1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA
Polska  |  Regionalne  |  Świat  |  Z najwyższej półki  |  Nieruchomości  |  Przestępstwa, zbrodnie  |  Kompromitacje polityków

Trybunał Konstytucyjny znowu osobliwie zlekceważył prawo

12 lip 2019 12:31

Trybunał Konstytucyjny w odpowiedzi na skargę Piotra Niżyńskiego (ofiary podsłuchu radarowego i tortury dźwiękowej) na rozbrzmiewające w jego budynku dźwięki tortury szeptanej i na to, że ochroniarze nie pozwalają mu wejść do środka, zwrócił pismo - odesłał je do nadawcy (co na tle całego państwa jest niesłychane, żaden organ w ten sposób nie działa) - powołując się przy tym na przepis ustawy o postępowaniach przed Trybunałem, np. obsłudze skarg konstytucyjnych czy pytań prawnych.

Zdjęcie 1 z 2

Swe działanie Trybunał uzasadnił przepisem art. 57 ust. 1 Ustawy z dnia 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym. Do przepisów tego typu ustawy odsyła wprawdzie art. 197 Konstytucji, ale z uwagi na tzw. wykładnię systemową i funkcjonalną (czyli opartą o analizę usytuowania przepisu na tle całokształtu Konstytucji: są pod przepisami o sporach o ustawy i widać, że są rozwinięciem tego tematu), jak również wykładnię celowościową tych i zwłaszcza innych przepisów konstytucyjnych (z których wynika obowiązek np. zapewnienia prasie komunikacji z Trybunałem, w celu np. uzyskania legitymacji dziennikarskiej, wstępu na rozprawy itd., co odbywa się też w drodze jakichś pism, wniosków), odesłanie to każdy normalny człowiek, w tym człowiek wykształcony, uzna za dotyczące tylko dziedziny omawianej w ogóle przy tej okazji przez Konstytucję, czyli tej podanej w art. 188 Konstytucji. Innymi słowy: pojedyncza ustawa, ta o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym, dotyczy tylko postępowań prawnych, o których mowa w art. 188 Konstytucji, czyli sporów o ustawy i ich konstytucyjność.

Natomiast prawo do składania skarg, wniosków i petycji (zaliczają się tu przecież też wnioski o udostępnienie informacji publicznej, np. dokumentów księgowych, informacji o wpłaconym podatku PIT itp.) jest zapisane w art. 63 Konstytucji RP i dotyczy wszelkich organów władzy publicznej. Czyli także Trybunału Konstytucyjnego. Prawo to ma każdy, nie tylko podmiot uprawniony do wszczynania jakichś szczególnych spraw przed Trybunałem. Jak podaje art. 63 Konstytucji, tryb rozpatrywania skarg i wniosków wprawdzie też jest określony przez ustawę, ale w tym przypadku jest to dział VIII Kodeksu postępowania administracyjnego. Przepisy działu VIII Kodeksu postępowania administracyjnego dotyczące skarg i wniosków, tj. tutaj w szczególności art. 227-240 k.p.a., nie przewidują możliwości zwrócenia takiego dokumentu, lecz wymagają albo przekazania go wg właściwości do innego organu, który jest odpowiedzialny za nadzór nad skarżonym w danym zakresie, albo udzielenia odpowiedzi merytorycznej (w terminie miesiąca). Jest to oczywiste w świetle wykładni celowościowej np. art. 63 Konstytucji o prawie do skargi; nie po to prawo to istnieje, by nic nie zrobiono, nic nie sprawdzono ani nie zweryfikowano pod kątem legalności, a jedynie powoływano się na "problemy formalnoprawne" jakoby to uniemożliwiające. Przeciwnie, skargi mają zmierzać do poprawy praworządności (art. 227 k.p.a.). Tak też twierdzi się w podręcznikach wyspecjalizowanych w analizie Konstytucji (patrz np. nasz artykuł o nielegalnej odmowie przyjęcia przez Sejm do rozpoznania petycji w sprawie prokuratury z przykładami takiej literatury; nota bene nie odpisał też na tą petycję rzeczowo Minister Sprawiedliwości, choć dostał drugi egzemplarz, do niego adresowany, a rozszerzona postać skargi wniesiona kilka dni po tej odpowiedzi z Sejmu do dziś nie doczekała się odpowiedzi ani nawet, obowiązkowego w takich przypadkach, opublikowania na stronie internetowej Sejmu). Nic też nie wskazuje na to, by ustawodawca konstytucyjny zamierzał wykluczyć Trybunał Konstytucyjny z zakresu stosowalności powszechnie przysługującego prawa do wniosku do organu władzy publicznej. Przeciwnie, przyjął on stanowisko, że prasa i organizacje społeczne, a nawet jednostki działające we własnym imieniu, mają prawo do kontroli i informacji (które jest przecież gwarantem demokracji) – przykładowo, prawo do informacji zapisane jest w art. 213 Konstytucji i art. 61 Konstytucji; co ciekawe, prawo to jest dla ustawodawcy konstytucyjnego tak ważne, że aż spowodowało, wśród kilku zaledwie innych rzeczy, stanowiących głównie swoiste zabezpieczenia socjalne, wyodrębnienie w tytule rozdziału Konstytucji, poświęconego prawom ludności, dodatkowego rodzaju praw: prawa przysługujące tylko obywatelom, "prawa obywatela"; ich przysługiwanie wywodzi się wprost z godności ludzkiej – art. 30 Konstytucji). W oczywisty zaś sposób realizowanie tego prawa do kontroli i informacji odbywa się przez "wnioski" (np. o udostępnienie informacji publicznej), jest to ta ścieżka, którą wskazują też ustawy. Podobnie – kontakt prasy z Trybunałem Konstytucyjnym (to, że wniosek nazwie się "prośbą" itp., nie zmienia istoty rzeczy). Można by zatem w ramach słowa komentarza zauważyć, że Trybunał zamykając tę drogę stawia się w roli swoistej oblężonej twierdzy – jako ten niedostępny i kryjący się przed dziennikarzami, a za to zasłaniający się (z bardzo wątpliwą słusznością) oficjalnymi formułkami.

Dźwięki tortury w Trybunale. Kolejny ośrodek prześladowania jednostki

Piotr Niżyński uskarżał się w piśmie, mającym charakter skargi na działalność Trybunału nie będącą orzekaniem, czyli mającą charakter publicznoadministracyjny, tj. w szczególności na sprawy ochrony obiektu oraz wypełniania przepisów Prawa budowlanego (art. 61 pkt 1 w zw. z art. 5 ust. 2 tej ustawy zobowiązuje właścicieli budynków do utrzymywania ich w należytym stanie technicznym, określonym przez przepisy, w tym przepisy europejskie, te zaś nie pozwalają, by budynek torturował dźwiękowo osoby w nim przebywające). Fakt składania skargi oraz warunków dźwiękowych, jakie wtedy panowały, podobnie jak problemów z samym wejściem do obiektu, wpuszczeniem tej osoby do środka, został uwieczniony na nagraniach wideo. Z uwagi na sposób pracy programu w telefonie komórkowym (Background Video Recorder), który wykonuje nagranie wideo aż osiągnie ono rozmiar 2 GB lub czas 10 minut, po czym natychmiast rozpoczyna nagrywanie kolejnego nagrania wideo, dającego się połączyć z poprzednim, w chwili dotarcia do domu Niżyński miał już kilka plików nagrań. Cała ścieżka powrotna do domu oraz umieszczanie tych plików w Internecie na dysku Google są zaprezentowane na tej samej serii plików wideo (które w postaci połączonej można oglądać na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=X7p9S_dDsPg), zaś czas, w którym je umieszczono w Internecie (jest on zgodny z datą i czasem podanym w Kancelarii Premiera powiększonym o łączną długość nagrań), został utrwalony przez Google jako czas modyfikacji pliku na dysku Google. W związku z tym nagrania stanowią nie budzący wątpliwości dowód, jakie to warunki dźwiękowe panowały w Kancelarii Premiera i Trybunale Konstytucyjnym: nie doszło w tym zakresie do żadnego mataczenia, tj. przerabiania nagrania. Pozostaje co najwyżej ściągnąć te pliki, wyłączyć z nich ścieżkę dźwiękową i mocno podgłośnić, i powsłuchiwać się w określone momenty, gdy wykrycie szeptów jest szczególnie proste.

Nota bene, "dziwnym trafem", numer przepisu Konstytucji o prawie do informacji (art. 61 Konstytucji) jest ten sam, co przepisu Prawa budowlanego o obowiązkach właścicieli nieruchomości. Tutaj to, jak można się domyślać, przewidywano w kręgach ustawodawczych, czyli związanych z partiami politycznymi, ministrami i ich legislatorami, zupełny brak informowania ludności co do istnienia tego typu instalacji umożliwiających centralne selektywne stosowanie przekazu podprogowego w wybranych miejscach i przeciwko wybranym osobom.

Istnienie problemu dźwięków włączających się automatycznie w obecności Piotra Niżyńskiego (co można zidentyfikować jako przejaw inwigilacji i obserwowania tej osoby) potwierdzała m. in. kierowniczka pocztowa przy pl. Szembeka (nienagrane), dyrektorka Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa (patrz dawne nagranie z forum bloga: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=7&t=5500), recepcjonistka hotelu JM Apart Hotel (patrz dawne nagranie z bloga: https://www.youtube.com/watch?v=gVnicHYRqgo oraz stenogram, gdzie wyjaśnia się, że to przez "niewchodzenie pewnych rzeczy [= nielegalnych czynności finansowych] w księgowość": http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/PLIKI-NOWE/201401211819-1.txt), recepcjonistka hotelu Ibis (patrz dawne nagrania z bloga), recepcjonistka hotelu Julianów (patrz dawne nagranie z bloga Niżyńskiego: http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/PLIKI-NOWE/hotele%202015%20i%20inne%20nieciekawe/201505061934.txt – momenty 2:01, 2:37, 3:58 na tym stenogramie, a samo nagranie można znaleźć klikając link o tym hotelu Julianów napisany szarą czcionką pod kreską pod wpisem na blogu z 1. lipca 2015 r.), recepcjonistka hotelu Polskiej Akademii Nauk (ostatecznie wynikło to w rozmowie, co przytacza wpis na prywatnej stronie internetowej Niżyńskiego, działającego wtedy w charakterze sygnalisty) oraz inne jeszcze osoby, których wypowiedzi nie zawsze przecież były utrwalane (np. koniec końców przyznał to jeden z księży na nagraniu wideo z parafii opublikowanym na blogu www.nielegalnie.pl słowami "Tak, jest sprawa", choć wcześniej drugi udawał, że problemu nie ma i jedynie jakimś budzącym wątpliwości sposobem wiedział o tym, że dźwięk zaburza równowagę psychiczną), mówiła tak też przypadkowa osoba (prawdopodobnie szpieg-przestępca) z hostelu Moon ("Ale Nam Wstyd, jest w hotelu tylko blondyn, bo tu nikt normalny nie wejdzie do niego, Ale Mi Wstyd" – patrz stenogram pod dużą ramką z wideo we wpisie z 28 stycznia 2015 r.) czy recepcjonistka z hotelu BW Western Portos ("do nich się nie da wchodzić" w kontekście tortury, "tak samo jest w każdym pokoju": patrz wpis z 15 czerwca 2016 r., punkt pod datą 2014/12/25), o specjalnej podsłuchowej instalacji do takich rzeczy mówiła też recepcjonistka państwowego hotelu Mazowiecki przy ul. Mazowieckiej w Warszawie (własność Wojskowej Agencji Mieszkaniowej), toteż fakt istnienia tego typu dźwięków nie budzi żadnych poważnych wątpliwości i nie może być rozpoznawany jako samodzielne powodowanie problemu przez pokrzywdzonego poprzez np. włączanie jakiegoś programu w jego własnym telefonie komórkowym. Jest to natomiast proceder ciągłego dręczenia osoby będącej niejako "pod opieką" operatorów podsłuchu, czyli przestępstwo znęcania się (art. 207 Kodeksu karnego), jak również przestępstwo o charakterze stalkingu (uporczywe nękanie – art. 190a Kodeksu karnego), jak również zbrodnia przeciwko ludzkości z art. 118a 2 Kodeksu karnego (zbrodnia zamachu na ludność Warszawy polegającego na torturze i/lub nieludzkim traktowaniu; można przy tej okazji zwrócić uwagę na pewne zmiany w słowniku internetowym języka polskiego, względem wersji dotychczas istniejącej w PRL-owskich słownikach, np. tym 3-tomowym z lat 80-tych, w kwestii znaczenia słowa "nieludzkie": obecnie już tylko w komentarzu wspomina się, że może ono też oznaczać "nie taki, jaki powinien cechować człowieka i stosunki między ludźmi", zaś podstawowym i jedynym oficjalnie wymienionym znaczeniem jest "okrutny, bezlitosny", czyli zaczęto lansować, czyżby z przyczyn politycznych, wymaganie, by była istotna i dosyć brutalnie okazywana wrogość wobec innej osoby... tego nigdy nie było w poprawnych interpretacjach słowa "nieludzki", jak np. w sformułowaniu "syrenka ma też pewne cechy nieludzkie"), a przy tym istnieje w końcu też uzasadnione podejrzenie, że poszczególne firmy i instytucje świadomie dopuszczają, by naruszone było Prawo budowlane i by nie było w tym przedmiocie zmian, remontów na lepsze, mimo najgorszego rodzaju pogwałceń praw człowieka, co z kolei jest przestępstwem budowlanym zagrożonym, w przypadkach najpoważniejszych, karą do 1 roku więzienia (art. 91a Prawa budowlanego). Gdyż to niewątpliwie same nieruchomości, nawet te puste, gdzie pokrzywdzony wchodzący do nich jest jedyną osobą (jak np. przy okazji prezentowania domów na wynajem przez pośrednika i realizowania tego typu eksperymentu; Piotr Niżyński ma też swoją nieruchomość w stanie niewykończonym, obecnie własność xp.pl sp. z o. o., o której nabyciu informuje blog www.nielegalnie.pl), są źródłem dźwięków, a ściślej: wprowadzona w nich nielegalnie instalacja. Nie sposób też nie dostrzec, że tego rodzaju przestępczość remontowo-budowlana zorganizowana w całym kraju, a nawet za granicą, popełniana jest w związku z udziałem w mającej to na celu grupie przestępczej, a nie samodzielnie: wykracza ona też poza ramy jednego przestępstwa. Najpierw trzeba wprowadzić instalację, następnie jeszcze podtrzymywać jej istnienie, a w związku z taką działalnością bodajże nie jest wpłacany w pełni podatek dochodowy za pracowników (czy także inwestorów danej firmy), lecz jest chowany przez takie osoby do kieszeni. W każdym razie istnieją poszlaki pozwalające domyślać się takiego źródła problemu.

Liczne próby zawiadamiania Prezydenta RP o tej sprawie problemu z dręczącymi człowieka nieruchomościami, w tym także na piśmie (najczęściej zaś poprzez przebywanie w okolicach Pałacu Prezydenckiego), nie doprowadziły jednak do żadnej interwencji ani do nagłośnienia problemu w formie orędzia do narodu. Oczywiście też, jak to często bywa w przypadku spraw politycznych, nie doszło jak dotąd do żadnego śledztwa w tej sprawie, zresztą być może w świetle orzecznictwa TK z 2018 roku będzie się przyznawać prezydentowi prawo do umarzania śledztw, podobnie jak komisji śledczych (na razie Trybunał Konstytucyjny lansuje ogólne "prawo" prezydenta do umarzania postępowań karnych, ale przecież postępowania takie współdzielą część zadań, z powodu których istnieją, z komisjami śledczymi i do pewnego stopnia jest to to samo, dlatego też tak czy inaczej należałoby się obawiać gigantycznie rozrośniętych kompetencji Prezydenta w takiej sprawie).

Są wprawdzie i tacy, co udają, że nie słyszą. Do tych zaliczają się przede wszystkim księża (na aż 2 takie osoby trafił Piotr Niżyński), jak również m. in. wspólniczka kancelarii Drzewiecki, Tomaszek & Wspólnicy, do której sprawę swej spółki Niżyński zgłosił w 2013 r., potem w 2016 r. sędzia Magdalena Skorek-Jaroń z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie (z uprawnieniami adwokata, co zapewne też spowodowało udział własny w przestępczości remontowej), a niedawno też (w 2019 r.) pewien emerytowany sędzia z Ministerstwa Sprawiedliwości, który zajmuje się tam zmianowo obsługiwaniem ludzi przychodzących zgłosić skargę.

Komentarz

Sprawę zaprezentowanego na skanach na górze artykułu zachowania Trybunału, czyli zlekceważenia i zwrócenia wniosku o tematyce ogólnej (sprzecznie z art. 63 Konstytucji RP), można uznać za kolejny przypadek sytuacji, gdy raz już zdobyte i istniejące prawo, rzeczywiście wedle ustaw i Konstytucji przysługujące, próbuje się wycofywać i przekreślać. Innymi przykładami takiego złego orzecznictwa jest np.

  • orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie kasacji Niżyńskiego w sprawie karnej (zaprezentowane tam lekceważenie art. 16 k.p.k., tj. "tuż przed 17 k.p.k.", a więc "tuż przed boskim Trybunałem" – stosowne są tu, w kontekście tego naruszania czegoś takiego, skojarzenia ze sprawą łaski prezydenta i "uprzedniej", jak to już z góry było zapewne wiadomo, poprzedzającej odmienne stanowisko Trybunału, uchwały 7 sędziów SN: też SN, jak widać, odejdzie od tych dobrych swych pierwotnych zapatrywań o łasce, przy czym dowód na to wyrażony w podtekście sprawy obsługi kasacji Niżyńskiego był, jak pokazujemy w artykule, planowany od lat – w którym to art. 16 wyraża się wybaczające i "odpuszczające grzechy" podejście ustawodawcy do naruszeń prawa proceduralnego przez zdezorientowaną stronę), problem z kasacją omówiony w naszym artykule dotyczył zresztą nie tylko tego przepisu, ale i dziwnych nadinterpretacyjnych (a czasem odchodzących od tradycji) teorii niejakiego prof. Dariusza Świeckiego, który głosząc je sprawia wrażenie, jak gdyby zamiast analizować dotychczasowy dorobek orzeczniczy skupiał się w swej pracy profesora i autora książek na siedzeniu i obmyślaniu nowych teorii prawnych,
  • orzeczenie Sądu Najwyższego rozważające m. in. (choć tylko pod koniec) Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych omówione w kolejnym naszym artykule o SN,
  • orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie art. 138 Kodeksu wykroczeń (patrz nasz artykuł) czy także
  • orzeczenie TK w sprawie łaski prezydenta próbujące jakoś wykreślić art. 17 §1 k.p.k. w jakiejś jego części (lub części przypadków zastosowania, tj. wywierania wpływu przez ten przepis na stosowanie prawa), która jednakże nie istnieje (w ramach najwyraźniej przekroczenia swych uprawnień Trybunał Konstytucyjny wziął się, zamiast uchylania, za dopisywanie nowych rzeczy, które w tym przepisie jego zdaniem powinny być, a tym samym próbuje się lansować monarchistyczny ustrój w Polsce oparty o najwyższą władzę Trybunału Konstytucyjnego, który ogłasza wiążące wszystkich interpretacje Konstytucji, czyli jak gdyby, w następstwie tylko jakiejś skargi od kogoś, wydaje polecenia dowolnym organom państwowym; jest to oczywiście niezgodne z zapisaną w art. 10 Konstytucji zasadą trójpodziału i równowagi władz, gdyż w rzeczywistości wedle prawa każda władza ma we własnym zakresie prawo interpretowania Konstytucji, a tego rodzaju głoszenie zapatrywań jej nie wiąże, wiążący jest natomiast tekst prawa i na tym m. in. polega odrębność władzy wykonawczej od sądowniczej, że każda z nich może samodzielnie interpretować prawo – tym niemniej ten dziwaczny judykat Trybunału serwis LexLege.pl bardzo chętnie publikuje i przytacza tak, by każdy, kto czyta tę ustawę z 1997 r. i ten przepis z lat 60-tych, starszy niewątpliwie od obecnej Konstytucji i bynajmniej jej nie rozważający, koniecznie usłyszał o jakiejś rzekomej "aktualizacji" tego przepisu, przewidującego przecież od zawsze, że w różnych ustawach, w tym konstytucyjnej, mogą istnieć dodatkowe okoliczności, które by wykluczały ściganie, lecz nie rozważający w szczegółach, jakie to są okoliczności). Wspomnieliśmy zresztą o błędności tych ostatnich zapatrywań w artykule na temat skreślenia kluczowej części art. 138 Kodeksu wykroczeń (o zakazie dyskryminacji w sektorze usługowym), "bo w Polsce jest państwo prawa" (tj. na podstawie rzekomej sprzeczności państwowego wsparcia przy ściganiu dyskryminacji z wyjątkowo ogólnikowym prodemokratycznym art. 2 Konstytucji RP), czyli o dosyć haniebnym (zwłaszcza zważywszy na okoliczności i na uprzednie jak się zdaje uzgodnienie tego z siłami rządowymi, np. prokuraturą, co jest w naszym artykule bardzo uprawdopodobnione) uchyleniu wsparcia i solidarności ze strony państwa w ściganiu naruszeń prawa człowieka do niebycia dyskryminowanym (o którym to wsparciu i bardzo ważnej przy interpretowaniu Konstytucji, niemalże kluczowej, roli praw człowieka jest łącznie sporo tekstu w preambule i wstępnych artykułach Konstytucji), zaś szerzej argumentację przeciwko tym zapatrywaniom na temat łaski wytacza blog Piotra Niżyńskiego na www.nielegalnie.pl.
  • Innym przykładem odchodzenia od dobrych zapatrywań z przeszłości (zastępowania ich niereprezentatywnymi teoriami prawnymi, np. na podstawie różnych nadinterpretacji) jest próba lansowania teorii, że jeśli policjant narusza czyjąś nietykalność cielesną, to nie można go oskarżyć z oskarżenia prywatnego, tylko trzeba mieć poparcie prokuratury (bardzo wątpliwe przecież w przypadku, gdyby zleceniodawcą był premier). Już w latach 70-tych Sąd Najwyższy stwierdził, że jeśli jakiś czyn teoretycznie wypełniałby znamiona zarówno przepisów, co do których postępowania prowadzi się w trybie z oskarżenia publicznego, jak i przepisów, co do których postępowanie jest prywatnoskargowe, to można prowadzić postępowanie sądowe na podstawie częściowej kwalifikacji prawnej, a kwalifikacji kumulatywnej (łączącej te różne przepisy) się nie stosuje. Tymczasem przeciwny w istocie pogląd oraz teorię o tym, że należy umorzyć "z braku skargi uprawnionego oskarżyciela" sprawę przeciwko policjantowi prowadzoną na podstawie prywatnego aktu oskarżenia zarzucającego naruszenie nietykalności (czyn z art. 217 Kodeksu karnego, prywatnoskargowo ścigany), głosili kolejno
    • podstawiony najwyraźniej sędzia Sądu Rejonowego dla Krakowa-Krowodrzy w Krakowie, następnie
    • sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, patrz http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=3251 (wkrótce zresztą wybuchła afera z aresztowaniem prezesa jak gdyby jego zleceniodawcy, "Sądu Apelacyjnego w Krakowie", co oczywiście jest ironią i nonsensem – spodziewane zleceniodawstwo, zgodnie z licznymi poszlakami, jest innego rodzaju, tj. prawdopodobnie na zasadzie identycznej jak omówiona w artykule xp.pl o zabójstwach w prasie; w Krakowie lansowano też liczne inne niereprezentatywne teorie prawne, np. na temat przyznawania wyższej wartości dowodom pochodnym niż pierwotnym i ogólnie odchodzenia od zasady bezpośredniości w postępowaniu, jak również na temat doliczania VAT-u do opłaty stosunkowej komorników), następnie też
    • Rzecznik Praw Obywatelskich (patrz http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=13&t=3458), a nawet i
    • w najnowszym orzecznictwie SN można by znaleźć jak gdyby skłanianie się, choć bez porzucenia dawnych zapatrywań i niechętne, ku tej wersji, jak gdyby dostarczanie pretekstów, na które można by się w przyszłości powoływać jako na źródło orzecznicze, by postępować nielegalnie i odmawiać postępowania "z braku skargi uprawnionego oskarżyciela" ("bo sprawcą był policjant na służbie" – więc koniecznie patrz paragraf o przekroczeniu uprawnień...).
  • W sprawie ww. (dot. braku sądowego środka przeciwko policjantom) pokrzywdzony był nie tylko Niżyński, ale też inne osoby, np. niejaka Elwira Jurasz (zapewne wytypowana na takiej zasadzie, że naprzeciwko sądu przy Czerniakowskiej – ironiczna wymowa tych 3 słów, "czarna sprawa" = niejasna = "bardzo nie wiadomo, jak zareaguje na akt oskarżenia..." – jest jakiś plakat reklamujący usługi osoby z nazwiskiem Jurasz). Niereprezentatywne, sprzeczne z uchwałą 7 sędziów Sądu Najwyższego U 1/71 poglądy (uchwała mówiła o potrzebie czy wręcz konieczności zastosowania kwalifikacji kumulatywnej, przypisania 2 podstaw prawnych, jednej z przepisu typowo prywatnoskargowego, drugiej z typowo publicznoskargowego, po czym, "oczywiście", wygrywa ten przepis publicznoskargowy jako właściwy tryb dla całej ewentualnej sprawy sądowej) głosi się, mimo że media informowały już o kilku sprawach sądowych z oskarżonymi prywatnym aktem oskarżenia policjantami. Sąd Najwyższy zajął w tej sprawie dosyć dziwaczne stanowisko (jednocześnie robiąc mały ukłon w stronę teorii niereprezentatywnych, bez zgadzania się z nimi), w pewnej jednostkowej sprawie ostatnio odmawiając istnienia skargi uprawnionego oskarżyciela, jednakże z powodu jej specyfiki (wyrok sądu I instancji stosujący kumulatywną kwalifikację prawną, w dodatku brany następnie w obronę przez prywatnego oskarżyciela i przez prokuratora w II instancji, a potem najwyraźniej także przez autora kasacji przeciwko oskarżonemu). Wydaje się to być zresztą nadużyciem pojęcia braku skargi uprawnionego oskarżyciela, gdyż ta oznacza, wbrew pewnym jednostkowym orzeczeniom SN (które próbują rozciągać to także na temat ubiegania się strony o skazanie, które jest wobec braku odpowiedniego pisma niedopuszczalne, oraz na temat tego, jak orzekały sądy, podczas gdy stare orzecznictwo nakazywało wyroki złą kwalifikację przypisujące po prostu korygować), brak jakiejkolwiek zgodnej z prawem i podlegającej uwzględnieniu skargi uprawnionego oskarżyciela w aktach sprawy karnej, czyli brak bezwzględny (a nie relatywizowany stosownie do dążeń stron postępowania czy sądu).
  • Uporczywie odchodzi się od linii orzeczniczej prezentowanej przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w orzecznictwie Sądu Okręgowego i Sądu Apelacyjnego w Warszawie (w sprawach przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu) – mianowicie zgodnie z poglądami trybunału w Strasburgu wyrażonymi w oficjalnym jego przewodniku po orzecznictwie w sprawie art. 6 Konwencji (prawa do sądu) "Niedopuszczalne jest przedstawienie swego stanowiska przed sądem przez jedną stronę bez wiedzy o tym strony przeciwnej i braku możliwości odniesienia się przez nią do tego stanowiska" (https://www.echr.coe.int/Documents/Guide_Art_6_POL.pdf, s. 52, pkt 223), a ponadto stronie przysługuje prawo do rozpatrzenia sprawy na rozprawie co najmniej przed jedną instancją, zaś ewentualne skuteczne zrzeczenie się tego prawa może nastąpić tylko wtedy, gdy dokonane jest z własnej woli i jednoznacznie (czyli w sytuacji nie budzącej wątpliwości tej strony postępowania ani sądu). Tymczasem uparcie próbuje się w kolejno po sobie następujących orzeczeniach tak interpretować lub stosować prawo, że dochodzi i będzie dochodzić do naruszenia prawa do sądu (wystarczy podać zły adres w pozwie; sądowi może nie zechcieć się nawet sprawdzić adresu zameldowania, a następnie z absurdalnych, dawno obalonych w orzecznictwie pseudo-racji może odmawiać zrewidowania orzeczenia). Omawialiśmy to m. in. w artykule "Sąd Okręgowy walczy w obronie złodziejstwa. Na ćwierć miliona zł", jak również można o tym poczytać (i przejrzeć akta) na forum bloga Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=7388, http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=3297, http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=3246. W tej sprawie uczestniczył także Sąd Najwyższy, jak pokazuje strona http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=3340. Generalnie zmierza to w tę stronę, by Piotr Niżyński (czyli prezes xp.pl) – choć nie wpisano poprawnego adresu w pozwie, a sędzia nie sprawdził adresu zameldowania, co oznacza, że doszło do naruszeń procedury – nie mógł uzyskać przeprowadzenia rozprawy i by poprzestano na nakazie zapłaty, który już wyegzekwowano ("teraz to już tylko egzekucja") i w którego sprawie jakoby nic więcej nie można zrobić. Godzenie w wolne media poprzez godzenie w związany z nimi interes majątkowy.
  • Mimo stabilnej i długiej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego (np. III KZ 41/04, drugi akapit uzasadnienia prawnego, gdzie sędzia poświadcza, jaka jest sytuacja, czy podobnie SND 1/13, s. 11 – swoją drogą ta sygnatura sprawy zapewne celowo została ustawiona), iż co do zasady słowo "powinien" w Kodeksie postępowania karnego oznacza tyle, co "musi w każdym przypadku, by był uznany za legalny" (a zatem, innymi słowy, oznacza istnienie obowiązku ustawowego) próbuje się obecnie odchodzić od zasady wyrażonej w art. 332 §1 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego, że akt oskarżenia powinien zawierać określenie sposobu, w który dokonano przestępstwa (musi to z niego wynikać, innego skierować do sądu nie wolno, czyli należy w braku jakiegokolwiek przybliżenia tego sposobu – gdy więc np. nawet nie wiadomo, czy ktoś popełnił czyn samodzielnie, czy zlecił go komuś albo nadzorował wykonywanie go przez kogo innego, albo podżegał kogoś itp. – uznać, że brak jest dostatecznie uzasadnionego podejrzenia popełnienia konkretnego przestępstwa przez konkretną osobę (umorzenie z art. 17 §1 pkt 1 k.p.k.). Aż 4 organy państwowe pod rząd (Policja, prokuratura, sąd I instancji – tu 2 osoby: Prezes Sądu i sędzia od wyroku nakazowego, po czym sąd II instancji), jak jakaś grupa przestępcza (bardzo to słuszne zapewne skojarzenie), zaaprobowały taki akt oskarżenia przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu. Omawialiśmy to w artykule "Irracjonalne, wewnętrznie sprzeczne orzeczenie SO w Warszawie. Przegrał ten, co zwykle", gdzie są też odnośniki do zeskanowanej lub sfotografowanej dodatkowej dokumentacji problemu (m. in. wspomnianego aktu). Na odnotowanie zasługuje to, że w cytowanej sprawie III KZ 41/04 była dokładnie taka sytuacja, że skarżący uważał, iż słowo "powinien" oznacza "dobrze byłoby, gdyby tak było, być może takie rozwiązanie byłoby najlepsze i takiego rozwiązania można byłoby się spodziewać, lecz nie musi być ono dokonane" i na tej podstawie, w oparciu o art. 526 §2 k.p.k., twierdził, że kasację może wnieść także bez pomocy adwokata.
  • Mimo istnienia w Sądzie Najwyższym ustalonego orzecznictwa, że niedochowanie przepisów o przymusie adwokacko-radcowskim przy kasacji jest to błąd usuwalny i skutkuje najpierw wezwaniem strony do uzupełnienia braku jej pisma (na podst. art. 120 k.p.k.), teraz nagle jak gdyby wskutek długiego dumania nad tym tematem i wytworzenia rzekomo "z siebie samego wziętej" nowej koncepcji będącej efektem tej refleksji, sędzia SN prof. Dariusz Świecki opublikował – co powoduje teraz zamieszanie – zaktualizowany komentarz do Kodeksu postępowania karnego (2019 r.), w którym głosi autorytatywnie, jak jakieś źródło jedynego słusznego poglądu (a niestety w SN miewa ten człowiek posłuch, zaś samo nazwisko wskazuje na możliwość przekrętów przy powołaniu go w ogóle do tego sądu i przy rozpoczynaniu przezeń działalności autora książek, a może nawet już wcześniej na uczelni przy planowaniu kariery; imię jego z kolei jest to imię historyka Piotra Niżyńskiego z liceum), iż kasacja wniesiona z naruszeniem przepisów o przymusie adwokacko-radcowskim podlega natychmiastowemu odrzuceniu, bez wzywania do uzupełnienia. Jest to sprzeczne nie tylko z dotychczasowym orzecznictwem SN (np. III KK 307/05, opubl. w OSNwSK 2005/1/1621; III KZ 41/04, opubl. w LEX nr 146250; V KZ 18/05, opubl. w LEX nr 213755; II KK 381/05, opubl. w LEX nr 610423; V KZ 65/08, opubl. w LEX nr 609864; III KZ 126/08, opubl. w LEX nr 608164; II KZ 13/07, opubl. w LEX nr 567825), ale też z tezami z podręczników (np. P. Hofmański, E. Sadzik, K. Zgryzek, Kodeks postępowania karnego. Tom III. Komentarz do artykułów 468-682. Wydanie 3, s. 221; S. Zabłocki, (w:) J. Bratoszewski, L. Gardocki, S. M. Przyjemski, R. A. Stefański, S. Zabłocki, Kodeks postępowania karnego. Komentarz, Warszawa 2004, t. III, s. 540) i są dobre powody, by uważać inaczej i przyjmować tradycyjnie, że obowiązek sądu, by odmówić przyjęcia kasacji do rozpoznania aktualizuje się dopiero po wypełnieniu obowiązku wezwania do uzupełnienia (z art. 120 k.p.k.), tym niemniej od razu teoria ta zaczęła być stosowana m. in. przez Sąd Okręgowy w Warszawie (poparło ją aż 2 kolejno orzekających, raczej bez komunikowania się ze sobą nawzajem, sędziów z X Wydziału Karnego Odwoławczego – może więc uczestniczyła w tym wręczająca akta sekretarka albo przewodniczący tego poniekąd "dedykowanego Niżyńskiego" wydziału, którym jest zresztą główny na całą Polskę sędzia od oskarżania sędziów w sprawach dyscyplinarnych: Piotr Schab). Z uwagi na figurowanie postaci D. Świeckiego także w innym skandalu SN dotyczącym kasacji ws. Niżyńskiego, o którym to była tu na liście mowa już wcześniej, wszystko wskazuje na to, że owa osoba jest lansowana ironicznie jako jakieś rzekomo "świeckie" źródło nowych niereprezentatywnych teorii prawnych, potrzebnych, w miarę potrzeby, przy załatwianiu się z Niżyńskim. Ktoś z nim widocznie taką rozmowę odbył i wytłumaczył, że do tego będzie potrzebny.
    Obie te zmiany na gorsze i sądowe przekreślenia już istniejących i utrwalonych w orzecznictwie praw, te pochodzące od D. Świeckiego, zdają się zmierzać do tego, by umożliwić dowolne odrzucanie "z przyczyn formalnoprawnych" (bardzo wydumanych) kasacji na postanowienia nakładające różne zakazy na "osobę niepoczytalną". Jest od nich już tylko 1 mały krok do takiej możliwości (przykładowo, można by jeszcze w orzecznictwie – a w sprawach cywilnych już coś takiego bodajże jest – utrwalić zakaz wnoszenia kasacji falstartem, przed uwzględnieniem wniosku o doręczenie uzasadnionego postanowienia; w efekcie sąd zawsze, w każdej sytuacji, mógłby kasację od takiego postanowienia odrzucić z przyczyn formalnoprawnych, powołując się albo na (a) brak należycie wykazanego umocowania osoby wnoszącej, jeśli wnoszony jest jedynie szkielet pisma procesowego bez treści, co wedle prawa o kasacjach zastępuje wniosek o doręczenie, albo na (b) za wczesne wniesienie kasacji, jeśli sąd sam z siebie najpierw wyśle postanowienie z uzasadnieniem, a następnie dopiero uwzględni wniosek o doręczenie i przyśle jeszcze raz, tyle że w międzyczasie strona już złoży kasację, albo na (c) za późne wniesienie kasacji, jeśli rozpatrującym ją będzie akurat sędzia SN, który ma inny pogląd i który uważa, najwyraźniej zgodnie zresztą z prawem, że doręczenie uzasadnionego postanowienia przysługuje z urzędu, tj. sam sąd bez wniosku sam z siebie to wykonuje – przypadek c) może się zdarzyć, jeśli strona będzie czekać na zrealizowanie jej wniosku i w efekcie wykroczy poza 1-miesięczny termin liczony w takim przypadku przez SN od wykonania tego pierwszego doręczenia, mianowicie doręczenia z urzędu; przypadki te całkowicie pokrywają zbiór możliwych scenariuszy działań strony, toteż nie ma ona żadnego wpływu na to, że przegra, jeśli tak chce SN, i możliwe będzie powoływanie się na rzekome i przekonujące może niektórych "przyczyny formalnoprawne").
  • W sprawie ściśle związanej ze spółką zagraniczną Niżyńskiego i widokami na pozyskanie dodatkowych pieniędzy, tj. w związku z bezpodstawną dowodowo akcją przypisania mu złej woli i bezpodstawnym prawnie przejęciem domen internetowych .pl jego spółki przez centralny rejestr .pl (instytut NASK), uporczywie przeczy się istnieniu prawa, które już zostało zdobyte i istnieje, a mianowicie ważnego pełnomocnictwa uprawniającego także do reprezentowania przed sądem i toczenia się danej sprawy sądowej, i niezbędnego jakoby do tego toczenia się. Jednocześnie oznacza to przekreślenie art. 92 k.p.c. przewidującego, że nawet gdy dokument nie zawiera w sobie wprost wyrażonego pełnomocnictwa procesowego, lecz omawia ogólniejsze tematy, będąc więc pełnomocnictwem materialnoprawnym, i tak można z niego wywodzić uprawnienie do reprezentowania przed sądem, jeśli to można wywnioskować ze znaczenia zastosowanych słów (sensu dokumentu), czyli nie jest tu przeszkodą materialnoprawny charakter pełnomocnictwa. Tymczasem już w kilku sprawach sądowych próbowano przeczyć uprawnieniu Niżyńskiego do reprezentowania jego spółki (której prezesem jest obcokrajowiec) przed polskimi sądami w oparciu przede wszystkim o to, że "przedłożone pełnomocnictwo jest pełnomocnictwem materialnoprawnym, a nie procesowym"; kolejne dokumenty również odrzucano, z równie absurdalnych przyczyn, np. z powodu nie podobającego się sądowi tytułu (choć dokumenty od prezesa stwierdzały wyraźnie istnienie prawa do reprezentowania przed sądem, a nawet konkretne wchodzące w grę sprawy sądowe) lub z powodu tego, że składane są dopiero później, a nie na dzień wniesienia pozwu (w wyniku czego sąd za dopuszczalne prawnie, a nawet najwłaściwsze, działanie uznawał zawieszenie postępowania: jest to niezgodne z prawem, ponieważ zawieszenie postępowania z powodu niewywiązania się z zarządzenia sądu stosuje się tylko wtedy, gdy nie ma innej możliwości, tymczasem w ogólności istnieje możliwość uzupełnienia pełnomocnictwa z opóźnieniem, w tym nawet później powstałym dokumentem). Powyższe zarzuty były to podstawowe wytaczane zarzuty, gdy tymczasem zarzut co do tego, że generalnie i tak nie każdy może być pełnomocnikiem (również nietrafny w istniejącej w tych sprawach sytuacji dowodowej, choć już bardziej nadający się na przedmiot sporu: chodzi tu mianowicie o tzw. pełnomocnika-zarządcę oraz pełnomocnika-zleceniobiorcę) podnoszono jedynie pomocniczo i drugorzędnie, i tylko w części przypadków. Można tu nadmienić, że orzecznictwo sądów, w tym SN, prowadzące do lekceważenia czy to art. 92 k.p.k., czy to art. 92 k.p.c., wydaje się być układane specjalnie z myślą o Piotrze Niżyńskim z uwagi na prawdopodobny – i nieraz poszlakowo-aluzyjnie sugerowany – rok pedofilii przeciwko niemu (1992; patrz nasz artykuł na ten m. in. temat w odpowiednich jego fragmentach). Oznacza to więc świadome psucie prawa przez sądy z przyczyn niemerytorycznych (a nawet: z powodu udziału w antyludzkiej grupie przestępczej), co jest przestępstwem.

Wygląda na to, że upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości i lansowanie niereprezentatywnych teorii prawnych (bo co do samego tekstu prawa nie ma sporów, "trzeba więc jakoś inaczej to prawo rozumieć" – ot zapewne zapatrywania różnych takich Kaczyńskich) stało się w Polsce poważnym i szeroko zakrojonym problemem. Szczególnie niepokoi fakt czynienia z Trybunału Konstytucyjnego kogoś postawionego zupełnie ponad całym systemem prawnym i wydającego niemalże polecenia poszczególnym organom państwowym, i mającego jakoby monopol na interpretowanie Konstytucji i w oparciu o to o wydawanie poleceń prawnych (w wyniku czego innym władzom grozi np. Trybunał Stanu za niesłuchanie ich), co jest w jaskrawej sprzeczności do zasady równowagi 3 gałęzi władzy (art. 10 Konstytucji RP, kojarzący się nota bene z informatykami za pośrednictwem koncepcji systemu binarnego opartego na cyfrach 1 i 0, a więc i z niniejszym nowo powstałym portalem internetowym oraz jego prezesem Piotrem Niżyńskim, z zawodu informatykiem; co ciekawe, jest nawet więcej takich przypadków ukrywania w liczbach, w numerach przepisów prawnych Konstytucji, określonych treści co do zamysłów ustawodawcy konstytucyjnego i jego poparcia lub braku poparcia dla pewnych teorii). Kreuje się teraz w istocie system monarchistyczny (co można porównać z ogłoszoną w 2016 r. przez Kościół intronizacją Chrystusa Króla w Polsce, na której to uroczystości były czołowe postaci w państwie, choć w istocie system ten jest zbrodniczy i przestępczy), a takiego w naszej Konstytucji nie ma. Dobrze było, gdy Trybunałowi przyznawano jedynie prawo do modyfikowania tekstu prawa, natomiast uznawanie jego swoistych glos (czyli komentarzy pochodzących od specjalisty w dziedzinie prawa) za wiążące grozi niszczeniem samych podstaw praworządności w kraju – w sytuacji, gdy wszystko wskazuje na to, że, jak mówił sędzia TK Lech Morawski, "sędziowie są skorumpowani", przy czym wypowiedź ta zdawała się dotyczyć tej właśnie hipotetycznej sprawy dodawania podatku do pensji w zamian za przychylne premierowi ("i Kościołowi", wg lansowanej wersji) orzekanie (uzasadnienie takiego objaśnienia wypowiedzi prof. Morawskiego znajduje się w naszym artykule Irracjonalne, prodyskryminacyjne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w przedostatnim akapicie przed nagłówkiem "Argumenty pokazujące błędność wyroku TK. Sprawa dziwnej zbieżności dat"). Szkoda, że zdaje się to popierać (może za nakazem urzędnika skarbowego) serwis LexLege.pl, nieraz przez nas wykorzystywany przy odnośnikach do tekstu prawa.

Można zresztą spodziewać się negatywnego ogólnego zjawiska polegającego na postępującym przenoszeniu ciężaru odpowiedzialności za politykę państwa w sferze publicznej, w dziedzinie tych skandali, które omawia portal xp.pl, na (jakoby najzupełniej poza podejrzeniem i kontrolą stojące) sądownictwo, na różne (w istocie przepojone fałszerstwami naukowymi i niewiernością prawu) rzekome "postępowania prawne", podczas gdy politycy pozostają bezczynni, umywają ręce w kwestii debaty publicznej (patrz np. brutalne, naruszające nietykalność traktowanie Piotra Niżyńskiego w Radzie Mediów Narodowych i analogicznie w warszawskim biurze poselskim PiS-u, mianowicie u posłanki Gosiewskiej), a nawet uznają, że "nie mają prawa" zajmować się sprawami kraju (np. zorganizować śledztwa). Tymczasem w istocie sprawy publiczne, w odróżnieniu od spraw indywidualnych, są właśnie tą domeną, w której polityka i partie polityczne powinna być dużo ważniejsza od różnych sądów i trybunałów. Tu idzie o demokrację, bo w Polsce to naród sprawuje władzę zwierzchnią. Powinna tu być więc zapewniona rozsądna swoboda, w tym aż nawet posunięta do możliwości usunięcia z urzędu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jeśli taka byłaby demokratyczna wola ludności i można by to wywieść z określonych podstaw prawnych. Sądy i trybunały są zaś przede wszystkim od stosowania prawa w sprawach indywidualnych (w dziedzinach kluczowych, a nie tych, w których robią to inne organy, np. prokuratura). Pewien wyłom z tej zasady, jaki stwarza istnienie Trybunału Konstytucyjnego, nie powinien przecież odwracać uwagi od tego, że jest ona ogólnie słuszna; Trybunał istnieje nie po to, by kluczową politykę na skalę całego kraju, decydującą o losach tysięcy, teraz to już realizowały jakieś organy "judykacyjne", kojarzące się nieco, proszę wybaczyć, z Izraelem, a nawet chciwością i gromadzeniem majątków, tylko po to istnieje, by zapewnić jakieś prawa mniejszości (np. parlamentarnych: wystarczy wedle Konstytucji "50 posłów") i rozstrzygać spory specjalistyczne, dotyczące ustaw. Nie jest na przykład domeną Trybunału wydawanie wiążących poleceń wszystkim organom państwa, "raz na zawsze", co do tego, jak należy postępować (jak karać, jak i czy w ogóle prowadzić śledztwa itp.). To jest znaczne wykroczenie poza jego rolę i sprzeniewierzenie się demokracji; organ sądowniczy może wewnętrznie stosować swoje uzasadnienia i wywody prawne, a nawet się nimi dzieli z politykami, w celu ułatwienia im pracy, gdyż typowo chcą oni uniknąć uchylenia ustaw przez Trybunał (a na pewno mają obowiązek, by ustawy te obiektywnie rzecz biorąc były zgodne z Konstytucją – w razie czego za naruszenie tego obowiązku mogą odpowiadać nawet kryminalnie), tym niemniej nie jest to organ od wydawania demokratycznie przecież wybieranym politykom poleceń, jedynych słusznych interpretacji Konstytucji wiążących cały kraj itd. Ten przerost, jak również widoczne upolitycznienie i przejawy machinacji przy orzekaniu, rażą i stanowią fakt zagrażający ustrojowi naszego kraju.

(n/n, zmieniony: 6 wrz 2019 00:11)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2019 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal