przy pomocy akt organów ścigania, a data tej dziewczyny-modelki od teatralnego ponoć gestu upadania – 25.3.1992 r.). Potwierdza to więc przypuszczenie, wstępnie wykreowane przez ww. sytuację w prasie Watykanu, że jej obecność na miejscu zdarzenia nie była przypadkowa, tylko zaplanowana – ona albo tam specjalnie przyszła i wyczekiwała w odpowiedniej odległości od słupka samochodu, który się z nim zderzy, albo po prostu policjant zmyślił jej dane, wymyślił sobie pokrzywdzoną (i zapewne też w takim razie nakłamał co do słów Niżyńskiego rzekomo przyznających się do jakiegoś "wszystkiego"), by było widać, że jest to ustawiona sprawa. Dla porównania, jedyny świadek, jakiego przesłuchano, nosił nazwisko Komorowski, co również budzi skojarzenia z prezydentem jako urzędnikiem zapewniającym łaskę oraz z "podkomorzymi", tutaj żartobliwie pojętymi jako ci, co to łaski dostępują.

Bardzo dużo śladów prasowych zostało złożonych do akt, można je przeglądać w Internecie na forum.bandycituska.com w dziale o prokuraturach i sądach, tutaj nie ma miejsca na relacjonowanie czy analizowanie tych poszlak. Odnotujmy tu w każdym razie, że mają one typowy dla "grupy watykańskiej" charakter aluzji, bodajże celowego grania na skojarzeniach poprzez odpowiedni dobór tematów, nagłówków, pierwszych zdań artykułów, by co rusz prześwitywał ślad po temacie innym niż ściśle ten, który w artykule jest omawiany, ale za to ciągle po tym samym temacie zakulisowym i co rusz od innej strony (albo np. po kilka razy od tej samej strony) aluzyjnie jedynie rozpatrywanym. Akurat dzień przed tym wypadkiem sprawa ta sprowokowała wyjątkowo dużo aluzji prasowych. Porównywać to można jedynie z niektórymi zabójstwami szpitalnymi członków rodziny Piotra Niżyńskiego; po prostu spora część artykułów, między jedną czwartą a połową, naznaczona była wyraźnym przesunięciem tematycznym w porównaniu z codzienną statystyką, w której czegoś takiego akurat nie ma, przy tym z tą dodatkową cechą, że główne cechy artykułu trafiają w główne cechy nadchodzącego przestępstwa (tj. tutaj: przestępstwa wrabiania człowieka).

Można jeszcze wskazać, że już po I instancji i w czasie, gdy przygotowywane było pismo zażaleniowe do sądu II instancji, właśnie akurat jakoś dziwnym trafem na VaticanNews aktualny był temat tego, jak to Franciszek naucza, że Kościół, który jest matką (nota bene kojarzącą się z papieskim szpiegowaniem matkę Niżyńskiego przez lata trzymano w tzw. wariatkowie, następnie zaś nawet po wypuszczeniu jej do Domu Pomocy Społecznej cały czas uważa się ją za chorą psychicznie i szprycuje lekami psychotropowymi), "obecnie bardzo potrzebuje pomocy". "To dla nas wszystkich trudny czas, bo wielki oskarżyciel atakuje matkę, a matki się nie rusza" – taki oto tekst, kojarzący się ze skargą uprawnionego oskarżyciela, padał właśnie wtedy z ust papieża. Wspominaliśmy o tym już w artykule o Covid-19 pod nagłówkiem "Szykany w rytm czytań niedzielnych. Prawdopodobnie od papieża" (a to dlatego, że później nawiązano jeszcze do tego zdarzenia przy wprowadzaniu lockdown'u), można o tym też – oczywiście bez komentarza dekonspiratorskiego, broń Boże – poczytać w relacjach prasowych wielu mediów innych niż xp.pl. Oto przykładowy artykuł: https://wiadomosci.onet.pl/religia/aktualnosci/papiez-franciszek-trudny-moment-dla-kosciola/d7g8327.

Wypadek miał miejsce w dacie 18.12. Jest to zwiększona o 1 data urodzin Franciszka (17.12 znana tym i owym z tajnej księgi Sybilli, patrz nasz artykuł o Covid-19 pod nagłówkiem o papieżach), przy czym zapewne już niedługo po początku jego rządów kościelno-państwowych, które zaczęły się w marcu 2013 r. (wypadek był w grudniu 2012 r., po drodze była jeszcze abdykacja Benedykta XVI zapewne inspirowana tym, by wypełnić plany sybillińskie dotyczące Covid-19 i memu kolejnych liczb nieparzystych), nagłośniono coś takiego, jak "efekt Franciszka", mianowicie "w zakonach" (ros. закон "zakon" oznacza "prawo", "prawodawcą" w Kościele jest przede wszystkim Pismo Św., więc pasuje to do tematu "efekt Franciszka w Piśmie Św."). Oto przykładowe doniesienia w tej sprawie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Franciszka. Rzeczywiście, idea numeru zwiększonego o 1 ma typowo (w tej całej tajnej symbolice) konotację "następstwo z czegoś", "konsekwencja czegoś", a zatem wypadek tutaj wg planu prezentowano (słusznie, bo jego osądzenie przypadło na czasy Franciszka) jako "efekt papieża Franciszka" ("on będzie miał nad tym pieczę"). To zapewne było mu nawet w smak, nie znieważało go, gdyż 5 lat później, tj. w dacie 18.12.2017, Franciszek ogłosił dekret o heroiczności cnót postaci nazwiskiem Wyszyński (polski prymas). Tymczasem zaś rosyjskie выше "wysze" i ниже "niże", z rdzeniami słowotwórczymi "wysz" i "niż" tworzącymi też nazwiska odpowiednio Wyszyński i Niżyński, oznacza po prostu "wyżej" i "niżej": ktoś tu jest wyżej, jako dominator, jest u góry i krzywdzi słabego, a ktoś tu jest niżej, u dołu, dostaje kopniaka. Wyszyńskiego, co dodaje sprawie pikanterii, aresztowano zresztą za PRL-u w przyszłe urodziny Piotra Niżyńskiego (sławetny dzień 25.9; w sprawie szczegółów patrz m. in. wspomniany blog internetowy). To także nazwisko niesławnego radzieckiego Prokuratora Generalnego, a potem Ministra Spraw Zagranicznych – ulubieńca Stalina już z czasów, gdy był on osadzony w więzieniu. Porównanie do "procesu stalinowskiego" tutaj więc wręcz samo przez się się rozumie: tego chciano, to osiągnięto. Ów Wyszyński został, nota bene, co odzwierciedla sybilliński symbol prymitywnego podsłuchu (i telefonu): 112, Ministrem Spraw Zagranicznych ZSRR równo 112 dni po tym, jak w Polsce Wyszyński został prymasem, co wyraźnie wskazuje na kręgi kościelne jako związane z tym tematem (nie dziwota to, a ZSRR już u progu swego istnienia co nieco szła na kompromis z wymaganiami niby to osłabionego bardzo papiestwa, Kościoła i Zachodu o tyle, że wspierała wiarę w pandemię grypy Hiszpanki, 1918-1920, z centralnym rokiem równiutko 100 lat przed planowanym rokiem Covid-19). Kolejna ciekawostka – potwierdzająca długą, wielu papieży obejmującą, tradycję w sprawie planu tego wypadku, mającą więc zapewne korzenie w Sybilli, bo papieże pewnie niezbyt jakoś tak sami z siebie długofalowo spiskują co do polityki – jest taka, że 18.12 to też data ustawy o pracownikach sądów i prokuratur. Co w związku z tak skandaliczną sprawą polityczną, za to obdarzaną pełnym zaufaniem i w najzupełniejszym lekceważeniu prawa do obrony, można o tych pracownikach powiedzieć? Może, że są przestępcami? Wydaje się to bardzo możliwe, jest to nawet najracjonalniejsze wytłumaczenie zła (w myśl wspomnianego słynnego polskiego powiedzenia "gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze"), zwłaszcza w świetle wspomnianej już jakże niestety prawdziwej opowiastki o kontroli skarbowej czającej się przy "PI-MOT", co w 2012 r. zorganizowano za rządów Tuska (specjalna przebudowa budynku i wprowadzenie się Urzędu Kontroli Skarbowej do nowej siedziby).

Zobaczmy, co Pismo Św. ma do powiedzenia w temacie 18.12, czyli "konsekwencji Franciszka" – parę pierwszych z brzegu przykładów:

  • Wj 18:12: bohaterem wersetu jest "[P]ietro, teść Mojżesza" (a zatem kojarzy się z ważną-fundamentalną postacią w religii). W kolejnej księdze (Kpł 18:12) akurat w tym konkretnym wersie (bo generalnie to tak nie jest w każdym, jest to raczej zupełny niemalże totalnie odosobniony wyjątek) nawiązują do poprzedniej księgi, skupiając się na zależności rodzinnej (przy czym rozdział ma nr bezwzględny 110 kojarzący się z generalną dyskryminacyjną zasadą dostępu Niżyńskiego do sądów polegającą na uniemożliwianiu odwołania się do Sądu Najwyższego, a to z przyczyn polityczno-korupcyjnych; symbol ten jest też dyskutowany na blogu Piotra Niżyńskiego).
  • Pwt 18:12: "Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni" – pasuje do tematu: "sprawa kryminalna", jak również do odpowiedzi na pytanie "Co motywowało ten atak i wrabianie człowieka?" (pytanie o przyczyny, bo rozdział ma nr bezwzględny 1399, czyli jak gdyby zabrano 1 od pewnej okrągłej liczby kojarzącej się też w tym kontekście z kaprysami w stylu nastolatków).
  • Joz 18:12: werset wymienia m. in. rzekę Jordan, którą można skojarzyć z Niżyńskim (także na zasadzie: nazwisko wychowawczyni z podstawówki – to informacja z bloga), zaś rozdział ma (jak widać w adresie strony internetowej) nr bezwzględny 1130 (czyli 113-0, a zatem liczba symbol, po czym dopisane zero – analogicznie jak przy 830 latach życia we wspomnianym wcześniej fragmencie Rdz 5:16, co potwierdza powiązanie tematyczne ich wszystkich – gdzie 113 kojarzy się z "dzieckiem podsłuchu" albo z "technologią podsłuchową nowszą niż prymitywne podsłuchy a la telefon").
  • Sdz 18:12: werset wymienia jakiegoś Dana i tłumaczy, skąd nazwa – wzbudza to zatem współcześnie skojarzenia z Danem Brownem i "Kodem Leonarda da Vinci".
  • 1 Krl 18:12: "tchnienie Pańskie uniesie ciebie, nie wiem dokąd" (jak o utraceniu sterowności samochodu), "wówczas może mnie zabić!".
  • 2 Krl 18:12: rozdział ma nr 1248 kojarzący się z elektroniką, systemem binarnym i potęgami liczby 2, zaś odnośny werset głosi tak oto: "[Stało się tak] dlatego, że nie słuchali głosu Pana, Boga swego, i przekroczyli Jego przymierze - wszystko, cokolwiek przykazał Mojżesz, sługa Pański. Nie słuchali tego ani nie spełniali". O wypadku i chipach elektronicznych? Chyba pasowałoby.
    Jako, że jest teoria wiążąca Niżyńskiego z postacią przyszłego króla (było to omawiane np. w artykule "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla"), to te 2 omówione tu księgi – księgi królewskie – wyglądają na dodatkowo przychylne.
  • 1 Krn 18:12: rozdział ma nr 1274 kojarzący się z problemami mieszkaniowymi Piotra Niżyńskiego (symbol mieszkania: 74), zaś werset wygląda na specjalnie dobrany pod tę sprawę i wspomina o zwycięstwie nad "tysiącami Edomitów" (por.: e-dom; w takim zakulisowym sensie, w ramach dodatkowej treści aluzyjnej, nazwa ta padała już i w innych kontekstach naznaczonych najprawdopodobniej sybillińskimi przepowiedniami, patrz artykuł xp.pl o przeciekach biblijnych).
  • 2 Krn 18:12: werset cytuje informację od posłańca: "Oto przepowiednie proroków są jednogłośnie pomyślne dla króla, niechże twoja przepowiednia, proszę cię, będzie jak każdego z nich, taką, żebyś zapowiedział powodzenie". Co ciekawe, rozdział ma nr 1318 względem początku Biblii, czyli jest to, znowu, powtórzona data 18.12 w zapisie amerykańskim (12/18), jedynie z pierwszą połówką zwiększoną o 1 (może to o tej brakującej do pełni szczęścia drugiej podstawie kasacyjnej, którą można było uwzględnić).
  • Hi 18:12: werset budzi skojarzenia z wizją postaci z Apokalipsy (gdzie we fragmencie Ap 12:4 o nrze bezwzględnym rozdziału 1100, jak symbol informatyki i elektroniki, czytamy: "I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię"), gdyż napisano tutaj tak oto: "Czeka na niego Żarłoczna, śmierć czyha u boku". Jeden wers dalej – jak o Covid-19, a jeden wers wcześniej – "zewsząd upiory go dręczą, kroczą ciągle w ślad za nim" (zwróćmy uwagę zwłaszcza na to "zewsząd" – pokazuje ono zdelokalizowany charakter obecności prześladowców i ich dźwięku). Z kolei dwa wersety wcześniej (ponoć typowe dla "grupy watykańskiej" przesunięcie), czyli w miejscu Hi 18:10: "Zasadzka na ziemi ukryta, potrzask nań czeka na drodze".
  • Mdr 18:12 wskazuje na problem wycelowania ataku w jeden samochód.
    Bezwzględny nr rozdziału (212 widoczne w adresie strony internetowej): "dwie dwunastki" pasuje do tego tematu, jak gdyby sugerując to, że "tutaj to sprawa w wersecie 12 jest zwielokrotniona".
  • Jr 18:12 jak o ludziach (premierach, ministrach, policjantach, prokuratorach, sędziach) mających w nosie proroków: "I rzekli oni: «Na próżno! Chcemy raczej pójść za swoimi własnymi przekonaniami; każdy będzie postępował według popędu swego przewrotnego serca»".
  • Ez 18:12 – litery EZ, pasujące do polskiego słowa TEŻ (koncepcja litery "ż" jako "z" z kropką jest bodajże ezoterycznie rzecz biorąc bardzo, bardzo stara – ponad 1000 lat p.n.e.), kierunkują tu naszą uwagę na premiera z czasów wypadku, czyli Donalda Tuska. Werset głosi tak: "uciskał [obecnie] biednego i potrzebującego, popełniał rozboje [...] dopuszczał się obrzydliwości". Uzupełniając tu informacje z artykułu o przeciekach biblijnych można dodać, że faktycznie za rządów Tuska miał miejsce napad na Niżyńskiego noszący znamiona wymuszenia rozbójniczego, o czym można poczytać w treści zawiadomienia Piotra Niżyńskiego do prokuratury na temat stalkingu z jesieni 2011 r. na s. 41 zał. 1.
  • Mt 18:12 (bezwzględny nr rozdziału to 261, czyli tuż przed osławioną w Biblii sprawą 262 – patrz komentarze rozwijalne na wspomnianym blogu) – fragment pasuje na odpowiedź na "stanowisko mediów" czy w każdym razie rządu, że sprawy polityczne zdarzają się bardzo rzadko i że żaden normalny porządny obywatel nie musi sobie zawracać nimi głowy.
  • Łk 18:12 (bezwzględny nr rozdziału 333, jak symbol Chrystusa ukrzyżowanego, tylko w dużo dużo późniejszych czasach) brzmi jak nawiązanie do tematu ludzi nieuświadomionych w sprawie podsłuchu, jak również do Niżyńskiego jako ofiary ze sprawy wypadku, gdyż bohaterem tego wersetu jest w każdym razie człowiek wyraźnie się deklarujący jako płacący podatek. Ma pretensje. (Dwa wersety dalej – po dwa razy o wywyższaniu się i poniżaniu, czyli o tych relacjach na zasadzie "wysze" i "niże" budzących skojarzenia z klerem i prymasem jako dominatorem i Niżyńskim jako dla nich ofiarą i zabawką.) Budzi to też, za pośrednictwem tematu "porządnego ludu płacącego podatek", skojarzenia z odpowiednim podobnym (m. in. z numerów) fragmentem Koranu – sura 9, werset 18: "Świątyniami Boga może zarządzać jedynie ten, kto wierzy w Boga i Dzień Ostatni, odprawia modlitwę, płaci podatek i boi się tylko Boga. To oni są wśród tych, którzy będą prowadzeni!" (wg nowego przekładu). Taki temat powtarza się też, aczkolwiek już bez tematu "prowadzenia", we fragmencie o podobnych numerach (tj. mających wśród dzielników dziewiątkę i trójkę) 27:3. Tuż za nim w kolejnym wersecie (po tym podatkowym) jest tam o "tułaniu się na oślep", co pasuje do utraconej sterowności pojazdu. Co ciekawe, do tematu "dobrze znanej sygnatury 514" można też dodać kolejny pasujący w tym kontekście fragment Koranu, o pobożnym ludzie płacącym podatek, mianowicie 31:4 (314 to prawie 514, wystarczy sławetna poprawka +2 na początku). I znowu tam werset dalej jest trafne rozwinięcie: mianowicie, w kolejnym wersecie 31:5 pada o... drodze. I o tym, że będzie jakiś sukces.
  • J 18:12 (rozdział ma nr bezwzględny 357, jak odwrócony "początek sukcesów", czyli rok 753 od założenia miasta) – zwróćmy uwagę na tę treść pamiętając, że 18.12 to data: "Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go" (dalej zaś coś, co w kontekście artykułu o przeciekach biblijnych można by rozczytać jako "i zaprowadzili najpierw do Tuska"; ponadto w kolejnym zdaniu pada temat czyjegoś teścia, co budzi skojarzenia z fragmentem omawianym tutaj w początkach niniejszej listy). Zważywszy na to, że werset dobrze odzwierciedla temat reprezentowany przez nr bezwzględny rozdziału (widoczny w adresie strony internetowej, do której odnośnik był tutaj przy nazwie fragmentu: J 18:12), pokazuje to jego wyjątkową istotność na tle całego rozdziału i potwierdza, że 18:12 to nie byle co, tylko z góry upatrzony temat. Dwa wersety dalej najwyraźniej jakieś objaśnienie ewentualnie możliwego rozumowania Sądu Najwyższego, a na pewno sądów najniższego szczebla (może to przesada, bo tekst podstawowy tutaj ma znaczną przewagę pod względem ważności, ale temat też pasuje do tego współczesnego problemu korupcyjnego w sądownictwie w Polsce i na świecie, a jest to również bardzo istotne) – "warto, aby jeden człowiek [nawet] zginął za [nasz] naród [tj. nasz lud, personel]".
  • Dz 18:12: "Kiedy ... Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przyprowadzili go przed sąd".

Kolejne poszlaki to czytania niedzielne. Zwróćmy uwagę, czyżby już wszystko było z góry zaplanowane, co do toku pracy wymiaru sprawiedliwości?! W takim razie to niebywałe, z punktu widzenia standardów europejskich, tego, jak niezależnie i bez oglądania się na politykę powinny działać sądy. Popatrzmy:

  • W niedzielę 16.12.2012 r., czyli na 2 dni przed wypadkiem (poprawka +2 jest nota bene często stosowana, typowa w tej grupie przestępczej kojarzonej z telewizją, przestępstwami podsłuchowymi i zakulisową polityką Kościoła), było następujące czytanie:

    Wyśpiewuj, Córo Syjońska! Podnieś radosny okrzyk, Izraelu!
    Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!
    Oddalił Pan wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela;
    Król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego.

    Owego dnia powiedzą Jerozolimie: «Nie bój się, Syjonie! Niech nie słabną twe ręce!»
    Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie,
    Mocarz, który zbawia, uniesie się weselem nad tobą

    itd. – prawdopodobnie to o spodziewanych kłamstwach głównej bohaterki ("córa syjońska") oraz szpitala ("Izrael" – cały kraj z własną ludnością) co do tego, że faktycznie miała poważny problem ze złamaną nogą (trwający dłużej niż 7 dni, jak tego wymaga art. 177 § 1 k.k. będący podstawą zarzutu, a właściwie to nie on sam bezpośrednio, tylko wymieniony w nim art. 157 § 1 k.k. w ramach tego, co go odróżnia od § 2 tego samego art. 157); znamienne jest, że owa jakoby "pokrzywdzona" nawet nie została przesłuchana, zaś korespondencja do niej skierowana przez prokuraturę, zawiadamiająca o postępowaniu, została zwrócona przez pocztę (awizo pozostawione bez odbioru). Zauważmy też, że (jak już wskazywano we wspomnianym artykule o przeciekach biblijnych) "żydostwo" często bywa kojarzone w kontekście przekrętów politycznych papiestwa z chciwością i gromadzeniem majątków. Fragment o "słabnięciu rąk" pasuje do upadku wspomnianej ofiary, która miała upaść dosyć swobodnym ruchem przypominającym jakieś omdlenie ok. sekundę-półtora po przejechaniu po jej stopie końcówki walcowatego kosza ulicznego. Dodatkowo, tego samego dnia było też czytanie z ewangelii o chrzcie w Jordanie, co pasuje do omówionej w niedawnych wpisach na blogu Piotra Niżyńskiego (przy wzmiance o Antychryście) sytuacji polegającej na dobraniu jego nazwiska pod "spisek w sprawie chrztu" (Polski) oraz kwestię bardzo głębokiego koryta Jordanu.
    Zauważmy, że tydzień później, tj. dn. 23.7.2012 r., śpiewano w kościołach przed ewangelią "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego", co dodatkowo trafnie wpasowuje się w ten kontekst czasowy i hipotezę od dawien dawna gotowego spisku.
    Odnośne czytania można przeglądać na https://liturgia.wiara.pl/kalendarz/67b53.Czytania-mszalne/2012-12-16 i https://liturgia.wiara.pl/kalendarz/67b53.Czytania-mszalne/2012-12-23.
  • W niedzielę 13.06.2021, czyli na 2 dni przed omawianym tu postanowieniem Sądu Najwyższego – a była to też pierwsza niedziela po odebraniu przez Niżyńskiego listu z Trybunału w Strasburgu w pewnej innej sprawie i po zrelacjonowaniu go na blogu www.bandycituska.com) – czytanie ze Starego Testamentu było następujące:

    Tak mówi Pan Bóg: «Ja także wezmę wierzchołek z wysokiego cedru i zasadzę,
    z najwyższych jego pędów ułamię gałązkę i zasadzę ją na górze wyniosłej i wysokiej.

    Na wysokiej górze izraelskiej ją zasadzę. Ona wypuści gałązki i wyda owoc,
    i stanie się cedrem wspaniałym. Wszystko ptactwo pod nim zamieszka,
    wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi.

    I wszystkie drzewa na polu poznają, że Ja jestem Pan,
    który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa,
    który sprawia, że drzewo zielone usycha, który zieloność daje drzewu suchemu.
    Ja, Pan, rzekłem i to uczynię».

    Oto słowo Boże.

    Fragment ten wydaje się nawiązywać po kolei do 3 rzeczy:
    • Sąd Najwyższy pozwala na dalsze prowadzenie odgórnie sfingowanej sprawy ("niech wypuszcza gałązki i wydaje owoc");
    • powtarzające się słowa o wspólnym rdzeniu "niże" i "wysze" ("poniżyć", "niski", "wywyższyć", "wysoki") wraz z treścią odnośnych zdań po pierwsze wskazują na osobę Niżyńskiego (jak przekonuje wspomniany blog nazwisko tej ofiary było dokładnie zaplanowane w ramach spisku, podobnie jak np. data urodzenia, wszystko to zaś na tle politycznej współpracy podsłuchowej, która tu była w założeniu), a po drugie: na kontrast pomiędzy żałosnym, ewidentnie niesprawiedliwym i politycznym orzeczeniem Trybunału w Strasburgu a sprawiającym wrażenie "salonowego" i może dla wielu "przyzwoitego" postanowieniem polskiego Sądu Najwyższego (przy czym te 2 sądy aż się proszą o porównanie po pierwsze z racji pobliskich dat, tak, że wspólna dla obu staje się jedna niedziela pomiędzy nimi, a po drugie z racji pobliskich symboli: 183 i 184, jak to omówiono na ww. blogu) – to "Bóg swą decyzją" sprawia, że ten pierwszy, zlokalizowany za granicą, sąd jest tak arogancki, a ten drugi – pruderyjny, choć "oczywiście" (jak z tego wynika) gdyby najwyższy kapłan sobie zażyczył, ba, nawet gdyby premier sobie zażyczył, to pewnie inaczej by to wyglądało;
    • Sąd Najwyższy propaguje umarzanie z braku skargi uprawnionego oskarżyciela dobrych spraw, tylko dlatego, że sąd I instancji popełnił jakąś pomyłkę (por. sprawa II K 73/14), czyli "sprawia, że drzewo zielone (dobre) usycha", zaś nie chce umorzyć w ten sposób sprawy ewidentnie żenującej pod względem dowodowym i pod względem standardów i gwarancji procesowych, a przy tym skompromitowanej (przy pomocy prasy) jako po prostu spisek kryminalny przeciwko podejrzanemu.

Argument ten, co do punktu pierwszego, był zresztą skrótowo wzmiankowany (obok paru innych powyższych oraz poniższego) w pismach obronnych w omawianej tu sprawie karnej. W tym przypadku chodzi o główne pismo obronne, to, które złożono w ślad po zażaleniu (bardzo zalążkowym) i które je uzupełniało i miało wieledziesiąt stron.

Dodajmy tu wreszcie, że – jak wspomniano na www.bandycituska.com/ponazwisku.html – w ramach przygotowań do tematu wybrakowanych aktów oskarżenia przeciwko Niżyńskiemu (wspomniana tu sprawa to nie jedyny taki przypadek, oto kolejny w innej sprawie) w Kościele już od dziesięcioleci dziwnym trafem wielką karierę robił powoli ksiądz o charakterystycznym nazwisku, czyt. "komastri" (Comastri) – kojarzy się trochę z czymś skomasowanym ("rozumiecie, taka wielka sprawa kryminalna"), a z drugiej (za pośrednictwem skojarzenia też ze słowem "masturbacja", które to ma swój odpowiednik slangowy w odniesieniu do mężczyzn: walić konia): z "konwalidowaniem", który to termin poprawnie ukuto (można go też inaczej, bardzo zwyczajnie objaśnić) już dziesiątki lat temu w światku prawniczym i który ma oznaczać "naprawianie braków aktu oskarżenia już w postępowaniu sądowym, przy okazji, a nie na zasadzie odsyłania aktu i wyznaczania terminu na natychmiastową poprawkę". Czyli, krótko mówiąc, wylansowany kardynał może symbolizować szczególny, przy papieżu wykreowany, "luz w sprawie wybrakowanych aktów oskarżenia". "Można spać spokojnieod przynajmniej 3000 lat wiadomo, że ten temat z kasacji przegra".

W takiej sytuacji Sąd Najwyższy mógł z łatwością zakończyć prześladowania osoby Niżyńskiego takimi widowiskowymi specjalnie dla niego przygotowanymi sprawami (związane, jak z tego wynika, najprawdopodobniej ze złym stanem elektroniki pojazdu, tj. ściślej: jej podatnością na włamania falowe – gdyż inaczej trudno by wyjaśnić dokładne trafienie w konkretne miejsce z wypadkiem i, zarazem, z przygotowaną obecną tam dziewczyną oraz z, bodajże, aluzjami medialnymi w przededniu). Przykładowo, mógł napisać tak:

Odnośnie zarzutu bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 9 k.p.k. w zw. z art. 17 § 1 pkt 9 k.p.k. Sąd Najwyższy w pierwszej kolejności ustalił, że oskarżyciel nie przedstawił żadnego dowodu na poparcie jego tezy o spowodowaniu złamania obu nóg, która jest zawarta w opisie przypisywanego podejrzanemu czynie i która według jego zamysłu determinuje możliwość zastosowania art. 177 k.k. z uwagi na wymóg, by rozstrój zdrowia trwał dłużej niż 7 dni, jaki wynika z art. 157 § 1 k.k. w zestawieniu z pozostałą częścią tego przepisu. Oskarżyciel publiczny nie przedstawił najzupełniej żadnych dowodów zaistnienia ww. dobrze określonej szkody na zdrowiu, zaś wyrażone przez policjanta przekonania, opatrzone też słowem "prawdopodobnie", nie tylko nie są poparte dowodami wymaganymi według art. 143 k.p.k., ale też dotyczą innej-drobniejszej szkody na zdrowiu. Ten stan rzeczy podejrzany podnosił w pismach (np. pismo z 13.11.2018 r.). W takiej sytuacji, nawet przyjmując, że nie orzeczono o czynie innym niż ten, który chciał zarzucić oskarżyciel, co by wymuszało umorzenie z braku skargi uprawnionego oskarżyciela (por. np. postanowienie Sądu Najwyższego z o sygn. II KK 73/14), nie można przyjąć, że oskarżyciel był uprawniony do wniesienia przedmiotowego wniosku (art. 324 k.p.k. w zw. z art. 7 k.p.k.), gdyż, jak zauważył Sąd Najwyższy przykładowo w sprawie IV KK 350/13 (wyrok z 3 czerwca 2014 r., LEX nr 1475269), "Ustalenia faktyczne, jak i wszelkie wnioski doń prowadzące muszą znajdować zakotwiczenie w zebranym i właściwie ocenionym materiale dowodowym". Dodatkowo, obecnie prowadzone postępowanie przygotowawcze i postępowania sądowe nie zapewniają podejrzanemu należytych gwarancji procesowych, jak dowodzą jego zlekceważone pisma dotyczące prawa człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia (m. in. pismo z 7.11.2018 r. i pismo na k. 417), zasady bezpośredniości (jw. i k. 416), niezawisłej oceny dowodów (np. k. 420). Podejrzany podnosił też różne dowody na swoją obronę, które przez sąd II instancji zostały najzupełniej zlekceważone (np. k. 244 i 268, k. 422-428, zał. 2 pisma z 7.11.2018 r.), podobnie jak dowód z przesłuchania świadka spoza Policji (k. 21), bez szczegółowego wzięcia ich pod uwagę i skomentowania tego w uzasadnieniu, co w orzecznictwie uznawane jest za rażące naruszenie art. 433 k.p.k. W zaistniałej sytuacji Sąd Najwyższy w obecnym składzie jest przekonany, że co najmniej we wniesieniu wniosku z art. 324, a nawet przebiegu spraw sądowych, uczestniczył czynnik polityczny i to to tłumaczy niespotykaną skalę naruszeń prawa procesowego. Z tych względów oraz biorąc pod uwagę konstytucyjne prawo do sprawiedliwego postępowania sprawę należało umorzyć z braku skargi uprawnionego oskarżyciela.

Dalej zaś można by było ewentualnie jeszcze, w kolejnym akapicie, wydać polecenia co do dalszego toku sprawy, w szczególności, że zwalnia to prokuratora z dalszej pracy nad tą sprawą oraz że jej akta powinny pozostać w sądzie.

Godne odnotowania, że takie umorzenie tej sprawy byłoby dosyć zgodne z wcześniejszymi teoriami tego Sądu, gdyż np. w sprawie cywilnej IV CSK 290/10 w wyroku z 17.02.2011 r. oraz wcześniej w wyroku z 16.01.1978 r. o sygn. I CR 428/7710 (cytowane także w sądach apelacyjnych) tak napisano o bezprawności oskarżania:

Wszczęcie i prowadzenie postępowania karnego przeciwko obywatelowi będzie mogło być uznane za czyn niedozwolony ... gdy postępowanie wszczęto lub prowadzono przy oczywistym braku dowodów winy, ze świadomością sfabrykowania takich dowodów, bez zachowania podstawowych przepisów procedury.

Jest to oczywiście dosyć uznaniowa teza, wyrażona dosyć dowolnie w czasach, gdy pisano ten wyrok, tj. w 1978 r. na podstawie ówczesnych refleksji – niewielkie odstępstwa "o kilkadziesiąt procent" w tę czy tamtą stronę pod względem pułapu bezprawności (tego, jakie warunki muszą być spełnione) wydają się jak najbardziej dopuszczalne (bo powyższa teoria nie jest skodyfikowana prawnie), zwłaszcza dla Sądu Najwyższego, który to koniec końców właśnie od tego jest, by decydować i rozstrzygać o tego rodzaju kwestiach, jak ww. pułap.

(Zauważmy przy tym, że analizując powyższy cytat – w szczególności relację opcji "istnienie dowodów winy, które jednakże są fałszywe" do wymienionej tam innej przesłanki "oczywisty brak dowodów winy" – dochodzi się do wniosku, że wymienione i oddzielone przecinkami 3 przesłanki są alternatywami. Innymi słowy, można wywnioskować, że wystarczy którakolwiek z nich, by wszczęcie i prowadzenie postępowania karnego było bezprawne. Przykładowo, gdy w sprawie w ogóle nie ma żadnych dowodów winy, nikt nie oczekuje, by te nieistniejące dowody były sfabrykowane. Druga przesłanka może zatem nie wystąpić, gdy zamiast niej występuje pierwsza. Z kolei "brak zachowania podstawowych przepisów procedury" można sobie wyobrazić w ten sposób, że w sytuacji, gdy np. Kodeks postępowania karnego narzuca wykonanie pewnych istotnych czynności przed wniesieniem zarzutu, przykładowo, jeśli by wymagał, by w pewnych okolicznościach zawsze zapewniono, że przed oskarżeniem podejrzanego przesłuchano, a zatem uniemożliwiał procesy zaoczne, to oskarżenie kogoś przed sądem z pominięciem tych reguł byłoby bezprawne.)

Wolno postawić pytanie, czy osoby, które pisały omawiane postanowienie, zdawały sobie w ogóle sprawę, ile teraz lat męczenia się, jeżdżenia autobusami czy chodzenia na piechotę z ciężkimi torbami (by uniknąć kradzieży rzeczy z domu) czeka pokrzywdzonego tą sprawą Piotra Niżyńskiego w związku z jej dalszym trwaniem oraz ewentualnym ponownym orzeczeniem środków zabezpieczających w kolejnym podejściu.

Alternatywnie, można było zamiast tego rodzaju wywodu, co powyższy, po prostu zgodzić się z tezą obrońcy (aczkolwiek byłoby to zapewne dużo mniej brzemienne w konsekwencje i efektywne, jeśli chodzi o rozwiązanie problemu). Nie wymagałoby to nawet jakiejś istotnej krytyki sił rządowych, co jak widać bardzo trudno przychodzi.

Niestety, do żadnej z tych opcji się nie posunięto, a tymczasem ww. sprawa ma szansę w przyszłości trafić do kronik i książek historycznych jako przykład jednego z najbardziej nierzetelnych procesów politycznych. Utwierdza to w przekonaniu, że zaprezentowane orzeczenie zostało ustawione.

Skandalem jest też to, jak (typowo politycznie) potraktowano zawiadomienie i złożone wraz z nim zeznanie Niżyńskiego o tym, że fałszywie zeznał przeciwko niemu policjant (co sugeruje spisek odgórny, jakąś odpowiedzialność kierowników itd.); co zrobiła prokuratura? Kompletnie nic – odmówiła wszczęcia śledztwa. Podpisał się pod tym następnie też, wobec złożenia przez pokrzywdzonego zażalenia, sędzia. Informowaliśmy o tej sprawie w artykule "Kolejna odmowa śledztwa utrzymana przez sąd przeciwko Niżyńskiemu", gdzie można też poczytać dodatkowe szczegóły na temat wspomnianej skandalicznej sprawy sądowej – wraz z niemalże dowodem, iż policjant zmyślał sobie czy raczej powtarzał z głowy teorie polityczne o złamanej kostce, zupełnie bez pokrycia we własnych doświadczeniach na miejscu zdarzenia.

Klasyczny wykręt: "z profesorstwa nam to jakoś tak wynikło"

W związku z pokazaną wyżej prawdopodobnie długą tradycją planu co do sposobu rozstrzygnięcia tej sprawy przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu (więcej na temat jego osoby można poczytać na wspomnianym specjalnym internetowym blogu przez niego prowadzonym) nie ma raczej już znaczenia fakt, że do niektórych podręczników przenikła (zapewne za sprawą alma mater ich poszczególnych autorów) teoria o stosowalności art. 337 k.p.k. także do pism wszczynających postępowania ("skarg zasadniczych"), a nie będących aktami oskarżenia w rozumieniu Kodesu postępowania karnego. Nie nadaje się to w świetle powyższego na samodzielnie satysfakcjonujące uzasadnienie. Trzeba wszak mieć przede wszystkim na względzie to, że autorzy mogą pisać to lub tamto, mieć nawet w tej mierze różne zdania, co nie zawsze jest dostatecznie wydatnie uwypuklone, natomiast Sąd Najwyższy jest od tego, by rozstrzygać pomiędzy różnymi możliwymi stanowiskami. Sytuuje go to z natury rzeczy w roli arbitra, czyli właściwy jest tu (z natury rzeczy) cały ów dobrze znany etos związany z koncepcją Temidy z opaską na oczach: to, co jest istotne, to sprawiedliwość oraz zasady wykładni prawa; natomiast autorytet, przykładowo, podobnie jak wykształcenie, nie powinien mieć znaczenia.

Nie można wszak tracić z oczu faktu, że uczelnie – zarówno państwowe, czyli główna kuźnia kadry naukowej, jak i prywatne – od prawdopodobnie nawet dawien dawna, czyli np. od czasów PRL-u, są w jakiś sposób (a zapewne po prostu podatkowy) pod wpływem władzy politycznej. Pewne dosyć stare ślady zdają się na to wskazywać i potwierdzać, że uczelnie dosyć wcześnie były wciągane w prorządowość na tle podatkowym. Można też przytoczyć przykład matki Piotra Niżyńskiego, którą w r. 1995 (czy 1994) zwolniono z pracy na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie (ówcześnie Akademia Muzyczna im. F. Chopina) nagłą i zaskakującą decyzją, którą obwieszczono poprzez wręczenie dokumentu wypowiedzenia umowy. Nie wynikało to w żaden logiczny sposób z jakichś wcześniejszych sporów, zaś samą zainteresowaną zwykle uznawano za zdolną pianistkę-akompaniatorkę, czego dowodziły np. sukcesy odnoszone uprzednio na konkursach. Prasa, przy okazji tematów poruszanych w przeddzień zabójstw członków rodziny Niżyńskiego (takich, jak np. babcia – mama ww. osoby), zdawała się nawiązywać do tej sprawy potwierdzając jej polityczny charakter. Inne przykłady polityki na uczelniach to m. in. powszechność instalacji podprogowych, jako że nie ma chyba ani jednej, która nie została wyremontowana w taki sposób, że gra dźwięki, nadto zupełny brak zaskoczenia ze strony kadry naukowej co do takiego funkcjonowania tych instalacji, że zakłócają porządek wszechobecnymi szeptami, wreszcie: najprawdopodobniej podsłuchowa kryminalizacja personelu (związana z dodatkową pracą kadry naukowej przy monitoringu), co zresztą zalicza się do standardowych spraw związanych z "wszechstronną kryminalną obsługą budynków" u wszelkiego rodzaju skorumpowanych firm i instytucji.

Nie dziwi więc, że książki prawnicze – traktowane jako jakieś "objawienie prawdziwego znaczenia prawa" dla reszty narodu – mogą i będą często pisać właśnie osoby w różny sposób uwikłane, czy to poprzez znajomości, czy własne lub uczelniane układy podatkowe, czy po prostu przez to, że są zatrudnieni w państwowej uczelni i nie chcą w związku z tym być antysystemowi. Na pewno zaś ci, co są ulegli względem systemu, mogą mieć łatwiejszą drogę w różnych firmach – wystarczy, że okaże się, że dane wydawnictwo nie płaciło podatku. Być może jest to nawet dosyć powszechna sprawa wśród tych wydawnictw, które zajmują się dziedziną prawa.

Sąd Najwyższy powołał się w tym konkretnym orzeczeniu na książkę profesora o nazwisku Rogoziński (s. 6 postanowienia: "wniosek ... o umorzenie ... z uwagi na niepoczytalność sprawcy i zastosowanie środków zabezpieczających winien być kontrolowany pod kątem zgodności z art. 332 k.p.k., art. 333 § 1-3 k.p.k. i art. 334 § 1 k.p.k. ... [zob. P. Rogoziński (w:) S. Steinborn (red.), Kodeks postępowania karnego. Komentarz do art. 337 k.p.k., Lex/el. 2016, teza 3]"). A zatem np. dr Piotr Rogoziński, sędzia Sądu Rejonowego w Wejherowie i wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego, podnosi stosowalność art. 337 k.p.k. także do innych pism niż tylko akty oskarżenia w rozumieniu ustawy, przy czym skądinąd wiadomo, że "grupa watykańska" lubi pozostawiać poszlaki po tym, że dokonała jakiegoś przekrętu czy przestępstwa, zwłaszcza np. dobierając ludzi do złej sprawy po odpowiednio kojarzącym się nazwisku (patrz www.bandycituska.com/ponazwisku.html). Już to wskazuje na politycznie ustawioną sprawę odnośnej książki, ponieważ nazwisko to istotnie sprawia wrażenie wytypowanego wg kryterium nomen omen. Mianowicie, w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, czyli obok dawnej siedziby króla, znajduje się kościół św. Krzyża, w którym można znaleźć tablice pamiątkowe z tym samym nazwiskiem. Dotyczą jakiegoś XIX-wiecznego Rogozińskiego, "tajnego radcy" (stopień w administracji kierowanej przez cara). Przy tym – z uwagi na charakterystyczne, nieporządne, złośliwe wręcz (bo sprzyjające zwłaszcza rządowi i jego staraniom, a szkodzące w ten czy inny sposób ludności) orzecznictwo – już od lat, mianowicie od r. 2016, "Telewizja", czyli szepczący "spikerzy" tortury dźwiękowej dręczącej Piotra Niżyńskiego non stop całodobowo we wszystkich miejscach już od początku 2013 r. (konsekwencja masowego remontowania nieruchomości i wstawiania tam specjalnych drągów żelbetowych), co jest charakterystycznym dodatkiem do procederu ciągłego podsłuchiwania, posługują się nazwą Kraków jako symbolem niereprezentatywnych teorii prawnych ("przeciwieństwo Warszawy"). To za sprawą decyzji orzeczniczych dotyczących możliwości oskarżania policjantów z prywatnego aktu oskarżenia (Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy i Sąd Okręgowy w Krakowie), doliczania VAT-u do komorniczej opłaty stosunkowej (Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy) czy prawa do lekceważenia dyrektyw znanych jako zasada bezpośredniości (Sąd Apelacyjny w Krakowie; nota bene jego prezesa aresztowano, wprawdzie, rzecz jasna, z innego powodu niż korzystny dla rządu wpływ na orzecznictwo... ot tak jedynie dla "zabawnego spektaklu" najwyraźniej to zorganizowano) – zresztą sprawa takich konotacji "sądownictwa krakowskiego" wygląda na szeroko zakrojony i od dawna szykowany plan (jako że krakowskie sądy mieszczą się przy ul. Przy Rondzie, a tymczasem w Warszawie przy rondzie ONZ zorganizowano odpowiednią numerację autobusów i tramwajów, wg tajnej symboliki, oraz zorganizowano m. in., w kooperacji najwyraźniej z Telewizją Polską, jak można wnioskować wg rachunku prawdopodobieństwa, odpowiednich właścicieli nieruchomości, którzy następnie wiele lat później zapewnili tam właśnie najem mieszkania dla Piotra Niżyńskiego – przykładową umowę najmu pokazuje blog ww. osoby za pomocą odnośnika obrazkowego – wszystko zaś z myślą o tym, że swego czasu w tę okolicę, jako bliskie centralnym punktom: Poczcie Głównej całodobowej i Sądowi Okręgowemu, ww. osoba się wprowadzi; widać tu zatem po prostu paralelę pomiędzy Krakowem a Warszawą, ewidentny zamiar nawiązania jednym do drugiego i zapewnienia skojarzeń między jednym a drugim, tj. między ideą sądów krakowskich a ideą stolicy jako tego miejsca, które jest siedzibą autentycznie reprezentatywnych instytucji).

Krótko mówiąc, już od lat było wiadomo, a w każdym razie wszystko na to wskazuje (jest to prawdopodobne, że było wiadomo), że "Rogoziński tutaj będzie ważnym naukowcem dla rządu, kamieniem węgielnym zaprezentowanej (wrogiej Piotrowi Niżyńskiemu) nieprzekonującej i na siłę forsowanej teorii prawnej". "Przedmieścia" krakowskie już się najwyraźniej z góry szykowały, jak to pokazuje znajomość miasta.

Co za tym idzie, trudno dostrzec w takiej treści książki Rogozińskiego jakikolwiek przypadek (podobnie też zapewne wylansowano analogiczne zdanie może i u innych autorów – nie przeczy to bronionym tutaj tezom o spisku politycznym co do osądzenia tej sprawy). Wygląda to po prostu na realizację zakulisowych niedemokratycznych dyrektyw politycznych. Nie wynikają one zaś w każdym razie, jak już tutaj pokazano, z zasad wykładni prawa uczonych na uczelniach ani tym bardziej z tych ogólnych zasad, które są poświadczone w dorobku polskiego orzecznictwa.

Tymczasem zaś praktycznie całe uzasadnienie postanowienia Sądu Najwyższego opiera się na tezie z ww. książki o odpowiednim stosowaniu art. 337 do wniosków z art. 324 k.p.k. Gdyby ww. przepis nie był stosowany, a zamiast tego miał zastosowanie ogólny przepis: art. 120 k.p.k. przewidujący tzw. termin zawity, nie byłoby możliwe przejście nad brakiem do porządku dziennego na takiej zasadzie, jak to zaprezentowano w uzasadnieniu postanowienia.

Problem prorządowej adwokatury

Ciekawostką pokazującą stan adwokatury jest to, że adwokat z urzędu ustanowiony w sprawie (już po wniesieniu kasacji, kiedy to jej pierwotny autor wypowiedział pełnomocnictwo z powodu nieuiszczenia przez klienta dodatkowej umówionej opłaty) nie poparł zarzutu braku skargi uprawnionego oskarżyciela, mimo ewidentnie żenującego stanu dowodowego sprawy (brak jakiegokolwiek dowodu na kluczowy jej temat) i równie żenującego stanu poszanowania gwarancji procesowych, np. tych odnośnie prawa człowieka do sądu (prawo do przesłuchiwania świadków oskarżenia, a także równe traktowanie stron – tutaj ewidentnie brakujące w warunkach sytuacji "słowo przeciwko słowu", przy jednoczesnym złośliwym odmawianiu śledztwa w Policji co do sytuacji wewnętrznej związanej ze zgłoszonym fałszywym oskarżeniem przez policjanta). Ten stan rzeczy, czyli wrogość państwowo ustanowionego (przez Okręgową Radę Adwokacką) adwokata względem dobra klienta, jest zaświadczony na górze s. 5 postanowienia.

Należy jednak brać pod uwagę, że opinia nowego adwokata nie miała znaczenia, gdyż zgodnie z art. 86 k.p.k. obrońca może przedsiębrać czynności procesowe jedynie na korzyść oskarżonego (odpowiednio też, wg art. 380 k.p.k., podejrzanego, którego prokurator ściga wnioskiem z art. 324 k.p.k.).

(n/n, zmieniony: 4 sie 2021 10:52)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2020 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal