1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

Sąd Apelacyjny złośliwie oddalił apelację w sprawie obrony życia matki Niżyńskiego. "To znak, że mafia rządzi"

15 paź 2020 19:25

13 października 2020 r. Sąd Apelacyjny (SA) w Warszawie, kierując się nie uzasadnionymi poglądami prawnymi i bezczelnie całkowicie lekceważąc polemikę powoda: Piotra Niżyńskiego i nie odnosząc się do niej, oddalił apelację powoda w sprawie Sądu Okręgowego w Warszawie o sygn. IV C 790/17 (sygn. SA: V ACa 617/19). Wyrok budzi liczne wątpliwości zarówno prawne (cywilnoprawne oraz kryminalne), jak i moralne.

Zdjęcie 1 z 5 – Śmierć adwokata na krótko przed rozprawą w I instancji (nie był związany procesowo z tą sprawą)

Wszczęty z inicjatywy Niżyńskiego z 2017 r. proces dotyczył nakazania, tj. prawnego stwierdzenia konieczności, uwolnienia matki Piotra Niżyńskiego spod stałej państwowej opieki (pierwotnie szpitala psychiatrycznego, a obecnie domu pomocy społecznej), co postulowano m. in. w oparciu o gotowe wcześniejsze orzeczenie na jej temat, stabilne zapisy w dokumentacji medycznej oraz brak podstaw uzasadniających to, by państwo przymusowo odbierało ją rodzinie. Ściślej rzecz biorąc, Piotr Niżyński (szerzej znany jako główna ofiara prześladowań politycznych i ogólnopolskiej nagonki podsłuchowej omawianej na blogu www.bandycituska.com) domagał się zaprowadzenia, w drodze wyroku ustalającego, powagi rzeczy osądzonej co do tego, że jego matka ma prawo żyć poza państwowymi placówkami (co sformułowano w kategoriach "prawa do prowadzenia przez powoda normalnego życia rodzinnego" w otoczeniu swej matki przebywającej na co dzień na wolności).

Zabieganiom tym przyświecały obawy o możliwość zamordowania matki (lub, w najlepszym razie, "wiekuistego" przetrzymywania jej przez państwo i odcięcia od możliwości normalnego życia), które to obawy Niżyński zaprezentował też skrótowo, jako jeden z wątków tej sprawy, w niedawnym liście do Kancelarii Premiera.

Sprawa otrzymała specjalnie ustawioną sygnaturę IV C 790/17, jak pokazuje blog Niżyńskiego www.bandycituska.com we wpisie z 2017 r. o sądach. Również sygnatura apelacyjna 617/19 wygląda na specjalnie ustawioną, gdyż zawiera steganograficznie na symbolach zapisaną wiadomość "zły Covid-19" czy też, jak kto woli, "bestia od Covid-19" (6 jako substytut liczby 666 i symbol Bestii/szatana oraz 17-19 jako symbol Covid-19; skąd wzięty, to wyjaśnia nasz artykuł komentarzowy pod nagłówkiem "Koronawirus jako mem ściśle religijny: związany z papieżem obecnym, z Pawłem VI, a nawet z jeszcze dużo wcześniejszymi czasami", patrz druga tam lista wypunktowana). Sygnatura taka nawiązuje więc do przestępczości związanej ze służbą zdrowia. Co godne odnotowania, sygnaturę tę nadano zanim jeszcze wybuchł temat Covid-19, zaś jeszcze wcześniej, bo w sierpniu 2019 r., przydzielono innej jeszcze sprawie Niżyńskiego sygnaturę V ACz 671/19, czyli niemal identyczną, tylko z inną kolejnością 2 ostatnich cyfr nru sprawy.

Problemy w latach 2018-2019

Na odnotowanie zasługuje, że Niżyński, choć sporządził pozew sam, próbował niewiele później znaleźć jakiegoś adwokata czy radcę prawnego do jego obsługi (z uwagi na to, że nie da się wyroku II instancji zaskarżyć do Sądu Najwyższego bez pomocy ze strony jakiegoś przedstawiciela jednego z tych zawodów). Nigdzie jednak nie zdołał znaleźć żadnego prawnika do tej sprawy, choć szukał ponad miesiąc, lecz kolejne kancelarie prawne wykręcały się nawet najbardziej absurdalnymi czy nieprawdopodobnymi wymówkami, absolutnie nie dając się przekonać do prowadzenia sprawy. Nieraz sytuacja sprawiała wrażenie, że zdecydowana odmowa jest następstwem ujawnienia tematu sprawy, natomiast w jednym z przypadku wyszło na jaw, że prawnik prawdopodobnie zna (nikomu przez Niżyńskiego wówczas nie rozpowiadany) nr telefonu tego konkretnego potencjalnego klienta i że znajomość ta skutkuje specjalną obsługą (można tak mianowicie było wywnioskować po już bardzo wcześnie wygłoszonych nietypowych, dziwacznych, nawiązujących do osobistego problemu Niżyńskiego słowach). Nie pomagały nalegania, nie pomagało wyjaśnianie, że w państwowych placówkach matka klienta jest narażona na utratę życia i że to dlatego trzeba ją wyciągnąć. Niektórzy przy tym zdobywali się na szczerość i mówili "nie mogę, bo mam dług" (zapewne więc względem tego jednego koordynującego ośrodka, który zakazuje obsługiwać Niżyńskiego, inaczej byłaby to wypowiedź całkowicie bezsensowna) czy, dla przykładu, "to jest sprawa ze wsparcia": wszystkie rozmowy, z kilkunastoma prawnikami, zostały w 2018 r. nagrane dźwiękowo i Niżyński sporządził w każdym przypadku stenogram do nagrania oraz wniósł wiele zawiadomień na Policji o nielegalną-dyskryminacyjną odmowę świadczenia, zakazaną Konstytucją oraz przepisami szczególnymi z ustaw o adwokatach i o radcach prawnych. Wspominaliśmy o tym w artykule "Dlaczego Piotrowi Niżyńskiemu pod rząd odmówiło 15 adwokatów? Analiza nagrań", który odsyła do odpowiedniego wątku na forum bloga Niżyńskiego. Prawdopodobną przyczyną tej masowej dyskryminacji wydaje się być koordynowanie, przez ośrodek śledzący Niżyńskiego (tzw. "telewizję") i z wykorzystaniem komunikatów sieciowych podsyłanych przez operatorów komórkowych (które podobno centrala śledząca potrafi wysyłać masowo do określonej grupy zamieszanych odbiorców), swoistej grupy przestępczej złożonej z prawników-przestępców podatkowych, nie płacących podatku dochodowego od dochodów osobistych, a często także VAT-u (co zapewnia im miesięczny zysk netto łącznie o prawie 52% większy). W efekcie nie można znaleźć prawnika nawet do zwykłej reprezentacji w pozwie, w I czy II instancji, a co dopiero do wniesienia skargi kasacyjnej. Jest to (jak się zdaje) sprawka po prostu zwykłej politycznej kliki pomiędzy urzędnikami skarbowymi a "telewizją" oraz Ministerstwem Finansów i, rzecz wydawałoby się jasna, także Prokuratorem Generalnym (Ministrem Sprawiedliwości) jakoś nie zainteresowanym ściganiem takich rządowych układów.

Jak wynikało z odpowiedzi na pozew nadesłanej przez pozwany szpital, do której załączono kopię dokumentacji medycznej, od 2014 r. podnoszono tezę o niemalże braku jakichkolwiek objawów wytwórczych (tzn. "pozytywnego" wkładu choroby rozumianego jako pewne nowe wytworzone przez nią zjawiska o charakterze dodanym, z punktu widzenia normalnego zachowania się pacjenta), postulowano więc same tylko dosyć mało istotne (wydumane) problemy psychologiczne ("objawy negatywne") w rodzaju "niedobór własnej motywacji do życia szpitalnego, do angażowania się na co dzień z własnej inicjatywy i do uczestniczenia w zajęciach"; mimo tego lekarze byli też jednak tendencyjni i złośliwi na rozprawie w I instancji, wygłaszając różne bardzo kontrowersyjne tezy najwyraźniej nakierowane na tworzenie naciąganego wizerunku "poważnej niezaradności i niesamodzielności", które miały taki właśnie wydźwięk – np. że rzekomo "nie potrafi sama się ubierać" – ale które po doprecyzowaniu się przez świadka na prośbę Niżyńskiego okazywały się być humbugiem.

W toku procesu doszło m. in. do fałszowania pisemnego protokołu rozprawy przez sędziego działającego wspólnie z protokolantem, co zostało zgłoszone do zbadania Policji (patrz odpowiedni wątek na forum bloga www.bandycituska.com), jednakże ta "już na dzień dobry" bardzo arogancko potraktowała Niżyńskiego, wyganiając go w końcu nawet z komendy, a po drodze oświadczając, że "to są sprawy polityczne" i że "my to odpuścimy; Ministerstwo Sprawiedliwości, tam proszę zgłosić sprawę". (Nieobeznanemu czytelnikowi wyjaśnijmy tu od razu, że korespondencję taką ministerstwo z całą pewnością odesłałoby tylko na najniższy możliwy formalnoprawnie szczebel prokuratury, po czym ta odpisałaby jedynie, że odmówiła wszczęcia sprawy; żadnego więcej biegu takiemu pismu z pewnością by nie nadano, gdyż obowiązek przekazania sprawy "według właściwości", zgodnie z "zasadą pomocniczości", nie zna wyjątku. Przykładowo wszelkie zawiadomienia Niżyńskiego na jakikolwiek temat kierowane do Prokuratora Generalnego tak zawsze kończyły, choćby temat był istotny i wskazywał na spisek polityczny.) Odnośne akta zawiadomienia i odmowy wszczęcia sprawy można oglądać na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=12&t=7426. Dodać tu wypada, że pod względem dowodowym sprawa byłaby dla Policji niezwykle łatwa, gdyż od lat (o ile nie ma awarii) wszystkie rozprawy odbywające się w trybie Kodeksu postępowania cywilnego są przez sądy nagrywane. Policja jednakże odmówiła wszczęcia postępowania, co potem utrzymał w mocy także usłużny względem podsłuchowej grupy przestępczej sąd. Odmowa uzasadniona przez sąd karny sprowadzała się do absurdalnego w gruncie rzeczy, przeciwnego rozumowi, wnioskowania, że "skoro rozprawa jest i tak nagrana, to można dowolne bzdury i zdania wprowadzające w błąd odnotować" (ciekawe tylko co by się potem stało, gdyby np. zaginął plik nagrania dźwiękowego; jak słuszna zapewne sąd by korzystał wtedy po prostu z tego, co zaprotokołowano na papierze, zaś nawet i bez takiego zaginięcia można przypuszczać, że tak będzie robić, bo to najprostsze i nie zabiera dziesiątek minut). Ponadto w trakcie obsługiwania sprawy w I instancji doszło też m. in. do prawdopodobnie zamordowania prawniczki o imieniu matki Niżyńskiego i nazwisku podobnym do słów "ratować starą!" (Ewa Ratyńska-Stala) – nekrolog wisiał już na wiele dni przed rozprawą na sądzie, co zapewne zorganizowano po to, by w razie czego sędzia miał absurdalną wymówkę alternatywną względem korupcji. Gdy tymczasem oczywiście zaistnienie jakiegoś zgonu nie może być przyczyną niesprawiedliwego i antyludzkiego orzekania, lecz co najwyżej przyczyną zupełnie innego rodzaju reakcji obronnych i rozruchów (w tym także strajków czy publikowania na stronie internetowej sądu oświadczeń na ich temat, wystąpień do premiera itp.).

W 2019 r. sąd I instancji oddalił omawiany tu pozew czyniąc jedynie bardzo skromne ustalenia faktyczne, co do tego, że matka przebywa w szpitalu i dlaczego, i na jakiej podstawie prawnej, oraz stwierdzając w uzasadnieniu, że nie istnieje (wymagany w sprawach o ustalenie) interes prawny w pozyskaniu żądanego wyroku ustalającego. Tak radykalne negowanie pozwu oznacza w istocie negowanie nie tyle dochodzonej przed sądem prawdy, lecz w ogóle samego prawa do wniesienia pozwu. Spodziewając się takiego rezultatu (ponieważ jest najprostszy i najbardziej nieprzychylny – jako że już przy pierwszej okazji, przy pierwszej swej z konstrukcji przepisu ustawowego wynikającej decyzji sąd decyduje, że sprawa się nie nadaje – a tymczasem sądy często tak właśnie orzekają w sprawach dotyczących Niżyńskiego: skrajnie nieprzychylnie, np. odmawiając w ogóle jakiegokolwiek śledztwa czy, w sprawie cywilnej, ślepo negując prawidłowość pełnomocnictwa z przyczyn nieaprobowanych w doktrynie) oraz reagując też na argumenty z odpowiedzi pozwanego na pozew, Niżyński już zawczasu złożył pisma procesowe dowodzące, na podstawie orzecznictwa, że interes prawny nie może być w takiej sprawie samodzielną przyczyną oddalenia pozwu (bo wg orzecznictwa Sądu Najwyższego "interes ten na pewno istnieje, skoro tylko prawdą jest teza, że narusza się prawo powoda"); które to pisma, dowodzące błędów w linii obrony pozwanego, sąd apelacyjny najzupełniej zlekceważył, bez komenarza, powtarzając literalnie argumenty podniesione przez prawnika pozwanego szpitala (jak gdyby nigdy nie padły trafne polemiki przeciwko nim ze strony powoda i argumentujące przy tym, że powód nie uzyska dalej idącej i równie dostępnej mu ochrony w inny sposób). Niżyński także zaprezentował nagranie wideo z rozmowy z matką w szpitalu, pokazujące jej sprzeciw wobec przetrzymywania w szpitalu (aczkolwiek twierdzenie to było niestabilne i podatne na wahania, w rytm przekazu podprogowego, co zaprezentowano dokładnie z dokładnością do konkretnych sekund na stenogramie tego nagrania), oraz przedłożył bardzo dużo dowodów na to, że istnieje wysokie ryzyko morderstwa, ponieważ najprawdopodobniej ofiarą morderstwa padły liczne inne osoby z najbliższej rodziny. Odpowiednie pisma procesowe (bez nagłówka oraz to z 9 maja 2018 r.) można oglądać na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=12&t=7422#p8871, a streszczenie ich tez zamieszczono też ostatnio w (nagłośnionym przez nasz odpowiedni artykuł) liście do Kancelarii Premiera w sprawie nieuzasadnionej i, jak się zdaje, nielegalnej dyskryminacji pacjentów domów pomocy społecznej co do prawa do kontaktów z rodziną. Do pism tych dołączono też m. in. bardzo duży protokół notarialny z przeglądu internetowych archiwów prasy, celem zaprezentowania jej stanowiska, a także liczne inne dokumenty, np. zawiadomienia do prokuratury, zdjęcia nekrologów obcych osób ginących w okolicy miejsca zamieszkania Niżyńskiego, akty zgonu, pisma do premiera w sprawie prześladowań dźwiękowo-podsłuchowych, stenogramy nagrań z biur poselskich czy liczne płyty DVD z plikami nagrań wideo wykonanych na przestrzeni lat telefonem komórkowym (prezentujących np. proceder stalkingu przeciwko Niżyńskiemu). Zaprezentowano także liczne "dowody historyczne" w postaci faktów powszechnie znanych czy też encyklopedycznych, które (po poddaniu ich rozumnej i właściwie koniecznej w takiej sytuacji interpretacji, wobec ogromnego nieprawdopodobieństwa opcji przeciwnej) pokazywały, że postać Piotra Niżyńskiego urodzonego 25 września 1986 r. zapowiadała się od dawna i że jego narodziny oraz uprzednie szpiegowanie przodków były sprawą polityczną, po czym później także w kolejnych latach istniały liczne poszlaki na spisek polityczny zawarte w faktach powszechnie znanych i możliwe do odczytania na zasadzie rachunku prawdopodobieństwa (por. np. z odpowiednim artykułem xp.pl pod końcowym nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla"). A zatem już pierwsze ww. pismo procesowe prezentowało w szczegółach – i dokładnie omówioną co do konkretnych poszlak także tych prasowych – sprawę mordowania rodziny oraz ogólniejszy problem prześladowań politycznych Piotra Niżyńskiego, jak również źródła tezy o istnieniu zagrożenia także dla życia matki.

Po oddaleniu pozwu w I instancji pod koniec 2019 r. matka została wypisana ze szpitala psychiatrycznego, który był pozwany, w wyniku przydzielenia jej do domu pomocy społecznej na wniosek jej opiekuna prawnego (brata Piotra Niżyńskiego), który już kilka lat wcześniej uzyskał takie prawo (wnioskowania o zapisanie "chorego" do DPS-u) od sądu. Innymi słowy, ambulans przewiózł ją z placówki stricte medycznej do placówki co do zasady opiekuńczej (aczkolwiek też zatrudniającej pielęgniarki i wyspecjalizowanej w podawaniu leków). Tymczasem jak się okazuje sąd I instancji (Sąd Okręgowy w Warszawie) podnosił też, że jakoby pozwany szpital psychiatryczny nie ma legitymacji biernej w tej sprawie. (Zauważmy tutaj złośliwość sądu i jego krnąbrność: generalnie bowiem brak legitymacji biernej skutkuje oddaleniem pozwu, ale tylko wtedy, gdy sytuacji tej nie można naprawić poprzez wprowadzenie innego pozwanego do sprawy. Jeśli naprawa sytuacji jest możliwa, sąd powinien sam z siebie rozważyć taką sytuację i zastosować, za zgodą powoda: art. 194 k.p.c. i art. 195 k.p.c. Natomiast o sytuacji "beznadziejnej", nie nadającej się na razie do naprawienia przez sąd, sąd powinien powoda pouczyć, uprzedzając o oddaleniu pozwu w razie nienaprawienia jej wskazaniem tego właściwego pozwanego: obowiązek pouczenia wynika mianowicie z art. 5 k.p.c. i w myśl orzecznictwa sąd powinien go zawsze sam brać pod uwagę, gdy ma do czynienia z kim innym niż zawodowym pełnomocnikiem-prawnikiem i gdy widać, że w swych staraniach jest niezaradny.) Na podkreślenie zasługuje, że już w pozwie lub w piśmie następującym zaraz po pozwie powód Niżyński poprosił o skorygowanie-uzupełnienie strony pozwanej, np. o lekarza decydującego, bo nie jest pewny, czy wpisanie samego szpitala jest właściwe. Co zaś tu godne odnotowania (i co nawiązuje do pierwszych zdań niniejszego akapitu), wspomniana wyżej nagła wzmianka na koniec sprawy, przy uzasadnianiu wyroku oddalającego, o "braku legitymacji biernej" sprawiała przy tym wyraźne wrażenie pewnej zmowy i ironicznej aluzji: sąd, twierdząc, że nie istnieje legitymacja bierna w tej sprawie, po stronie pozwanego szpitala (tj. nie ma podstaw do pozywania akurat tego podmiotu), stwierdzał zarazem, że zdaniem sędziego "pozwany mógłby być tylko brat powoda, jako opiekun prawny matki", czyli krótko mówiąc: że "pozwany może być tylko brat", co z późniejszej perspektywy – wobec zaskakującego, dla Niżyńskiego i na podstawie samych akt to oceniając, wypisania matki do DPS-u – brzmiało poniekąd proroczo: jak aluzyjne jasnowidzenie i nawiązywanie do sytuacji, która dopiero miała nadejść ("brat" jako przenośne określenie "innej placówki"); na zasadzie: "przegrasz apelację, bo po moim wyroku i na etapie apelacji to jakaś siostrzana, inna już placówka będzie musiała być pozwaną"). Sprawa o przyjęcie matki Niżyńskiego do domu pomocy społecznej toczyła się już od roku 2017 czy 2018, mogłaby się wlec jeszcze dłużej, więc nie do zgadnięcia powinien być taki finał. Przykładów takiego "jasnowidzenia" oraz zakulisowych spisków przy prowadzeniu sprawy, związanych zapewne z komunikowaniem się z centralą podsłuchową podobno w Telewizji Polskiej (która zajmuje się prześladowaniem Niżyńskiego), dostarcza także blog www.bandycituska.com we wpisie z 2017 r., który pokazuje, jak sekretarki i sędziowie (czy raczej prezesi sądów) prowadzący sprawy Niżyńskiego bezprawnie przetwarzają dane osobowe na jego temat.

Apelacja i przebieg rozprawy apelacyjnej

W apelacji Niżyński domagał się uchylenia (lub ewentualnie zmiany) wyroku I instancji, jako zupełnie powierzchownego i wydanego bez przeprowadzenia należytego postępowania dowodowego (jedynie więc przy zachowaniu pozorów przeprowadzenia jakichś dowodów), a nadto: jako – z obecnej perspektywy – wadliwego z uwagi na nieuwzględnienie zmienienia się sytuacji i tego, że nowym dodatkowym pozwanym powinien być także wspomniany Dom Pomocy Społecznej. Apelacja została wyczerpująco uzasadniona, w oparciu o powszechnie znane orzecznictwo, tj. w szczególności wskazano, że bezzasadnie sąd I instancji usiłował wytworzyć wrażenie, że nie ma interesu prawnego, "ponieważ więź z matką była za słaba, a tymczasem takie dobro osobiste, jak więź rodzinna, istnieje tylko wtedy, gdy jest ona dostatecznie silna", gdy tymczasem interesem prawnym nie jest wcale dobro osobiste, a jedynie pewna potrzeba, zaś ustalenie ma dotyczyć prawa osobistego, które przysługuje bez względu na siłę więzi rodzinnej. Każdy zawsze co do zasady może prowadzić, jak chce, swe życie rodzinne, zacząć wszystko od nowa, rozpocząć intensywniejsze kontakty z jakąś osobą i w normalnym zakresie, gdy nie popełnia się np. przestępstw przeciwko drugiej osobie, jest to prawo każdego i państwo nie ma prawa generalnie rzecz biorąc w takie życie rodzinne ingerować. Niżyński odpierał też zarzuty o tym, że nie można prawa wywodzić z Konstytucji i z jej art. 31 ust. 3 i art. 47, "bo przepisy są zgodne z prawem" – wskazując, że dobre przepisy mogą być źle stosowane, a szpital psychiatryczny zawsze ma w tym swobodę i może stwierdzić, że wskazania do przetrzymywania osoby ustały i można ją wypisać.

Co się tyczy tego, że matka jego nie przebywa już w pozwanym szpitalu psychiatrycznym, Niżyński po pierwsze wskazywał na rozprawie na to, że nie oznacza to, że przestał istnieć stan zagrożenia jej i jego praw przez ten szpital, skoro wcześniej przez lata już od stycznia 2014 r. przetrzymywał on matkę Niżyńskiego i uważał, że nie może być wypuszczona na wolność, i zdania nigdy nie zmienił. Matka przecież mogłaby tam zawsze jeszcze wrócić, gdyby np. zechciał tego jej opiekun prawny (brat Niżyńskiego, bardzo przychylny lekarzom, prawdopodobnie z przyczyn zawodowych, gdyż reprezentuje rzadki zawód muzyka klasycznego i może być z łatwością podatny na naciski rządowe w gospodarce; tym bardziej, że wszelkiego rodzaju szkoły muzyczne to zazwyczaj własność państwa, zaś prywatni przedsiębiorcy w ogromnej większości też są skorzy się władzom podatkowym wysługiwać). Toteż rozstrzygnięcie sprawy wyrokiem ustalającym jawiło się w zrozumiały sposób jako coś przydatnego, korzystnego, coś, co ostatecznie rozstrzygnęłoby spór między stronami w tym zakresie (do czasu jakiejś istotnej zmiany w stanie zdrowia matki, przy czym przez ostatnie lata według zapisków w dokumentacji medycznej był on praktycznie cały czas stabilny i dosyć dobry, jako niemalże "brak objawów wytwórczych" nawet w opinii tych państwowych lekarzy z tego właśnie szpitala).

Po drugie: na rozprawie apelacyjnej Niżyński wyjaśnił, że chciałby uzyskać uchylenie wyroku I instancji oraz uzupełnienie strony pozwanej w trybie art. 194-195 k.p.c. o drugiego pozwanego: odpowiedni podany z nazwy Dom Pomocy Społecznej, w którym teraz przebywa jego matka, gdyż i on w związku z jej stanem zagraża bronionemu w pozwie prawu, a nawet je przekreśla, co jest właśnie przedmiotem sporu (zaś, jak podano wcześniej w piśmie procesowym dodanym do apelacji, DPS z przyczyn znanych pod hasłem Covid-19 uniemożliwia wizyty i, co za tym idzie, ustalenie, czy matka rzeczywiście żąda wypisania z DPS-u i nie zgadza się na swój pobyt tam; wg ustawy jedynie jej niezgoda mogłaby dać synowi prawo do wystąpienia z wnioskiem do sądu o zniesienie obowiązku przebywania w DPS). Bronioną więc przez powoda sprawy (Piotra Niżyńskiego) opcją było – jak podkreślono na rozprawie apelacyjnej – uzyskanie powagi rzeczy osądzonej wobec aż dwóch pozwanych, co wymagałoby najpierw uchylenia wyroku w trybie art. 386 § 4 k.p.c. (np. wskutek oceny, że ustalenia faktyczne w I instancji były rezultatem błędnego rozeznania istoty sprawy, tj. w szczególności: błędnego rozumienia wymaganego przez ustawę "interesu prawnego" i tego, czego jest on pochodną).

Rozprawa apelacyjna obyła się bez przeprowadzania jakichkolwiek dowodów; Sąd Apelacyjny w Warszawie przyjął jako bezsporne, że matka powoda została pod koniec 2019 r. wypisana z pozwanego szpitala do innej placówki (o charakterze domu pomocy społecznej). Pominięto wniosek o przesłuchanie na ten temat. Sąd ten stwierdził, że wobec tego w oczywisty sposób nie ma interesu prawnego w sprawie, skoro na dzień wyrokowania osoba, o którą chodzi w pozwie, nie przebywa w danym obiekcie. Sąd ponadto (w swym ustnym uzasadnieniu) stwierdził zdawkowo – zupełnie tego nie uzasadniając i lekceważąc jak powietrze polemiki apelacyjne Niżyńskiego, nie wchodząc z nimi w żadne dyskusje i nie wskazując na jakikolwiek w nich błąd – że "w pełni akceptuje zapatrywania prawne i oceny Sądu I instancji": że (jak zacytowano) "nie ma interesu prawnego", na końcu wzmiankowanego też o "braku legitymacji procesowej biernej" takiego pozwanego (tj. braku interesu prawnego w pozywaniu go), jednakże tezy te nie zostały w żaden sposób uzasadnione, a jedynie powiedziane gołosłownie.

Rozprawa odbyła się 13 października, czyli równo 1 rok i 1 miesiąc po rozprawie i wyroku w sprawie Niżyński przeciwko Policji, o której była mowa w naszym artykule "Apelacja w sprawie Niżyński p-ko Policji, do której nawiązano dusząc Floyda". Sugeruje to, że tak w tamtej sprawie, jak i w tej (które obecnie schodzą się w czasie: w kolejnym miesiącu ma być rozpoznawana apelacja w ww. drugim procesie), "wyrok pierwszej instancji to rzecz święta: pozostaje tylko dodać do niego jeszcze pojedynczą jedynkę, instancję drugą". Dobieranie przez sądy odległych czy wymownych dat wyroków nie ma żadnej podstawy prawnej; zamiast tego sądy powinny wybierać najbliższy możliwy termin zgodnie z kolejnością napływu spraw, postępami w ich obsłudze oraz dodatkowymi zasadami sprawiedliwości (m. in. istnieniem kategorii spraw "pilnych") pochodzącymi z regulaminu urzędowania sądów powszechnych (tj. odpowiedniego Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości).

Dodatkowo, w dniu rozprawy aresztowano w Watykanie specjalistkę-konsultantkę o personaliach Cecilia Marogna, co brzmi jak "baba-kretyn" (gdyż imię sugeruje "kogoś z cycami", a nazwisko odpowiada swym brzmieniem angielskiemu słowu moron oznaczającemu osobę głupią). Zdarzenie to było o tyle trafne, że z jednej strony wydaje się, iż wszelkie prześladowania oraz wszelkie plany co do prześladowań osoby Piotra Niżyńskiego, jakie pozostawiły swój ślad w przeszłości, wywodzą się z "grupy watykańskiej", a z drugiej strony: faktycznie sędzią sprawozdawcą była w tym przypadku kobieta (i to, co pasuje nieco do skojarzeń z zupełnie niemodnym obecnie imieniem Cecylia, kobieta po 50-ce), czyli to ona przedstawiła ustne uzasadnienie wyroku.

Co się tyczy sytuacji najprawdopodobniej kryminalnych w sądzie, związanych z wrogością wobec Niżyńskiego i wysługiwaniem się złemu ośrodkowi podsłuchowemu odpowiedzialnemu za różne antyludzkie przestępstwa, to wyrazem tej oczywistej nieprzychylności były też niepokojące i nieprzyjemne odgłosy wydawane przez personel sądu. W trakcie rozprawy najpierw zakaszlał głośno protokolant. Około 15 minut później zakaszlał też jeden z sędziów 3-osobowego składu sędziowskiego, mianowicie ten, który z punktu widzenia Niżyńskiego stał najbardziej po prawej stronie (co budzi skojarzenia z polityką i papizmem w polityce). Tymczasem zaś, jak pokazano na blogu www.bandycituska.com, np. tutaj: www.bandycituska.com/2012-13.php#elementy oraz przy omawianiu analogicznej aroganckiej i przestępczej postawy prokuratora: www.bandycituska.com/main.php#20150108, owo – aktywowane zapewne wrażeniem sterowania myśli (dobrze rozpoznawanym przez osoby podsłuchujące) – kaszlanie "na Niżyńskiego" przez całe lata było elementem kryminalnego procederu stalkingu, tj. uporczywego nękania tej osoby – swego czasu tak różnorodnego, zmasowanego i intensywnego (codziennie w ogromnych ilościach ze strony najróżniejszych ludzi i wieloma metodami równolegle), że doprowadziło tego pokrzywdzonego (wówczas człowieka majętnego, poniekąd "człowieka sukcesu" w branży informatycznej) do nieudanej próby samobójczej, co później udokumentowały drastyczne zdjęcia pociętej ręki. Oczywiście bynajmniej nie pomogło to we wszczęciu jakiegokolwiek śledztwa w tej sprawie kryminalnej.

Podczas pobytu Niżyńskiego, co jest standardem zupełnie powszechnym w naszym kraju, cały sąd odtwarzał na żywo "torturę dźwiękową" prawdopodobnie ze studia telewizji nadawaną, po to, by pokrzywdzony nie miał w tym miejscu żadnego wytchnienia i by zamiast tego nadal szkodzić jego psychice i możliwości myślenia. Mowa tu o szeptach i wołaniach ludzkich w tle, dobywających się ze ścian, o których była też mowa w artykule "Przegrało zażalenie Niżyńskiego w sprawie nakazu zapłaty. Przez łapówkę?" pod nagłówkiem "Sąd – jeszcze jeden ośrodek prześladowania jednostki".

Nowe zabójstwa w dniu rozprawy, nawiązujące do postaci matki Niżyńskiego

Oprócz wspomnianego aresztowania w Watykanie zdarzył się drugi jeszcze (a właściwie już trzeci, bo trzeba tu też zaliczyć sam dobór daty rozprawy) taki "dziwny zbieg okoliczności" ściśle z tym czasem związany: otóż w dniu rozprawy apelacyjnej i ogłoszenia wyroku, czyli 13 października, w Grodzisku Mazowieckim (do którego nieco później zaciągnęła Piotra Niżyńskiego "telewizja", tj. operatorzy podsłuchu i przekazu podprogowego, w związku z awarią modemu, jaką mu wywołano: mianowicie to w grodziskim lombardzie oferowano najtańszy w całej sieci lombardów modem, na skalę całego województwa mazowieckiego) na drzewach położonych przy pl. Króla Zygmunta Starego (z których jedno znajduje się tuż obok ww. lombardu) wisiał nekrolog zmarłej (prawdopodobnie zamordowanej metodą podprogowo-medyczną) 81-latki o personaliach Ewa Wyszyńska. Była to podobno wieloletnia nauczycielka w tamtejszej Szkole Podstawowej nr 4; pochowano ją 16 października na "starym cmentarzu". Imię pasuje tu do imienia matki Niżyńskiego, a nazwisko budzi oczywiste skojarzenia (na zasadzie powiązania przeciwieństw) z nazwiskiem Niżyński, ponieważ wysze i niże to rosyjskie wyrazy oznaczające po polsku odpowiednio "wyżej" i "niżej"; na tej to zasadzie zapewne dobrano prymasa, nomen omen, Wyszyńskiego – w czasach, gdy powstawała Telewizja Polska i zapewne też przeniesiono tam podsłuch na przodków Niżyńskiego z Polskiego Radia. Ulica Wyszyńskiego znajduje się też (w Górze Kalwarii) tuż obok ulicy, przy której jest DPS, gdzie teraz przebywa wspomniana matka pokrzywdzonego. Toteż personalia i data wydają się idealnie trafne, zgon przypomina te, które co rusz zdarzają się też w powiecie legionowskim, zaś miasto Grodzisk Mazowiecki wydaje się również z góry dobrane (czyli nie jest to rezultat przypadku wyłuskanego spośród innych) z następujących powodów:

  • Po pierwsze jedna z głównych ulic położona tuż przy dworcu PKP nazywająca się ul. Kościuszki (to tędy można łatwo dojść do ww. lombardu), co charakterystyczne, kończy się właśnie ww. cmentarzem.
  • Po drugie znajduje się przy tej ul. Kościuszki poprzeczna do niej ulica Krupińskiego, co zdaje się nawiązywać do Krubina (w tle jest tu pewna ciekawostka związana z Niżyńskim i okolicami nabytego przezeń później domu) oraz, dla przykładu, podobnym politycznym "ustawieniem miasta" (tj. nazewnictwa ulic) w Warszawie (ul. Krobińska przy ul. Chłopickiego, gdzie znajduje się dom będący własnością osoby najwyraźniej już od dziesięcioleci dobranej jako ten, kto wynajmie Niżyńskiemu dom i później pozwie go o gigantyczną sumę, gdyż kilka rzeczy – tj. kilka innych poustawianych na mieście zbiegów okoliczności w nazwach i adresach miejsc, a także nomen omen w samych personaliach tego jednego wynajmującego – na to wyraźnie wskazuje); nie ma tu miejsca na dokładniejsze wyjaśnianie tej kwestii Krubina, w każdym razie na forum bloga Niżyńskiego pod adresem http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=7754 znajduje się omówienie wspomnianego wyżej podobnego zbiegu okoliczności w postaci istnienia i odpowiedniego w dodatku umiejscowienia ulicy Krobińskiej w Warszawie.
  • Po trzecie wreszcie: przy Kościuszki można też znaleźć budynek o podwójnym nrze 17/19, co pasuje do memu Zaplanowanej Historii Kościoła i jego elementu 15-17-19 odpowiadającego Covid-19 (o czym była mowa w naszym artykule o Covid-19 pod nagłówkiem "Koronawirus jako mem ściśle religijny: związany z papieżem obecnym, z Pawłem VI, a nawet z jeszcze dużo wcześniejszymi czasami"), przy czym budynek ten to przede wszystkim (sądząc po dużym plakacie)... Europejskie Centrum Finansowo-Księgowe. (Z pomocą europejską w tym kontekście kojarzy się przede wszystkim znany program de minimis, skrót od de minimis non curat lex – po polsku: coś w rodzaju "prawo nie dba o drobnostki / czyny o znikomej szkodliwości nie są przestępstwem" – który to program wspomaga firmy z, uwaga, zaległościami podatkowymi.) Podsumowując tę sytuację, przyczyną problemów z Covid-19 w szpitalach, w tym szkodliwej dla pacjentów działalności części lekarzy, miałoby być – jak urbanistyka tych okolic zdaje się nam sugerować – wpływ zmowy podatkowej związanej z niepłaceniem podatków na tle podsłuchowym. Temat to aktualny oraz ściśle wiążący się ze złą sytuacją w służbie zdrowia i z zabijaniem pacjentów, przy czym to ostatnie na dodatek trafia zapewne w przyczynę zgonu Ewy Wyszyńskiej, choć to na razie tylko hipoteza.

A zatem aż potrójne miasto Grodzisk Mazowiecki (w związku też z planem co do zepsucia Niżyńskiemu modemu oraz, równolegle, poszerzenia oferty tamtejszego lombardu o tani modem komórkowy) nadawało się na miejsce nowej zbrodni medycznej, właśnie z matką Niżyńskiego się kojarzącej. Nie ma w tym zapewne ani krzty przypadku.

Kolejny taki "przypadek" to zgon Ewy Kiepurskiej (76 l.) dn. 13.10.2020 r., o którym informował nekrolog wywieszony przy wjeździe na osiedle, gdzie stoi dom kupiony w 2015 r. Niżyńskiego (w którym, co ciekawe, widać wszędzie od środka gołe cegły, bo jest jeszcze nie wykończony, a i tak wszędzie włącza się tortura dźwiękowa, prawdopodobnie za sprawą drągów żelbetowych ze specjalnym elektronicznym rdzeniem zasilanym wyjściem audio ze specjalnych zabudowanych smartfonów służących do odbioru radia podsłuchowego – które to drągi w odpowiednich miejscach poumieszczano). Pasuje tu data, imię ofiary oraz lokalizacja.

Ponadto do śmierci (prawdopodobnie zamordowania) Ewy Wyszyńskiej nawiązywały też 2 kolejne zgony, w Ząbkach (prałat Tadeusz Karolak, dn. 8.10.2020 r., przy czym nazwisko pasuje do adresu wspomnianego lombardu – pl. Króla Zygmunta Starego) oraz w powiecie legionowskim (W. Królak, też w ostatnich dniach).

Są to wszystko najprawdopodobniej kolejne morderstwa medyczne prowokowane metodą podprogową (fałszywe wrażenie nagłej zapaści zdrowotnej i wielkiego zagrożenia powstające u ofiary). O licznych zwłaszcza tak zapewne wywoływanych morderstwach polityczno-"telewizyjnych" informowaliśmy już wielokrotnie, jest im poświęcony obecnie w całości dział wiadomosci.xp.pl/Kryminalne serwisu wiadomości.xp.pl. Nadzorowana przez ministra Ziobro, Prezesa Rady Ministrów i Sejm oraz mass media Prokuratura Krajowa od jakiegoś czasu już nawet nie odpisuje na te co rusz jej (z użyciem państwowego systemu teleinformatycznego ePUAP) nadsyłane przez Niżyńskiego zawiadomienia o morderstwach, być może nie zakłada nawet teczek na te sprawy, nie drukuje pism i nie wpina do akt, choć przecież każde kolejne zawiadomienie dokładnie wyjaśnia kontekst, tj. prawdopodobnie mafijne źródła śmierci i bardzo liczne wymienione dokładnie z dat wcześniejsze zawiadomienia, tak, iż fakt morderstwa staje się przez to niemal oczywisty ("pewnie kolejna ofiara grupy przestępczej", już mniejsza z tym, że tej "telewizyjnej"). Tymczasem zaś zgodnie z art. 305 k.p.k. odpowiedź na zawiadomienie o przestępstwie powinna być wysłana niezwłocznie, a opóźnienie przekraczające 6 tygodni jest podstawą do oficjalnego zażalenia na bezczynność (art. 306 § 3 k.p.k.). Co się natomiast tyczy stosowania ePUAP-u to po pierwsze sam Ziobro rekomendował jego stosowanie w sądach "w związku z Covid-19" do składania korespondencji przez strony postępowania, a po drugie obowiązek wzięcia pod uwagę okoliczności, o których prokuratura jest informowana tą drogą, wynika z art. 2 k.p.k. (co w świecie specjalistów z dziedziny prawa jest znane pod hasłem "potrzeba stosowania celowościowej wykładni przepisów w razie braku wyrażonych dosłownie unormowań") oraz art. 9 k.p.k. Ponadto zgodnie z art. 16 ust. 1a Ustawy o informatyzacji prokuratury mają obowiązek obsługiwać skrzynkę podawczą ePUAP.

Komentarz

Pokrzywdzony Piotr Niżyński komentuje ten wyrok sądu następująco:

– To znak, że mafia rządzi. Ten nie uzasadniony nawet satysfakcjonująco i pozostawiający bez jakiegokolwiek komentarza wszelką moją argumentację apelacyjną wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie przede wszystkim uderza swą amoralnością. Spośród dwóch dających się wyobrazić sposobów zastosowania prawa wybrano zupełnie dowolnie ten, który szkodzi sprawie mej matki, czyli opowiedziano się po stronie antyludzkiej, po stronie interesu wrogiego elementarnym prawom i wolnościom człowieka, w tym prawu do życia.

– Można było bowiem oczywiście sobie wyobrazić inne rozstrzygnięcie kwestii tego, czy istnieje interes prawny w pozywaniu szpitala, który moja matka niedawno opuściła na rzecz Domu Pomocy Społecznej w nomen omen Górze Kalwarii, a nawet znajduje ono pewne oparcie w dotychczasowych tendencjach orzecznictwa Sądu Najwyższego, gdyż takie dywagacje i ustalenia na temat przeszłości są tam jak najbardziej co do zasady dopuszczalne. Nie widać powodu, by tak miało nie być i tym razem. Ponadto przede wszystkim antyludzko i wrogo naszym staraniom rozstrzygnięto sprawę tego, czy sytuacja nieadekwatności wyboru strony pozwanej do bieżących okoliczności jest naprawialna, czy też nie. Ja w piśmie procesowym poprzedzającym rozprawę apelacyjną zgłosiłem, że chcę rozszerzyć roszczenie tak, by obejmowało ustalenie dochodzonej kwestii również przeciwko Domowi Pomocy Społecznej; do tego rozszerzenia czy też zmiany roszczenia mam prawo na mocy art. 383 zdanie drugie k.p.c. regulującego postępowanie apelacyjne, o czym Sąd Apelacyjny poinformowałem. Zgłosiłem też w tym piśmie, że w grę wchodziłoby następnie zastosowanie art. 195 k.p.c. Potem powtórzyłem taki zamiar rozszerzenia strony pozwanej także na rozprawie, co chyba nawet zaprotokołowano zgodnie z mym życzeniem.

– Otóż oczywiście zasadą w postępowaniach cywilnych, jak każdy może sprawdzić, jest to, że sąd dąży do "konwalidowania" błędów popełnianych czy to przez niewprawnego powoda, czy to po prostu pojawiających się z winy losu, nie zaś dąży do jak najszybszego oddalenia pozwu bez ostrzeżenia ze swojej strony. Wszyscy przecież płacimy jakieś podatki, a sprawy w sądzie też kosztują, nie ma więc powodu, by sąd był taki grubiański, gruboskórny i arogancki, by zawsze z byle okazji wypinał się tylną stroną do interesanta, który przyszedł z jakimś problemem. Przykładowo więc, gdy jedna ze stron wnosi pismo, które nie odpowiada wymogom formalnym narzuconym przez Kodeks, sąd nie ignoruje tego pisma ani go nie zwraca, tylko najpierw wzywa do uzupełnienia go w ściśle wskazany sposób. Jeśli przy tym sąd zapomni w tym wezwaniu wspomnieć o jakimś problemie tego pisma lub dostrzeże ten problem później, już po wezwaniu, nie może później zwrócić danego pisma z powodu jego niekompletności, tylko musi wystosować ponowne wezwanie, tym razem na inny temat. Podobnie, jeśli sprawę wnosi w imieniu jakiejś np. firmy-osoby prawnej człowiek, który jak się okazuje nie ma poprawnego pełnomocnictwa, to sąd nie przekreśla sprawy w ogóle – co by się nieraz, np. po upływie 3 lat od wniesienia pozwu, mogło skończyć przedawnieniem roszczenia i ostatecznym zaprzepaszczeniem szans powoda na jego dochodzenia – nie zawiesza też postępowania "do czasu przedłożenia dokumentów, że pełnomocnictwo istniało od samego początku", tylko umożliwia jego dopiero następcze uzupełnienie, czyli właśnie tzw. "konwalidowanie", w trybie art. 70 § 2 k.p.c., co jest kolejnym tego typu środkiem ochrony interesantów w sądzie przed nadmiernym formalizmem i stratami z powodu przeoczeń. Sąd w myśl art. 130 § 1 k.p.c. i art. 177 § 1 pkt 6 k.p.c. nie ma prawa w takim przypadku np. zwrócić pozwu lub (odpowiednio do fazy sprawy) zawiesić postępowania, a następnie może jeszcze po roku go umorzyć w myśl art. 182 § 1 pkt 1 k.p.c., skoro przede wszystkim istnieje możliwość ratowania danej sprawy poprzez zażądanie złożenia pełnomocnictwa wydanego następczo, już po wszczęciu sprawy, a w chwili jej wnoszenia do sądu jeszcze nieistniejącego. W tym zakresie nawet zgodził się z moim prawnikiem Sąd Apelacyjny w Warszawie, w innej sprawie: o sygnaturze VII AGz 1273/18, że "należy dążyć do konwalidowania" braków pełnomocnictwa, a nie żądać pełnomocnictwa poprawnego od samego początku sprawy. Mniejsza już z tym, że i tak koniec końców potraktowano mnie w tym postanowieniu nieprzychylnie, czyli zgodzono się na zawieszenie tej sprawy, a potem jeszcze mimo wniosku o jej podjęcie na nowo i tak ją jeszcze umorzono, co było błędem; dobrze chociaż, że zgodzono się koniec końców, nawet ten sam i tak przecież nieprzychylny mi sąd, że powinno się dążyć do konwalidowania, czyli następczego dopiero naprawiania i usuwania pierwotnego problemu, takiej sytuacji braku pełnomocnictwa. Nie powinno się więc przekreślać całej sprawy z tego tylko powodu, że na początku było źle. Jest na ten temat też orzecznictwo Sądu Najwyższego, aczkolwiek przewiduje ono pojedynczy wyjątek od takiej przychylnej powodom tendencji. I dokładnie tak samo (trzeci przykład): gdy sąd I instancji wykryje, że lista pozwanych jest niekompletna, gdyż według celu powództwa właściwe byłoby pozwanie kogoś jeszcze innego, to (o ile tylko jest solidny) nie tyle oddala pozew, co zamiast tego wszczyna swoiste "postępowanie naprawcze" przewidziane w art. 195 k.p.c. Tak nakazuje po prostu prawo: proszę sobie kliknąć i sprawdzić. Oczywiście explicite dotyczy to tylko spraw w I instancji, natomiast ma sens przytaczanie tego jako trzeciego (i pewnie nie ostatniego możliwego) przykładu pewnego ogólnego kierunku przyświecającego celowościowo regulacjom kodeksowym.

– Wnioskiem z całokształtu tej sytuacji jest to, że Kodeks postępowania cywilnego stara się realizować ideę odformalizowania postępowania cywilnego i wprowadzenia w nim idei sądu wychodzącego naprzeciw potrzebom stron i starającego się znaleźć w miarę możliwości ostateczne, idealne rozwiązanie problemu przed nim postawionego, z uwzględnieniem także celów przyświecających pozwowi czy wnioskowi. Mnie zaś potraktowano tak, jak gdyby zamiast tego słuszna była polityka "mieć wszystko w nosie" i "pozwolić sprawie jak najszybciej umrzeć". To jest wyjątkowo niepokojące, a zupełna arbitralność i immoralność, z jaką sąd wybrał swoją opcję "sprawa przegrana" zamiast postulowanej przeze mnie: "uchylić, stwierdzić istnienie interesu prawnego i nakazać sądowi I instancji uzupełnić stronę pozwaną", budzi skojarzenia z typową w przypadku mych spraw prokuratorsko-sądowych instytucjonalną wrogością i prawdopodobnie korupcją.

– Zauważmy, że nic w Kodeksie postępowania cywilnego nie zakazuje wnoszenia pozwów o ustalenie przeciwko państwowym placówkom opiekuńczym w celu walki z przewlekłym przetrzymywaniem pacjentów, którzy z uwagi na swą chwiejność i problemy z uzyskaniem od nich jednolitego stanowiska niekoniecznie nadają się do innego trybu, np. do przewidzianego Ustawą o ochronie zdrowia psychicznego wniosku nieprocesowego o wypisanie pacjenta ze szpitala, który to wniosek jak wiadomo wymaga wyraźnego opowiedzenia się przez samego pacjenta, że zdecydowanie nie chce on przebywać w danej placówce – dodaje Niżyński. – W przypadku mej matki, z uwagi na to, że działa na nią przekaz podprogowy, co dokładnie pokazałem w stenogramie dowodząc, jak wpływa on natychmiastowo na to, co ona potem mówi, uzyskanie takiego jednolitego stanowiska, tj. wyraźnego oświadczenia samego pacjenta czy mieszkańca DPS-u co do swej woli, mogłoby być nierealne z przyczyn od niej niezależnych. Z kolei w przypadku innych pacjentów po prostu ciężka choroba psychiczna mogłaby uniemożliwiać samodzielną niezgodę na przetrzymywanie w szpitalu: osoba np. może wskutek paraliżu cierpieć na brak mowy i paraliż rąk, głuchotę czy śpiączkę. Tymczasem ustawa o ochronie zdrowia psychicznego skupia się w takich przypadkach i wymaga właśnie oświadczenia od samego pacjenta, a nie jedynie od jego rodziny czy, na przykład, od opiekuna prawnego.

– Wygłoszone zapatrywanie: "niech sobie wnosi nowy pozew" (w domyśle: i wnosi nową opłatę sądową 600 zł oraz wydaje 1500 zł na kolejny wypis protokołu notarialnego, bo może sądowi nawet nie zechce się sięgnąć po drugie akta, te dotychczasowe, w których 1 taki wypis był już składany, co jest całkiem możliwe zważywszy na politykę udawania, że sprawy kryminalne to jakaś dziedzina nietykalna i poza zainteresowaniem) jest bardzo złośliwe, a gdyby się go trzymać zawsze, doprowadziłoby ono do absurdu. Każdorazowo wystarczyłoby bowiem po pierwszej instancji, w razie jej wygrania i w celu przeforsowania utrzymania w mocy tej wygranej także w postępowaniu apelacyjnym, przenieść pacjenta z przyczyn politycznych do sąsiedniej placówki. To by skutecznie torpedowało wysiłki powoda w II instancji. Źli niedemokratyczni politycy niewątpliwie bardzo by się cieszyli z takiej możliwości, z otwarcia przez takie "orzecznictwo" tej nowej furtki jako dodatkowego sposobu ataku. Absurd ten budzi też skojarzenia z, głoszoną od niedawna przez Ministerstwo Sprawiedliwości, potrzebą "likwidacji sądów apelacyjnych". Tu w ogóle nie ma być prawa do sądu, tym mniej – do wygranej. Nie dajmy się jednak zbić z tropu, że w sprawie tej chodzi przede wszystkim o pogróżki, gdyż zapewne jak zwykle koniec końców doszło do składania sędziom korupcyjnej propozycji i wyłonienia w ten właśnie sposób składu sędziowskiego.

O takim być może, standardowym i każdorazowo, w każdej z bardzo licznych spraw, stosowanym sposobie "obsługiwania Niżyńskiego" przez sądy i prokuratury wspominaliśmy już kilkakrotnie, np. ostatnio w artykule "Kolejna krzywdząca odmowa śledztwa na tle podsłuchowym" i szerzej w artykule "Przegrało zażalenie Niżyńskiego w sprawie nakazu zapłaty. Przez łapówkę?" pod nagłówkiem "Korupcja? Jakim cudem?". Prawdopodobnie tzw. "telewizja" (znana też jako ośrodek podsłuchowy TVP 3 Warszawa i tamtejsze podobno studio podsłuchowe) wysyła masowe komunikaty sieciowe, czyli coś w rodzaju SMS-ów, do całego sądu w związku z aktualnie zakładaną sprawą, które to wiadomości powodują, że sekretarka nie rejestruje tej sprawy normalnie, tylko odkłada teczkę na biurku czekając na sędziego, który się zgłosi. Sędziowie czy prokuratorzy są, wedle tej wersji (co rusz powtarzanej przez "spikerów tortury dźwiękowej"), informowani, że mogą zgłosić się po sprawę Niżyńskiego do sekretariatu i, jeśli zdążą, zostanie im przydzielona, przy czym należy postarać się, by była przegrana przez Niżyńskiego, za co dostaje się gratyfikację pieniężną. Na przykład przez Bitcoin, najzupełniej anonimowy spośród internetowych systemów płatności, umożliwiający też wypłatę przez bitomaty. Wyjaśniałoby to także proceder "ustawionych sygnatur" spraw, gdyż widocznie w takim razie sekretariaty starają się skontaktować z telewizją, np. za pośrednictwem komunikatora, e-maila, telefonu czy przez pracowników zamieszanych w obsługę programu Microsoftu do podglądania ekranu, i ustalić, jaką to sygnaturę najlepiej nadać sprawie, by była charakterystyczna i z góry sygnalizowała, że "normalnie takie rzeczy się prawie że nie zdarzają, ale to było celowo dobrane".

Zauważmy, że powyższe jest najzupełniej kompatybilne z teorią wygłoszoną przez sekretarkę Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota (patrz blog www.bandycituska.com i tamże wpis z 5. kwietnia 2015 r.), iż wniesioną do prokuratury sprawę podsłuchu na Niżyńskiego wziął "prokurator-bandyta" (a przy tym niemal wszyscy są zamieszani w podsłuch), powód takiego losu spraw jest "ekonomiczny", a "dyspozycyjność" sekretarki, czyli stała i jak najszersza gotowość do pełnienia "obowiązków służbowych", wyraża się też w tym, by nigdy nie przeoczyć sytuacji pojawienia się takiej sprawy i nie dać jej jakiemuś innemu prokuratorowi. Wszystko to słychać i można obejrzeć na nagraniu i przeczytać na stenogramie ujawnionym na ww. blogu.

Piotr Niżyński wystąpił też w 2019 r. do sądu pruszkowskiego z wnioskiem o wypisanie matki ze szpitala (co wszczyna inny rodzaj postępowania: postępowanie nieprocesowe), nie cofając jednak zarazem pozwu m. in. z uwagi na możliwość wykorzystania go do uzyskania stanu powagi rzeczy osądzonej przeciwko temu szpitalowi, nawet w razie, gdyby doszło w międzyczasie do przeniesienia jego pacjentki do DPS-u, oraz także z uwagi na ewentualnie mogące się pojawić w ww. postępowaniu nieprocesowym trudności dowodowe, o których była już mowa wcześniej (konieczność udowodnienia zdecydowanego-nieprzychylnego własnego stanowiska pacjentki w sprawie jej pobytu w szpitalu). O "rezultacie" tamtej sprawy, koniec końców cofniętej przez wnioskodawcę, informowaliśmy w specjalnym artykule. Z kolei w kwietniu br. została (równolegle do omawianego tu procesu) wniesiona nowa sprawa nieprocesowa, tym razem z wniosku o zniesienie obowiązku przebywania w DPS, jednakże dotychczasowe ruchy sądu, o których wkrótce poinformujemy, też wskazują (już na wstępie) na złośliwe wymigiwanie się od przychylnego rozstrzygnięcia i opóźnianie wszystkiego, brak praworządności i prawdopodobnie korupcyjne tło sprawy.

Uwaga: w przypadku takich artykułów xp.pl zbyteczne i nieobowiązkowe jest zawiadamianie Policji o zbrodni, ponieważ czyni to sama redakcja zgodnie z obowiązkiem z Kodeksu karnego. Doniesienia te są lekceważone i nie skutkują śledztwem w mediach.

(n/n, zmieniony: 21 paź 2020 20:24)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2020 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal