1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILUSŁUGITARGCZATSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

Tusk z Sienkiewiczem nielegalnie zmienili władze TVP, Polskiego Radia i PAP

21 gru 2023 10:14

Minister Kultury Bartłomiej Sienkiewicz ogłosił, że na jednoosobowym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy TVP S.A., Polskiego Radia S.A. i PAP S.A. odwołał rady nadzorcze i zarządy tych spółek oraz powołał nowe rady nadzorcze, które następnie samowolnie uchwaliły powołanie nowych zarządów (zapewne wg poleceń polityków).

Czynność ta miała być dokonana w siedzibie ministerstwa w obecności notariusza, który sporządził odpowiedni protokół. W efekcie 20.12.2023 r. w godzinach popołudniowych dziesiątki funkcjonariuszy Policji, często nadjeżdżających furgonetkami z kogutem i na sygnale w długim zwartym szyku, otoczyły m. in. oba gmachy TVP (na Woronicza i na pl. Powstańców Warszawy) i odgraniczyły je taśmą i kordonem od stosunkowo niedużej liczby osób przed nimi się znajdujących na placu (ok. 100-120 osób na Woronicza, w tym dziennikarze), uniemożliwiając wejście kogokolwiek. W środę 20.12 w godzinach popołudniowych i wieczornych do siedziby głównej TVP nie można się było zbliżyć na mniej niż ok. 100 metrów (w czwartek 21.12 Policja nadal patrolowała wejście do budynku, choć w mniejszej ilości; nadal obowiązywała taśma). Liczni policjanci są też bezpośrednio przy wejściu do TVP po obu stronach, tj. na zewnątrz i od wewnątrz. Przed budynkami rozmieszczono sporą liczbę radiowozów z migającymi kogutami. Wszystko to kreuje wrażenie, jak gdyby to Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji (zapewne na zlecenie koordynującego całą operację premiera Tuska) zapewnił nowym władzom taką pomoc.

Minister Kultury odpowiadając dziennikarzom na pytania o okupujących budynek przy Woronicza polityków PiS skwitował to dn. 20.12.2023 r. rano (przed 10:30) słowami "nic nie wskórają" (patrz artykuł PAP). Słowa te można rozczytać jako aluzję do rejestracji radiowozów policyjnych w Warszawie HPZ (jak "ch... pan zrobi"; tak też nieraz je "objaśniali" Piotrowi Niżyńskiemu spikerzy tortury dźwiękowej, o której informujemy m. in. w artykule o grających nieruchomościach). W czasie, gdy minister mówił te słowa, Policja jeszcze nie otoczyła i nie zablokowała budynku. Widocznie były już takie plany, uzgodnione międzyresortowo.

Wybrańcem rządu w telewizji publicznej okazał się Tomasz Sygut, którego nazwisko zapewne ma nawiązywać do znanej z Biblii wypowiedzi szatana do Ewy: eritis sicut dii ("będziecie jako bogowie"). Jest to zapewne aluzja do nieustannego stosowania przez bodajże podsłuchową komórkę TVP przekazu podprogowego szeptanego (i tortury dźwiękowej) – względem śledzonego i dręczonego Piotra Niżyńskiego, a nieraz też innych osób – co daje nieograniczoną władzę nad ludzkim umysłem (chodzi o dźwięki emitowane na zasadzie niechcianego radia z wszędobylskich drągów żelbetowych z elektronicznym rdzeniem). Stosowany jest też tam "wszechwiedzący" wszystkowidzący podsłuch radarowy, opierający się o radar szumowy przy odpowiednich satelitach rządach, który może bez żadnego montażu i bez współpracy po stronie obserwowanego miejsca podsłuchiwać i oglądać dowolne miejsce na Ziemi (w praktyce taki podsłuch podąża za osobą śledzoną np. do toalety, na miasto itd., a rozdzielczość uzyskiwanych obrazów jest tak dobra, że pozwala zdalnym operatorom czytać z kartek i książek znajdujących się w śledzonym miejscu). Ogólniej też kojarzy się owo "będziecie jak bogowie" z pełnym przyzwoleniem ma nawet rażące przekroczenia uprawnień w polityce (że strony premiera, prezydenta, papieża), np. zabójstwa polityczne. O procederze typowania ludzi po nazwisku do czegoś złego informowaliśmy już wielokrotnie w dziale Kryminalne, Piotr Niżyński zrobił też o tym podstronę swego bloga: http://bandycituska.com/ponazwisku.html. Eritis sicut dii to jeden z nielicznych znanych mu (od wielu wielu lat) łacińskich cytatów z Biblii (wiedzą o tym operatorzy podsłuchu telewizyjnego), co pewnie wpłynęło na wybór nazwiska (generalnie bowiem "sicut" na pewno pada w całej łacińskiej Biblii mnóstwo razy). Dodajmy, że jednym z pierwszych posunięć nowej ekipy (a właściwie to kolaborujących z nią starych dyrektorów) było wyłączenie sygnału TVP Info i strony internetowej www.tvp.info.

Złamanie prawa

Działanie rządu wydaje się nielegalne, ponieważ zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 22 czerwca 2016 r. o Radzie Mediów Narodowych – który nie został nigdy uchylony ani przez Sejm, ani przez Trybunał Konstytucyjny (w części ani w całości) – organem właściwym w sprawie powoływania i odwoływania składów osobowych organów jednostek TVP, Polskiego Radia i PAP jest Rada Mediów Narodowych. Oznacza to wyłączenie zwykłej kompetencji Rady Ministrów jako akcjonariusza spółek Skarbu Państwa do powoływania i odwoływania ich rad nadzorczych i zarządów. Takie jest obecnie obowiązujące prawo (tzw. lex specialis względem ogólnych przepisów Kodeksu spółek handlowych).

Trybunał Konstytucyjny częściowo uchylił w 2016 r. pod sygnaturą K 13/16 (patrz wyrok) wprowadzone przez PiS przepisy nowelizujące art. 27 ust. 3 ustawy o radiofonii i telewizji i art. 28 ust. 1 i 1e ustawy o radiofonii i telewizji (które to artykuły mówią o tym, jak są powoływani członkowie rad nadzorczych i zarządów ww. spółek: od 2016 r. po prostu samodzielnie przez ministra, a potem przez RMN), nie zdecydował się jednak na ich całkowite wykreślenie z systemu prawnego, a jedynie wskazał (tzw. uchylenie "w zakresie"), że nielegalna jest procedura powoływania władz państwowych spółek medialnych nie uwzględniająca roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nie zakwestionował jednak ani istotnej czy też centralnej roli Rady Mediów Narodowych (że więc to ona powołuje odpowiednie władze), ani pozbawienia ministra prawa do powoływania rad nadzorczych spółek radiofonii i telewizji, które z tych przepisów wynika (patrz też art. 26 ust. 4 ww. ustawy, fragment przy słowach "z zastrzeżeniem"). Ponadto pozostał w mocy ww. art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych. Ponieważ przepis ten (który wyłącza rolę ministrów w powoływaniu rad nadzorczych) pozostał w mocy – jest to nadal część obowiązującego systemu prawnego – a przy tym zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego powoływanie rad nadzorczych samodzielnie przez ministra też jest niekonstytucyjne, należy uznać, że rząd nie był władny dokonać zmian personalnych w TVP, Polskim Radiu i PAP. Po prostu do takiego kroku podstaw nie daje ani tekst prawa na szczeblu ustaw, ani względy prokonstytucyjne związane z wnioskami z orzecznictwa TK. Wprawdzie odnośnie ww. art. 2 ust. 1 mówi się o tzw. wtórnej niekonstytucyjności, czyli w oczywisty sposób wynikającej z niekonstytucyjności innego, uchylonego przepisu (co oznacza, że nie jest wymagany odrębny wyrok TK na ten temat), ale po pierwsze niekonstytucyjność ta uchyla ten przepis tylko w zakresie, w jakim nie przewiduje on udziału Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w procedurze powoływania władz spółek państwowej radiofonii i telewizji. Natomiast w zakresie, w jakim pozbawia on uprawnień władczych ministra, nie jest on uchylony (a takie pozbawienie uprawnień z tego przepisu wynika, jest ono jego częścią, ponieważ stwierdza on, że organem właściwym do powoływania ww. władz jest RMN, czyli w każdym razie nie rząd; w prawie bowiem "właściwość", np. właściwość [konkretnego] urzędu skarbowego lub właściwość [konkretnego] sądu, rozumie się jako to, że coś jest w gestii tego-a-nie-innego organu). A zatem zgodnie z obowiązującym w tym zakresie przepisem, będącym częścią prawa w Polsce, minister nie może takich władz powoływać. (Podobnie też przepisy ustawy o radiofonii i telewizji nigdy nie zostały uchylone przez Trybunał Konstytucyjny w zakresie, w jakim one pozbawiają ministra i radę nadzorczą uprawnień do powoływania władz TVP i PR. To nie jest nic niekonstytucyjnego. Nadal więc to odebranie uprawnień wchodzi w skład obowiązującego prawa(!).) Rząd Tuska natomiast zachowuje się tak, jak gdyby odnośne przepisy zostały całkowicie wykreślone z systemu prawnego: nie uchylone w pewnym ograniczonym zakresie, tylko zgoła wykreślone (rzekomo "nie mają żadnych konsekwencji", "wszystkie ich konsekwencje zostały przekreślone"). Po drugie: tak samo wtórnie niekonstytucyjne są w takim razie przepisy Kodeksu spółek handlowych w zakresie, w jakim stosuje się je do spółek państwowej radiofonii i telewizji, których właścicielem jest Skarb Państwa reprezentowany przez władzę wykonawczą – Radę Ministrów. Też one nie przewidują udziału KRRiT w procedurze wyłaniania władz, przez co "nie nadają się do stosowania". Jest to na podstawie wyroku K 13/16 bardzo jasne.

Można tu dodać, że zgodnie z § 26 ust. 1 statutu TVP Walne Zgromadzenie obraduje w siedzibie Spółki, a nie w ministerstwie. To kolejny problem z działaniami ministra Sienkiewicza, podniesiony przez Interia.pl. Ponadto, jak wskazuje z kolei dr Roszkiewicz, nawet na gruncie Kodeksu spółek handlowych, gdyby można go było stosować, sposób powołania rady nadzorczej zależy od statutu (art. 385 § 1-2 k.s.h.). Tymczasem zaś wszystkie 3 odnośne spółki medialne Skarbu Państwa mają w statutach zapisy o powoływaniu rady nadzorczej przez Radę Mediów Narodowych (TVP: § 18 ust. 1; Polskie Radio: § 17 ust. 1; PAP: § 28 ust. 1). Nietypowe uregulowania statutu dotyczące powoływania rady nadzorczej można pominąć, jeśli w spółce złożony został wniosek o głosowanie w grupach akcjonariuszy nad członkami rady nadzorczej (art. 385 § 3 k.s.h.), ale w tym przypadku takiego wniosku nie było.

Szczególnie jaskrawo nielegalne były działania względem Polskiej Agencji Prasowej S.A., jako że w tym przypadku nie było nawet żadnego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego uchylającego choćby w części jakikolwiek przepis (ww. wyrok K 13/16 odnosił się tylko do spółek radiofonii i telewizji) i doszło wobec tego do w żaden sposób od strony prawnej nieuzasadnionego złamania art. 8 ust. 2 i art. 9 ust. 1 ustawy o Polskiej Agencji Prasowej. Przepisy te wyraźnie stwierdzają, że władze PAP są powoływane przez Radę Mediów Narodowych; jest to lex specialis (prawo szczególne) względem ogólnych przepisów Kodeksu spółek handlowych, na które powołał się minister, i to ono ma zastosowanie zgodnie z powszechnie uznawaną zasadą lex specialis derogat legi generali. Powołanie przez ministra nowej rady nadzorczej (w dodatku w celu powołania przez nią nowego zarządu) naruszało prawo w sposób najzupełniej niewątpliwy.

Podsumowując, w obowiązującym stanie prawnym powoływanie władz spółek medialnych przez ministra czy radę nadzorczą jest niewątpliwie nielegalne, a minister złamał prawo. Natomiast PiS ma pełne prawo za pośrednictwem Rady Mediów Narodowych ustanowić swego faworyta (jak ogłoszono dn. 26.12, jest to Michał Adamczyk) prezesem TVP, z tym, że z uwagi na wspomniany wyrok K 13/16 oraz zawarte w nim wytyczne zwłaszcza dla sądów rejestrowych (patrz przedostatnie zdanie uzasadnienia wyroku), do wniosku o rejestrację zmian w KRS spółka powinna – nawet zwyczajnie dla bezpieczeństwa, z uwagi na spodziewaną stronniczość prorządową sądów wyrażającą się w teraz to nagłej zmianie poglądów – dołączyć pozytywną opinię o kandydacie uchwaloną przez KRRiT. Taka rozszerzona procedura wydaje się w obecnych realiach konieczna.

Liczne nieprzychylne opinie prasy i autorytetów w cieniu najwyraźniej odgórnie podyktowanej prorządowej postawy prasy

Działania rządu względem państwowych spółek medialnych jako pierwszy mocno skrytykował portal Interia w artykule "TVP i TVP Info. Przejęcie mediów publicznych. Wiele znaków zapytania", wskazując aż na 4 różne problemy. Następnie dołączył się do tego portal Wirtualna Polska w artykule "Nielegalnie, niezgodnie, widowiskowo i skutecznie [OPINIA]". Natomiast Onet.pl opublikował artykuł Business Insider pt. "Minister kultury zmienia władze TVP. Czy to legalne? [OPINIA PRAWNA]", który bronił decyzji rządu. Wskazywał na istnienie luki legislacyjnej po uchylonych zakresowo art. 27 ust. 3 i art. 28 ust. 1 ustawy medialnej (co jakoby sprawia, że pozostają w mocy ogólne przepisy KSH) oraz na rzekome "konstytucyjne uprawnienia akcjonariusza względem swojej spółki" (art. 64 ust. 1 Konstytucji RP), mające być uzasadnieniem do sprawowania przez rząd kontroli nad spółką w trybie Kodeksu spółek handlowych. To drugie z pewnością nie jest prawdą. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego państwo nie jest bowiem podmiotem konstytucyjnych wolności i praw (patrz np. postanowienia TK o sygnaturach Ts 72/01, Ts 148/00, Ts 35/04 i Ts 36/05). W dalszej kolejności także i portal Onet.pl opublikował krytyczny względem rządu artykuł Business Insider ("Czy minister mógł zmienić władze TVP? Konstytucjonalista nie ma wątpliwości" z opinią m. in. prof. Piotrowskiego, o której można też poczytać w DoRzeczy.pl; patrz też jego wystąpienie w TV), podczas gdy poprzedni artykuł przestał być eksponowany na stronie głównej. Ponadto działania ministra publicznie skrytykowały pod względem ich zgodności z prawem następujące osoby i instytucje: Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek (patrz artykuł niezalezna.pl), Helsińska Fundacja Praw Człowieka (patrz stanowisko), Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris (patrz analiza), Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski (który mówił w tym kontekście o stosowaniu przez rząd metod siłowych i potrzebie zaakceptowania ograniczeń wynikających z zasady praworządności, patrz stanowisko), sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (patrz oświadczenie) oraz cały zarząd katowickiego oddziału SDP (patrz stanowisko), Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy wraz z Europejską Federacją Dziennikarzy (patrz artykuł wirtualnemedia.pl, wprawdzie zastrzeżenia prawne są tam zaledwie zasugerowane), Słoweńskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Patriotycznych (źródło: wpolityce.pl), prof. Andrzej Zoll (patrz wywiad – przedostatnie pytanie), konstytucjonalistka prof. Łabno (patrz wideo), Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Manowska (patrz wystąpienie w telewizji; sposób przeprowadzenia zmian w mediach publicznych i to, co się wydarzyło w siedzibie TVP, to wg niej "bandyterka"), prawnik prof. Genowefa Grabowska (patrz artykuł), konstytucjonalista radca prawny dr Janusz Roszkiewicz (patrz analiza), stowarzyszenie Prawnicy dla Polski (patrz stanowisko), Prokuratura Regionalna w Warszawie (w sądzie wnosi o odmowę dokonania wpisu do KRS, patrz dokument), a także potępiły to organy uznawane za opanowane przez PiS: Prezydent RP, Rada Mediów Narodowych i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ponadto wicemarszałek Sejmu z Konfederacji oraz oczywiście liczni posłowie PiS-u. W dodatku krytyczne wypowiedzi padają nawet ze strony przedstawicieli koalicji rządzącej KO-Trzecia Droga-Lewica. Poseł Partii Razem Maciej Konieczny (Lewica) stwierdził, że sposób przeprowadzenia zmian w mediach publicznych nie był właściwy (źródło: wprost.pl). Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar przyznał z kolei, że przyjęta przez rząd droga może budzić (prawne) wątpliwości (źródło: Onet.pl). W podobnym tonie wypowiedział się wiceszef klubu parlamentarnego PSL-Trzecia Droga Marek Sawicki (patrz artykuł wpolityce.pl), a także współprzewodniczący Lewicy Razem Adrian Zandberg (patrz artykuł wpolityce.pl).

Trzeba tu też odnieść się do znanego postanowienia Trybunału Konstytucyjnego o zabezpieczeniu, które polecało Skarbowi Państwa powstrzymać się od zmian w składzie osobowym organów ww. spółek. Wydaje się ono nielegalne i jako takie nie stanowi akurat żadnej istotnej przeszkody. Wskazuje się na jego wadliwość związaną ze złym składem Trybunału, ponieważ w orzekaniu uczestniczył tzw. dubler (takie składy TK za nielegalne uznawał Europejski Trybunał Praw Człowieka oraz wielu profesorów, a także Sąd Najwyższy). Mowa tu o sędzim, którego Sejm powołał, mimo że brakujący sędzia został już kilka miesięcy wcześniej powołany przez Sejm (jedynie brakowało zaprzysiężenia go przez prezydenta). W składzie orzekającym była też Krystyna Pawłowicz, powołana nielegalnie, gdyż jej wiek w momencie powołania przekraczał maksymalny wiek ustawowy. Z argumentami tymi można się zgodzić, z tym, że tak czy inaczej budzi bardzo poważne wątpliwości prawne rzekoma możliwość wydawania przez TK wiążących poleceń innym organom państwa. Kompetencja taka nie jest wpisana w art. 33 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK, który wyczerpująco wylicza, jakiego rodzaju orzeczenia (zgodnie z Konstytucją – powszechnie obowiązujące) wydaje TK (tzw. katalog zamknięty). Wprawdzie w postępowaniu cywilnym, do którego zasad odsyła ww. ustawa, przewidziane jest postępowanie zabezpieczające, ale postanowienia są wiążące tylko dla stron postępowania (w sprawach przed TK są to Sejm, Prokurator Generalny oraz wnioskodawca). Prawo do rozkazywania innym organom państwa przez władzę sądowniczą, do której należy TK, do wydawania wiążących poleceń, wydaje się rażąco naruszać podział i równowagę władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej (art. 10 ust. 1 Konstytucji RP). Władza wykonawcza jest władzą odrębną od sądowniczej i o ile nie dochodzi do wykreślenia przepisu z aktu prawnego (lub uchylenia całego aktu prawnego), może ona mieć inne zdanie niż sądownicza lub inaczej interpretować czy też stosować prawo i powinno to być pod ochroną. Inaczej bowiem ustrój zaczyna przypominać monarchię, w której monarchą despotycznym jest Trybunał Konstytucyjny pozostający ponad wszelkimi innymi organami. Tak zaczyna być, gdy dysponuje on prawem wydawania wiążących poleceń według własnego uznania. Należy też zauważyć, że w monteskiuszowskiej filozofii trójpodziału władzy przewidziano, że władze powinny się nawzajem kontrolować i patrzeć sobie na ręce tak, by źle funkcjonującą jedną władzę mogła naprawić inna. Summa summarum absolutnie zwierzchnia nad wszystkimi organami państwa rola Trybunału Konstytucyjnego już nie tylko odnośnie uchylania przepisów, ale też na zasadzie wydawania pozostałym władzom poleceń, wydaje się sprzeczna z tym postulatem i z zasadą trójpodziału i przede wszystkim równowagi władz zapisaną w art. 10 Konstytucji. Tym bardziej więc nie można tego przyjmować w braku wyraźnego unormowania takiej możliwości w ustawie (ustawa o organizacji i trybie postepowania przed TK, art. 33 określający wyczerpująco kompetencje TK).

Dodatkowo na odnotowanie zasługuje tutaj skrajna, niemerytoryczna stronniczość znacznej większości mediów komercyjnych, które – jakkolwiek początkowo pozwalały sobie na pewną krytykę posunięcia rządu (choć później np. artykuł krytyczny szybko zabierano ze strony głównej, podczas gdy np. świeci tam od roku niezmiennie w ramce ze zdjęciem artykuł o przepisie na tartą z kurczakiem) – obecnie przyjęły na siebie zadanie "zaklepywania" forsowanych z pomocą Policji zmian rządowych w mediach publicznych, w tym PAP. Nie potrzebują przekonywać, nie godzą się nawet na to, że może w sprawie są 2 stanowiska, że jest jakiś spór: dla nich wszystko jasne, trzeba głosić wersję rządową. Przykładowo, o powołanym przez RMN dn. 26.12.2023 na podstawie starych procedur prezesie Adamczyku piszą jako o "prezesie" w cudzysłowie (analogicznie też np. wciska się czytelnikom, że poprzednią radę nadzorczą odwołano i że nie ma ona żadnych uprawnień), podczas gdy o T. Sygucie zawsze pisze się z szacunkiem jako o obecnym prezesie TVP (i analogicznie też o Zemło jako o przewodniczącym rady nadzorczej) – tego się nigdy nie kwestionuje. Jedynie bardzo nieliczne media, jak np. DoRzeczy.pl, wPolityce.pl, Niezalezna.pl, w mniejszym stopniu bodajże także rp.pl, pozwalają sobie kiedy niekiedy pisać o Sygucie "prezes" (w cudzysłowie) albo "osoba mianowana na prezesa przez ministra kultury" itp. (oczywiście o zamachu na media publiczne mówi też kontrolowany przez państwowy pisowski Orlen portal i.pl, który jest dosyć popularny; taką narrację prezentuje też Telewizja Republika i telewizja wPolsce.pl). Przykłady rozpowszechnionej w prasie (zwłaszcza tej internetowej) stronniczości "zaklepującej" nowo powołane z naruszeniem prawa władze i zwalczającej ich konkurentów np. przy pomocy cudzysłowów można znaleźć np. w Fakcie (Rada Mediów Narodowych zgłasza nowego "prezesa" [...]), Gazecie Wyborczej (w artykule dot. Adamczyka jak gdyby nigdy nic, nietknięci naszymi przecież merytorycznymi prawnymi argumentami, nietknięci rozumem: "Ale Telewizja Polska ma już legalnego prezesa Tomasza Syguta"), Gazeta.pl (Michał Adamczyk z nową posadą? Rada Mediów Narodowych zgłosiła kolejnego "prezesa" TVP), NaTemat.pl (PiS "powołał" kolejnego antyprezesa TVP [...]), Radiu Zet (Rada Mediów Narodowych "powołała prezesa TVP" [...]), Onet.pl (Awantura wokół TVP. Rada Mediów Narodowych zgłasza nowego "prezesa" telewizji, Członek Rady Mediów Narodowych o kulisach wyboru nowego "prezesa TVP". [...]), Interia.pl (Oświadczenie Michała Adamczyka. "Prezes" TVP chce ukarać winnych) – to tylko kilka przykładów, bo problem jest sporo szerszy: nieskrępowane robienie z Syguta niewątpliwego prezesa (analogicznie też odnośnie PAP-u) i wyśmiewanie, lekceważenie jego konkurentów jest powszechne w branży, za co w takim razie najpewniej odpowiadają władze firm medialnych, w tym redaktorzy naczelni. Ze względu na skoordynowanie głównych mediów elektronicznych wygląda to na jakąś dyrektywę rządową, prawdopodobnie od samego premiera, coś jak inna charakterystyczna przypadłość mediów: to, że od czasu wybrania Tuska na premiera w 2023 r. media powszechnie rzuciły się na nieistniejące słowo "ministra" (w mianowniku) i zaczęły je wpychać Polakom zamiast normalnego "minister" także na określenie kobiety (przy czym ma to podobno korzenie w kręgach rządowych: same nowo powołane panie minister tak się podobno nazywały czy też chciały być nazywane). Jak widać można coś mało w sumie rozumnego, a na pewno obcego polskiemu duchowi, łatwo przepchnąć w bardzo wielu mediach jednocześnie, całkiem zakulisowo, po prostu mocą wysokiego stanowiska. Czy więc tak samo jest z tą przychylnością względem małego coup d'etat, do którego tutaj doszło? I czy za ewidentnym sympatyzowaniem z poczynaniami premiera, choćby nielegalnymi (a więc: odchodzącymi od wierności zasadzie demokratycznego państwa prawnego), nie stoi po prostu interes pieniężny i układ odnośnie niewpłacanych podatków?

Przytoczmy jeszcze jeden przykład. Również w artykule Onet.pl pt. "Rada Mediów Narodowych wskazała swojego prezesa TVP. »Rzeczywistość równoległa«" autorzy są jak widać nietknięci tą prawdą, że przepisy Kodeksu spółek handlowych o wybieraniu zarządu przez radę nadzorczą i o wybieraniu rady nadzorczej przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy są w przypadku spółek państwowej radiofonii i telewizji wyłączone przez wspomniane przez nas art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych, art. 26 ust. 4 ustawy o radiofonii i telewizji (przy słowach "z zastrzeżeniem"), a także art. 27 ust. 3 i art. 28 ust. 1e ustawy o radiofonii i telewizji. Tych przepisów, których przecież nie wykreślono doszczętnie z systemu prawnego, a jedynie (w przypadku dwóch ostatnich) podważono ich stosowanie w pewnym ograniczonym zakresie, tj. pewną praktykę (sposób) ich stosowania (którą jednak można zastąpić praktyką bardziej konstytucyjną) – przepisów tych, które wyłączają kompetencje ministra i rad nadzorczych w dziedzinie powoływania władz (co jest ich częścią, najzupełniej zgodną z Konstytucją i orzecznictwem TK, i nie doszło w tym zakresie do żadnego uchylenia) – artykuł w ogóle nie dostrzega, ignoruje je. Ignoruje się też i to, że z orzecznictwa TK tak samo wynika niedopuszczalność stosowania przepisów Kodeksu spółek handlowych w odniesieniu do TVP i Polskiego Radia (jako w identyczny sposób wadliwych, co art. 2 ust. 1 ustawy o RMN rozumiany tak, że RMN nie musi nic konsultować z KRRiT). Te argumenty przytaczaliśmy, ale one do dziennikarzy jakoś nie chcą dotrzeć. Relacja dziennikarska z wydarzeń w Radzie Mediów Narodowych sprowadza się bowiem do takiego oto naiwnego trywializowania: "We wtorek RMNtakże kontrolowana przez PiSwskazała na prezesa TVP Michała Adamczyka, jedną z twarzy partyjnej propagandy w »Wiadomościach«. Tyle że wcześniej szef Rady Nadzorczej TVP Piotr Zemłamianowany przez ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza z Koalicji Obywatelskiejwyznaczył już na prezesa publicznej telewizji Tomasza Syguta". Autorzy powinni zrozumieć, że w kwestii zgodności z prawem decyduje to, co jest zapisane w prawie (prawa i obowiązki różnych organów państwowych), i analiza tego, a nie cele polityczne i obiecanki co do rzekomo koniecznie "dobrych zamiarów" nowej robiącej rewolucję ekipy politycznej. Zasada demokratycznego państwa prawnego wymaga, by politycy narzucali sobie ograniczenia związane z treścią prawa, co było przedmiotem słusznej krytyki pod adresem koalicji ze strony Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Gądeckiego (patrz artykuł KAI). Zaś wywiad z profesorami Kappes i Siemiątkowski, który tu może chciano by przytaczać na ratunek, w żaden sposób nie obala ani nawet nie podważa racjonalnie argumentów przytoczonych w niniejszym artykule, podnoszonych też przez profesorów prawa takich, jak wspomniany tu wcześniej prof. Piotrowski czy prof. Wiącek. Po prostu te nasze argumenty są w tym wywiadzie nie dość dostrzeżone, nie poddane rzeczowej polemice. Zamiast tego profesorowie dyktują ludziom, co mają myśleć: co jest "OK" i co jest "nie OK". Ów wywiad z Koppesem i Siemiątkowskim, który można przeglądać na stronie internetowej https://oko.press/nowe-wladze-tvp-sienkiewicz-nie-zlamal-prawa i którego najkrótszym podsumowaniem jest słowo "lizusostwo" (być może był tu w ogóle jakiś telefon pogróżkowy z urzędu skarbowego do obu uczelni, które jak można się domyślić nie płacą podatków za sporą część swych pracowników, robiąc z nich pomocników kryminalnej komórki podsłuchowej TVP), ma się tak do dobrze przemyślanych argumentów z niniejszego artykułu, jak rozumowanie płytsze, bardziej bujające w obłokach i ogólnikach do rozumowania głębszego, wierniejszego nauce i ściślej litery prawa oraz wyroków TK się trzymającego. Art. 27 ust. 3 i art. 28 ust. 1e ustawy o radiofonii i telewizji nie "wyleciały" z systemu prawa, nie zostały wykreślone, one nadal istnieją; przekreślono jedynie takie ich stosowanie, że w procedurze powołania przez RMN nowych władz (jako że TK w sentencji powołał się na stan prawny znowelizowany przez ustawę o RMN, tj. Dz.U. 2016 poz. 929) KRRiT nie ma żadnej decyzyjnej roli. Wydaje się, że uzupełnienie tej procedury o oparte na Konstytucji RP żądanie, by KRRiT dokonała wiążącego zaopiniowania kandydata na członka zarządu lub rady nadzorczej, po czym złożenie do sądu dokumentu powołania wraz z dokumentem opinii KRRiT, rozwiązuje problem niekonstytucyjności. Nie trzeba tutaj szczegółowej ustawy o tym, że KRRiT jest w tej sprawie potrzebna lub że wydaje uchwałę, bo to wynika z Konstytucji. W ten więc sposób można sprawę załatwić, co pokazuje, że panowie profesorowie stanowczo zagalopowali się całkowicie przekreślając przepis. Można w jego ramach zadziałać legalnie. I naprawdę nie trzeba aż do tego legalnego zadziałania udawać, że przepis totalnie nie istnieje, że nie istnieją jego implikacje w rodzaju wyłączenia kompetencji rady nadzorczej i Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy (implikacje nigdy nie uchylone przez TK) i że dobrym, zgodnym z prawem i Konstytucją rozwiązaniem jest rzekomo powoływanie władz TVP przez ministra bez udziału KRRiT – co przecież właśnie zgłoszono do TK pod sygnaturą K 13/16 i co w świetle tego wyroku jest właśnie nielegalne.

Przykładem propagandy z kolei z portalu Wirtualna Polska jest twierdzenie z artykułu "Agata Młynarska zareagowała na nowego prezesa TVP. Cytuje słowa swojego ojca", iż rzekomo "Trybunał Konstytucyjny w grudniu 2016 r. uznał Radę Mediów Narodowych za niekonstytucyjną". W rzeczywistości zaś w odnośnym wyroku K 13/16 napisano o RMN, że "Z chwilą wejścia w życie ustawy o RMN, powoływanie osób do pełnienia wymienionych funkcji odbywa się z udziałem Rady Mediów Narodowych. Organ ten jest uprawniony do powoływania członków zarządu oraz rad nadzorczych spółek publicznej radiofonii i telewizji oraz wyrażania zgody na powołanie dyrektora terenowego oddziału takiej spółki". W żaden sposób TK nie podważył tego, że ostateczny akt powołania ma pochodzić od RMN ani tym bardziej nie zdelegalizował tego organu, rzecz tu była jedynie o tym, by na drodze do tego uwieńczenia całej procedury decyzyjną (decydującą) rolę miała KRRiT. Na ten stan rzeczy i przesadę w protuskowych mediach wskazywali przedstawiciele pisowskich władz polityczno-telewizyjnych oraz fundacja Ordo Iuris.

Kolejny przykładowy klakierski artykuł powielający narrację rządową to "Potężne turbulencje na starcie rządów Donalda Tuska. Kto wygrywa walkę o budżet i media" (Onet.pl). Jak w nim czytamy – co napisano już wiele dni po tzw. "wejściu", bo 27.12.2023, czyli niejako na zakończenie sporu (sic!) – "Proces odwołania starych władz TVP odbył się dzięki wykorzystaniu luki legislacyjnej i Kodeksu spółek handlowych, dzięki czemu minister Bartłomiej Sienkiewicz powołał nową radę nadzorczą TVP, która powołała nowy zarząd". Abstrahując już od tego, że pomija się tutaj gigantyczny skandal w postaci bezprawnej ingerencji ministra we władze PAP, jest to skrótowe wyrażenie teorii "skoro Trybunał Konstytucyjny coś tam w drobnym zakresie uchylił, to wchodzi Kodeks spółek handlowych", którą próbuje nam wmówić minister, a która jak już pokazaliśmy jest fałszywa – i to aż z 2 powodów. Powtórzmy je. Po pierwsze, ponieważ przepisy w nieuchylonej ich części wykluczają prawo ministra do powoływania i odwoływania władz TVP i PR. Nigdy w tym zakresie nie doszło do żadnego uchylenia. Owo wynikające z przepisów (art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych, art. 26 ust. 4 ustawy o radiofonii i telewizji przy słowach "z zastrzeżeniem", a także art. 27 ust. 3 i art. 28 ust. 1e ustawy o radiofonii i telewizji) wyłączenie uprawnień Skarbu Państwa reprezentowanego przez ministra jest przecież zgodne z Konstytucją. Należy pamiętać, że art. 27 ust. 3 i art. 28 ust. 1/1e, o które tu chodzi i które jako jedyne doznały uszczerbku, nie zostały wykreślone z ustawy, a więc potraktowane w taki sposób, że przepadają ich wszystkie konsekwencje, lecz zostały zaledwie uchylone zakresowo, czyli co do pewnej części ich konsekwencji. Takie uchylenia zawsze z natury rzeczy mają bardzo subtelne jedynie skutki prawne, dotyczące jedynie pewnych wybranych wniosków wyłaniających się z treści prawa. Przykładowo art. 27 ust. 3 sugerował, że Rada Mediów Narodowych powołując nowy zarząd np. TVP może działać samowolnie i bez zgody KRRiT. To nie jest może wpisane w tym przepisie wprost, można sobie wręcz wyobrazić inne rozwiązanie (np. działanie w oparciu o pisemne stanowisko KRRiT na temat kandydata) jako również zgodne z literą ustawy, ale przy takim sformułowaniu sprawy i w braku przepisów szczególnych zasugerowane jest, że to uzgodnienie stanowiska z KRRiT nie jest wymagane. Ktoś może to tak zrozumieć – i to wystarczy! Można uchylić przepis zakresowo nawet jeśli określone wnioski z niego są niekonieczne i nie przez wszystkich podzielane. Tę konkluzję o samodzielności RMN, normalnie rzecz biorąc wydającą się wynikać z prawa, Trybunał Konstytucyjny uchylił, co jednak nie znaczy, że przepis przepadł (albo jak to niektórzy mówią, że "RMN uznano za ciało niekonstytucyjne" lub że "RMN nie ma prawa powoływać władz spółek medialnych") i że jest już tylko "luka legislacyjna", "brak regulacji dotyczących powoływania zarządu TVP"(!). Z przepisów art. 27 ust. 3 i art. 28 ustawy o radiofonii i telewizji wynika też przecież w szczególności przekreślenie uprawnień ministra (por. art. 26 ust. 4) i to przy tak wąsko określonym zakresie uchylenia pozostało w mocy. Po drugie, teoria o wyłaniającym się ze stanu prawnego uprawnieniu ministra jest fałszywa, ponieważ względy prokonstytucyjne związane z orzecznictwem TK (W 6/95 oraz osławiony K 13/16) również uznają takie ingerencje za nielegalne, tj. w tym przypadku: niekonstytucyjne. Gdyby nawet przepisy art. 27 ust. 3 i art. 28 przepadły w całości, to w tej nowej sytuacji prawnej spowodowanej ewentualnym orzeczeniem TK na ten temat doszłoby do tzw. wtórnej niekonstytucyjności systemu prawa, a mianowicie niekonstytucyjności przepisów Kodeksu spółek handlowych o powoływaniu władz w spółce akcyjnej w zakresie, w jakim się je stosuje do TVP i PR. (No, chyba że ktoś nie uznaje koncepcji wtórnej niekonstytucyjności, ale w takim razie art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych niech też uważa za obowiązujący, bo go nigdy nie uchylono. A on wyklucza rolę ministra przy powoływaniu władz.) Tylko co tu zmieni nasz artykuł, skoro xp.pl ma obecnie najwyżej 1 nowego czytelnika dziennie (zwykle 0), a w sumie ma ich kilkanaście dziennie, z czego może 1 przejrzy nasz artykuł o zmianach, podczas gdy na Onecie są miliony czytelników. I o to chodzi w takich prywatnych spółkach prasowych, w ramach ich spodziewanego układu ze skarbówką. O propremierowską propagandę na skalę masową.

Jeszcze jeden z licznych przykładów prorządowych "zaklepujących" nielegalne decyzje ministra artykułów portalu Onet.pl (należącego do tego samego właściciela, co Fakt) to tekst "Rada Mediów Narodowych wzywa do 'niehonorowania' decyzji ministra Sienkiewicza". Narracja jest tam taka, jak ministra Sienkiewicza w wypowiedzi dla TVP, tj. że prezesem TVP został Sygut, a jedyny najwyraźniej problem z nią jest taki, że nie zgadzają się z nią środowiska pisowskie. O ile Sygut został tam niewątpliwie prezesem, to już powołany przez uprawniony organ (RMN) Adamczyk jest tam prezesem tylko w cudzysłowie. Dodajmy, że pewnie to nawet wygra w sądzie rejonowym wydziale KRS u mającego rozstrzygnąć tę sprawę referendarza sądowego – mimo że jak udowodniliśmy rząd wraz z największą prasą elektroniczną koordynowaną zapewne przez jej kierowników nie mają racji.

Politykom wolno odchodzić od konsekwencji zasady państwa prawa na rzecz nieskrępowanej swobody w reformatorstwie?

Media nagłośniły też pewną przychylną rządowi opinię prawną, wyrażającą w istocie tezę, że należy za wszelką cenę umożliwić jak najszybsze przejęcie mediów publicznych, bo "zgodnie z Konstytucją lepiej im będzie pod rządami ludzi Tuska i Sienkiewicza". Ceną tą może być pewne odejście od ścisłej litery prawa. (Znamienne, że nagłaśnia się takie prorządowe opinie, a tymczasem o stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich nie informowano prawie w ogóle, a o potępieniu działań ministra kultury przez Ordo Iuris wcale.)

To poparcie dla rządu ponownie przyszło z kręgów związanych z oko.press ("Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej"), bo od członka rady tej fundacji (pamiętajmy, że oko.press nagłośniło też w tym temacie prorządowy wywiad z dwoma kierownikami uczelnianymi o nazwiskach Koppes i Siemiątkowski; prezesem odnośnej fundacji jest były wieloletni zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, czyli jednego z mediów wg naszych badań prawdopodobnie mających na sumieniu krycie, przemilczanie i swoiste współorganizowanie z rządem licznych politycznych zbrodni, w tym za czasów PO, w ramach nielegalnego układu podatkowego; owego publicystę GW i późniejszego prezesa OKO związany z Platformą Obywatelską prezydent Komorowski nagrodził aż Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski).

Mianowicie prof. Ewa Anna Łętowska w opublikowanej w Onecie opinii prawnej przyznała (a więc w sumie to się z nami zgodziła), że działania rządu względem mediów publicznych są "słabsze z legalistycznego punktu widzenia" (uczciwe postawienie sprawy; dodajmy, że to bardzo duży eufemizm, gdy chodzi o PAP!), ale w jej subiektywnej ocenie – przyznaje, że można mieć też inną, co zależy od indywidualnej wrażliwości – należy je uznać za mimo to dopuszczalne jako uzasadnione "skalą [...] destrukcji ładu medialnego, zmonopolizowanego przez jedną opcję polityczną oraz obowiązkiem ochrony jego funkcji informacyjnej, zakorzenionej w konstytucji i jej kulturowym fundamencie". Krótko mówiąc "cel polityczny uświęca środki", "uświęca je nawet w ciemno" (tzn.: choćby nie wiadomo było jeszcze, czy dany nowy polityk rzeczywiście media naprawi, czy też jedynie zamieni cudzy monopol informacyjny na własny – "tak czy inaczej jest rozgrzeszony", co jest opinią dosyć kuriozalną w ustach profesora prawa). Nie na tym polega jednak badanie zgodności z prawem: na badaniu skuteczności i możliwych dróg realizacji określonego planu politycznego, choćby wg oficjalnych deklaracji brzmiał on jak coś pożądanego i zmierzającego do urzeczywistnienia wartości konstytucyjnych. Szkoda, że ww. profesor nie dostrzegła, że ów obowiązek ochrony Telewizji Polskiej i Polskiego Radia spoczywa na KRRiT, która za to żyje z naszych pieniędzy, a nie na rządzie i politykach, którzy niepotrzebnie przyjmują na siebie taką odpowiedzialność, podczas gdy wystarczy przecież zmienić kanał w telewizorze (rzekomy brak zasięgu TVN-u czy Polsatu na dużych połaciach kraju to natomiast jakaś hańba i skandal). Krajowa Rada może nakładać na nadawców kary finansowe (zaś partie rządzące mogą dodatkowo postarać się o odchudzenie budżetu TVP), a potencjalnie jej opinia mogłaby też – wobec pojawienia się w debacie publicznej tematu wyroku TK o sygn. K 13/16 – uzyskać istotne znaczenie dla sądu rejestrowego w sprawach o rejestrację zmian władz TVP i Polskiego Radia (co można wywodzić bezpośrednio z Konstytucji, w braku podstawy w ustawach). Jeśli się temu organowi nie ufa, to można go oczywiście zreformować, co zapewne zostanie uczynione (np. wprowadzi się licznych dodatkowych członków, żeby móc przegłosować dotychczasowych; Konstytucja niestety pozwala na tego rodzaju przekręty). To, czym zajął się rząd, to więc raczej rola dla KRRiT oraz sądownictwa powszechnego, zaś uznawanie tego za rolę polityków prowadzi do bardzo złego precedensu (co nowa ekipa, to już zupełnie nieskrępowane siłowe przejmowanie telewizji i radia). W związku z tym dokonane "powołanie" nowych władz samodzielnie przez rząd, jako skrajny przejaw upolitycznienia radia i telewizji, to po prostu skandal: coś poważnie niezgodnego z obowiązującym stanem prawnym i bronienie tego po prostu hańbi. Również odwoływanie przykładowo rad nadzorczych (czy innych władz w spółkach radiofonii i telewizji) przez ministra jawi się w świetle m. in. orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego jako niedopuszczalne (takie wnioski płyną zarówno ze słynnego wyroku K 13/16, jak i z wcześniejszej uchwały W 6/95). Działania rządu wydają się też poważnie nieproporcjonalne (niewspółmierne do potrzeb) zważywszy na to, że w Polsce nie ma monopolu informacyjnego i można swobodnie wybrać inny kanał, inne źródło informacji niż TVP, Polskie Radio i PAP. To jak antylegalistyczna, antydemokratyczna kampania Platformy Obywatelskiej "zabierz babci dowód" (w której chodziło o uniemożliwienie udziału w wyborach) z początków XXI w. Coś się nam nie podoba, to już zniszczyć, nie dopuścić do głosu, nie dać możliwości udziału w kreowaniu wyniku, który koniec końców przecież tak czy inaczej od preferencji ludności ma zależeć. Polityk stawia się tu po prostu ponad mechanizmami demokracji.

Pozostaje pytanie: dlaczego oko.press tak nagle, w sposób zdecydowany i dobrze przygotowany, a przy tym bezpodstawnie i dlatego w sumie to sprzecznie ze swą misją poparło rząd Tuska w jego dosyć haniebnych działaniach zmierzających do likwidacji mediów antyrządowych? Odpowiedź wydaje się prosta: nie tylko z powodu sympatii dla tego obozu politycznego, ale też po prostu z przyczyn ekonomicznych. Fundacja OKO utrzymuje się mianowicie z datków, przede wszystkim z 1% podatku, a zatem możliwość utrzymania się jest ściśle powiązana z istnieniem odpowiednio dużej widowni znającej i, co więcej, doceniającej ten podmiot. Tymczasem zaś reklamę stronie oko.press robi przede wszystkim wielki portal Onet.pl, mający miliony odwiedzin dziennie, gdzie jest praktycznie non stop specjalna ramka (mniej więcej na wysokości 30-40% strony, pod nagłówkiem "WYBRANE DLA CIEBIE") codziennie prezentująca artykuły tej fundacji. Zważywszy na stosunkowo niewielki budżet OKO (rzędu ok. miliona złotych do rozdysponowania rocznie), z czego trzeba przede wszystkim utrzymać pracowników i kierownictwo, Onet pewnie nie bierze za to jakichś gigantycznych pieniędzy, być może jest to współpraca w ogóle darmowa. Można więc spodziewać się, że była zakulisowa interwencja przedstawiciela Onet.pl w Fundacji OKO, np. potajemna rozmowa telefoniczna, w której zażądano odnośnych publikacji (np. zajęcia prorządowego stanowiska przez członkinię rady tej fundacji prof. Ewę Łętowską czy nawet także uprzednio opublikowania wywiadów z 2 profesorami, jakkolwiek mogli oni też sami z siebie zgłosić się do OKO i po prostu zostać zaakceptowani; tak czy inaczej OKO jest w całym tym sporze o media publiczne ogólnie raczej stronniczy i co rusz w takich czy innych słowach i artykułach broni rządu, co bardzo możliwe, że wynika właśnie z nacisku Onetu). Jeśli chodzi o przyczynę takiej przypuszczalnej istotnej stronniczości Onet.pl (podobnie też innych wielkich graczy w branży m. in. prasy elektronicznej), a także 2 uczelni, z których wywodzą się Koppes i Siemiątkowski, to wynika ona zapewne z istnienia nielegalnego układu podatkowego (niepłacenie podatku dochodowego od osób fizycznych i zamiast tego doliczanie jego kwoty do wypłacanej pensji, co wiąże się z pomaganiem przez takich pracowników podsłuchowej komórce Telewizji w zdalnym podglądaniu ekranu Piotra Niżyńskiego, np. ekranu laptopów czy smartfonów; występuje po prostu współpraca z rządem i tą nielegalną komórką podsłuchową telewizji i teoretycznie możliwe jest śledztwo karnoskarbowe w tym temacie, przez co wszyscy są dosyć pokorni względem rządu, zwłaszcza na uczelniach; wielkie portale prowadzą też ponadto swoją politykę oraz typują optymalne ich zdaniem władze dla Polski, jak również muszą liczyć się z możliwością niekorzystnych dla nich zmian w prawie w razie zwalczania rządu czy jakichś innego jeszcze rodzaju reperkusji, np. śledztw przeciwko dziennikarzom, stąd też zapewne chętnie zgodzili się na domniemane żądania urzędu skarbowego). Dwóch profesorów (kierowników uczelnianych, a więc pracodawców), którzy wypowiadali się dla OKO, zwerbowało z kolei zapewne tuskowe Ministerstwo Nauki dzwoniąc uprzednio potajemnie po państwowych uczelniach.

Twierdzenia, że w przypadku TVP zmiany wprawdzie były siłowe, a nie praworządne, tym niemniej były "konieczne", "pożądane" czy "prawidłowe", głosiła też m. in. prof. Środa (filozof, patrz artykuł DoRzeczy.pl) oraz uważany za dawnego tajnego współpracownika SB często pokazywany w mediach były prezydent Lech Wałęsa (patrz artykuł Onet.pl).

Co ciekawe, Onet.pl opublikował 2.1.2024 r. sondaż, który głosi, że 52,8% Polaków akceptuje metody zastosowane przez rząd w zakresie przejęcia mediów publicznych, natomiast nie akceptuje ich aż 32,3% (niespełna jedna trzecia), czyli sporo z nas, przy czym aż 14,9% Polski nie ma zdania w tym temacie. Z kolei inny sondaż opublikowany 7.1.2024 r. głosi, iż sposób przeprowadzenia zmian w mediach publicznych został pozytywnie oceniony przez 41,3% Polaków, negatywnie przez 35%, zaś aż 20,5% nie ma zdania w tym temacie. Jakkolwiek jest tu mniejsza różnica, to także i w tym sondażu nieznacznie więcej jest zwolenników niż przeciwników działań ministra. Należy jednak zauważyć, że media nie stworzyły w tej sprawie rzetelnej przestrzeni dla debaty i uświadomienia społeczeństwa. O sporze prawnym w głównych mediach elektronicznych prawie nie można było poczytać, gdyż albo były one od razu automatycznie zdeklarowane po stronie rządu (z przyczyn w nich nie wyjaśnionych) i powszechnie całą redakcją nie dostrzegały żadnego problemu prawnego (a jedynie powielały komunikat o "odwołaniu zarządów i rad nadzorczych" oraz "powołaniu przez ministra nowych rad nadzorczych, które powołały nowe zarządy"), albo ewentualnie co nieco nagłaśniały stanowisko prawne prorządowe, jak to było w przypadku Onet.pl, co zresztą trwało dosyć krótko i docierało tylko do jakiejś części potencjalnie zainteresowanych. Typowy czytelnik np. prasy elektronicznej, podobnie też bodajże telewizji publicznej, mógł nawet nie zrozumieć, o jakie argumenty prawne opierają się zarzuty przeciwko rządowi. Wiadomo było jedynie, że PiS nie zgadza się z metodami rządu, że protestuje, okupuje budynki, natomiast często nie zostało w ogóle wyjaśnione (lub nie było to dość powtarzane, co jest przecież konieczne, bo nie każdy w każdej chwili ogląda dany kanał czy portal internetowy), że doszło do naruszenia litery ustaw, w zakresie, w jakim jej nigdy nie uchylono. Różnica między wynikami 52,8% i 32,3%, a tym bardziej 41,3% i 35%, nie jest miażdżąca, tym niemniej ta różnica istnieje i pochodzi ona zapewne stąd, że główne, największe media (te, które zapewne wybrał sobie rząd ze skarbówką na swoich klakierów) tak bezproblemowo zaakceptowały zmiany (broń Boże nie kwestionując np. prezesury Błońskiego czy Syguta, zawsze ich nazywając prezesami) i że tak mało powiedziano o problemie prawnym w działaniach rządu, że go prawie przemilczano i że ewentualnie, jeśli nawet coś o nim kiedyś wspomniano, to na zasadzie powielania narracji rządu (np. o "luce legislacyjnej", w którą następnie jak mocą jakiejś zasady "wchodzi minister"). Polakom po prostu na razie nie dano szansy się należycie oburzyć tą zaistniałą sytuacją. Powtórzmy, że co z tego, że np. Polsat wyemitował rozmowę z prof. Piotrowskim, skoro jednocześnie nawet w jej trakcie prowadzący wspominał tam o istnieniu przeciwnego stanowiska kilku prawników, np. prof. Łętowskiej z OKO, czyli jak gdyby deprecjonował tego rzetelnego i bezstronnego prawnika (bynajmniej nie zwolennika PiS-u) reklamując (niewielkie zresztą) towarzystwo prorządowe – a przy tym pewnie ok. 95% ludności nawet tej rozmowy nie widziało. Skąd więc ludzie mieliby się dowiedzieć, że tak nie wolno i że tu i ówdzie przewijająca się i powtarzana częściowo pocztą pantoflową opowieść o "braku regulacji", "luce legislacyjnej" dającej pole do władczych działań ministra na walnym zgromadzeniu jest po prostu bzdurą? Nikt też nie pomógł ludziom dostrzec, że brak nawet cienia jakiegoś rzekomo słusznego uzasadnienia prawnego dla decyzji dotyczących PAP (jako że tutaj orzecznictwo TK o KRRiT nie ma zastosowania; Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie zajmuje się Polską Agencją Prasową, a przepisów o Radzie Mediów Narodowych powołującej zarządy i rady nadzorcze PAP nigdy nie uchylono choćby w drobnym ułamku). Media natychmiast przeszły do porządku dziennego nad sytuacją, bez naprawdę głośnego i docierającego do wszystkich, odpowiednio wiele razy powtarzanego wyjaśnienia jej sprzeczności z prawem (w tym: gigantycznego skandalu tkwiącego zwłaszcza w działaniach rządu względem PAP-u), zaś relacje z kolejnych dni po 20.12 skupiały się już praktycznie wyłącznie na fizycznych utarczkach z posłami PiS-u i tego rodzaju pozamerytorycznych kwestiach. W efekcie ludzie ankietowani w ww. sondażu mogli pomyśleć (i pewnie często myśleli), że chodzi w nim o takie rzeczy, jak wyłączenie sygnału TVP Info, nagłe masowe zwolnienia i blokady kart wstępu, zmianę nazwy Wiadomości czy nawet, ale to już naprawdę na ostatnim miejscu, także o kwestię "pominięcia eleganckiej, ale w sumie to niekoniecznej ścieżki legislacyjnej" (jako środka do celu w postaci niby to "koniecznych" zmian). Ponadto można przypuszczać, że elektorat zwłaszcza Platformy Obywatelskiej (który wg pierwszego sondażu popiera działania rządu aż w 84,4%), podobnie też Lewicy (75,2%), jest w pewnej części skryminalizowany (zamieszany w przestępczość opartą na nielegalnym układzie podatkowym, w tym w związane z tym łamanie praw człowieka; nierzadko potrafi to być częścią pracy) – a zatem niezbyt legalistyczny, w istocie to prawem gardzący – co być może również w jakimś niewielkim stopniu przyczyniło się do takiego a nie innego wyniku. Tym niemniej bez wątpienia główny problem to brak dostatecznego wyjaśnienia sprawy przez mass media (połączonego ze zdemaskowaniem błędów w opiniach prawnych przychylnych rządowi). Dotyczy to nawet mediów umiarkowanie przychylnych legalistycznym poglądom w tej dziedzinie, uprzednio zaliczonych przez nas do grupy tych lepszych, np. DoRzeczy.pl (patrz tamtejszy artykuł, w którym nie pada ani jedno słowo wyjaśnienia co do natury problemu prawnego) – owo nieinformowanie jest to problem niemalże zupełnie powszechny w branży.

Perspektywy

Na zakończenie odnotujmy tutaj, że sądy rejonowe przez lata mimo wyroku TK rejestrowały zmiany w zarządach mediów publicznych z nadania Rady Mediów Narodowych, bez żadnej dodatkowej dokumentacji wskazującej na udział KRRiT w procedurze wyboru. Znamienne, że teraz prawdopodobnie pod wpływem zmiany premiera (czyli tego, kto oprócz właściwego ministra i podległej mu administracji odpowiada za egzekwowanie podatku dochodowego, kontrole w tym zakresie i postępowania karnoskarbowe) sądy nagle zmienią zdanie i zaczną uważać przepisy o Radzie Mediów Narodowych za zupełnie bez znaczenia, a wszelkie kompetencje władcze względem TVP i innych spółek medialnych za skupione w rękach ministra. Prawdopodobnie bowiem notarialnie zaprotokołowana uchwała Sienkiewicza zostanie przez sąd zarejestrowana i w Krajowym Rejestrze Sądowym zostanie wpisany nowy prezes i nowa rada nadzorcza TVP. (Może np. sąd powoła się na domniemanie zgodności z prawem uchwały walnego zgromadzenia akcjonariuszy; zauważmy tymczasem, że jej zgodność czy też niezgodność z prawem przecież nie ma żadnego znaczenia, skoro tak czy inaczej wg prawa to nie owo zgromadzenie ani jego uchwała decyduje o obsadzie władz spółki. Co za tym idzie jego uchwalona decyzja całkiem bezpośrednio wg prawa to oceniając nie może mieć znaczenia, bo jest po prostu nie na temat – nie w temacie, który tutaj powinien być, czyli w temacie "Rada Mediów Narodowych powołuje radę nadzorczą TVP / zarząd TVP"; niech będzie tu nawet: "za zgodą KRRiT".) Pokazuje to, że pod względem poglądów sądy są jak istne chorągiewki na wietrze politycznym i że najprawdopodobniej interesuje ich tylko własna kieszeń ("gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze"), co ma korzenie w naruszaniu przepisów podatkowych i zagarnianiu podatku, jak już tutaj wielokrotnie sugerowaliśmy (patrz m. in. artykuły z 2019 r.: "Po 2,5 miesiąca sąd dla W-wy-Mokotowa wciąż nie mówi jasno o wpłaconym podatku. Padła odpowiedź wymijająca", "Dodają łapówki do pensji? Kolejny sąd nie chce pokazać, że zapłacił PIT", "Kolejne sądy mają w nosie Prawo prasowe, Konstytucję — nie pokażą w NBP wypłat"). Dotyczy to wg naszych obserwacji najprawdopodobniej praktycznie całej grupy zawodowej sędziów; wszyscy są zamieszani w "poprawność polityczną" za pieniądze, mniej lub bardziej ją popierając czy też tolerując i przede wszystkim kryjąc. Na podobnej zasadzie we wszystkich sprawach sądowych występuje stronniczość przeciwko Piotrowi Niżyńskiego, zgodnie z aktualnymi dyrektywami rządowymi, które były jak dotąd (od 2016 r.) takie, że Piotr Niżyński w każdej sprawie ma być przegrany. Tematowi tej prorządowej stronniczości sądów, a zwłaszcza ich niemerytorycznej wrogości względem Piotra Niżyńskiego, poświęcamy dział Państwo bezprawia. W każdym więc razie bardzo ciekawe jest to, jak sądy zareagują na nową uchwałę ministra i czy dojdzie do nagłej "zmiany poglądów" w rytm zmiany rządu i większości sejmowej.

W cieniu wielkiej polityki pozostaje fakt, że wg naszych informacji to prawdopodobnie Telewizja Polska, a ściślej jej ośrodek regionalny (którego kierownictwa początkowo nie zmieniono), choć to drugie jest obecnie bardzo niepewne, już od wielu lat – co najmniej od końca 2012 r., a początki były już w 2011 r. – gnębi i torturuje Piotra Niżyńskiego dźwiękiem, a w każdym razie opłaca to i koordynuje. Ostatnio szczególnie nasiliły się związane z tym problemy ze snem: praktycznie codziennie Niżyński albo nie ma snu w ogóle, albo budzi "się" (tzn. jest budzony przez operatorów podsłuchu) po 2-3 godzinach. Odnośna tortura dźwiękowa szeptana przy progu słyszalności jest też bardzo nieprzyjemna dla umysłu, krępuje go i męczy oraz uniemożliwia samodzielne myślenie. Problem tego dręczenia dźwiękowego miał wprowadzić do telewizji sam premier Donald Tusk, takie głosy padały wiele wiele razy od autorów tej szeptanej tortury dźwiękowej. (O problemie tym od lat informuje blog Piotra Niżyńskiego, czyli notabene pomysłodawcy xp.pl, pod adresem www.bandycituska.com.) Obecna sytuacja wygląda jak swego rodzaju przyznanie się do tego problemu ("premier zrobił torturę"): powstaje w jej wyniku skojarzenie "Tusk – przekraczanie uprawnień w telewizji publicznej". W każdym zaś razie można spodziewać się, że problemem naruszania praw człowieka Piotra Niżyńskiego, jak się uważa przez TVP realizowanego, nikt się nie zajmie i nie będzie tutaj żadnej naprawy.

Co godne odnotowania, nowe władze TVP rozpoczęły nielegalną akcję wymiany dyrektorów oddziałów terenowych, przy czym początkowo nie w Warszawie. Przykładowo nową dyrektorką TVP 3 Kraków została Alicja Popiel, zmiany miały też miejsce w Rzeszowie, Białymstoku, Olsztynie i Łodzi. Tymczasem zaś zgodnie z nigdy nie uchylonym w jakimkolwiek zakresie art. 30 ust. 3 ustawy o radiofonii i telewizji "Terenowym oddziałem spółki kieruje dyrektor powoływany przez zarząd spółki za zgodą Rady Mediów Narodowych". Takiej zgody nigdy od czasu wejścia nowej ekipy nie wyrażono. Jak jednak widać w TVP po zmianach wprowadzonych przez ministra zapanowało prawo pięści albo inaczej prawo dżungli i po prostu nikt się literą "pisowskiego prawa" nie przejmuje.

Tradycja pewnej niezależności ośrodków regionalnych TVP względem zarządu trwa nieprzerwanie od 1992 r. (od początku obowiązywania obecnej ustawy o radiofonii i telewizji) i jak dotąd nie była przez nikogo łamana. Od 1992 r. zgodnie z ustawą zarząd nigdy nie mógł dowolnie powoływać i odwoływać dyrektorów tych ośrodków: zawsze było to obwarowane dodatkowymi warunkami. Zanim wprowadzono obecny system przewidujący konieczność uzyskania zgody Rady Mediów Narodowych odnośny przepis głosił, że dyrektora ośrodka terenowego powołuje rada nadzorcza na wniosek zarządu.

Ostatecznie p.o. dyrektorką TVP 3 Warszawa została kojarząca się z "domem Wielkiego Brata" w Sękocinie, czyli też z całodobową inwigilacją, dziennikarka Kinga Kessler-Malinowska. Mianowicie jest ona znana z tego, że przed ok. 12 laty poinformowała na antenie TVP Info o katastrofie kolejowej pod Szczekocinami, co brzmi bardzo podobnie do "Sękocinami" – patrz artykuł wirtualnemedia.pl (notabene katastrofa ta figuruje na liście współczesnych zbrodni politycznych opracowanej przez Piotra Niżyńskiego dostępnej na stronie internetowej www.bandycituska.com/ofiary.html, pkt 154, co było też omawiane w jednym z dopisków pod wpisem na blogu Piotra Niżyńskiego "bandycituska.com" – charakterystyczne, że zaledwie 9 dni później miał ponadto miejsce nonsensowny atak amerykańskiego żołnierza w Afganistanie na cywilów, w którym zabił on dokładnie tyle samo, bo 16, ofiar; atak ten jest na liście pod nrem 155, również jako zbrodnia polityczna). To prawdopodobnie ww. drobny incydent w postaci poinformowania o tej sprawie utorował jej karierę. Ww. dziennikarka zastąpiła poprzedniego dyrektora z czasów PiS, Piotra Kierzkowskiego.

(n/n, zmieniony: 6 maj 2024 10:14)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2024 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal