1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

Piotr Niżyński znowu dyskryminowany wśród adwokatów, ale Ziobro dalej zadowolony z sytuacji

16 paź 2021 19:28

Brak prawa do sprawiedliwości? Po raz kolejny założyciel niezależnego prodemokratycznego portalu xp.pl, którego jesteście Państwo czytelnikami, spotyka się z dyskryminacją i wykluczeniem na rynku usług prawnych - jakże ważnym, gdy chodzi o zapewnienie praworządności państwa.

Zdjęcie 1 z 57 – Skarga do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie na lekceważące stanowisko w sprawie odmowy obsługi i brak załatwienia sprawy w należytym trybie

Nie opadł jeszcze kurz po awanturze z monstrualnymi opóźnieniami w publikacji sprawozdań finansowych, które jak można się domyślać są realizacją jakiegoś złośliwego planu, rok po roku się powtarzającego i dotykającego xp.pl sp. z o. o. i inne spółki powiązane z nami kapitałowo, a tu już gotowa kolejna taka sprawa nadającą się do omówienia w naszym portalu, nosząca znamiona centralnie realizowanej i tolerowanej dyskryminacji, prawdopodobnie powiązanej z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro i jego niedbalstwem: problem nonsensownego i z żelazną konsekwencją w każdej praktycznie kancelarii wdrażanego odmawiania obsługi w adwokaturze.

Absurd, który sprzeciwia się powszechnej w naszym narodzie woli zarabiania. Czy to kara za bycie ofiarą nielegalnego podsłuchu, brudne ręce polityków i miażdżącą krytykę wiary w zagrożenie Covid-19 opublikowaną w naszym portalu?...

Zgodnie z art. 28 Prawa o adwokaturze formalnie rzecz biorąc każdemu nieobsłużonemu przez adwokata przysługuje prawo odwołania się od jego decyzji do odpowiedniej okręgowej rady adwokackiej, a w przypadkach pilnych (tj. np. gdy biegnie termin procesowy) – do jej dziekana. Nabiera to uprawnienie zaś szczególnego znaczenia zwłaszcza wtedy, gdy ktoś jest masowo (niesłusznie) wykluczany z usług prawniczych (gdyż, co oczywiste, nie same sądy są od sprzeciwiania się politykom, gdy idzie o rozstrzygnięcia w konkretnych sprawach, tylko rolę tę musi też spełniać adwokatura, skoro jest bramą, przez którą wchodzi się do Sądu Najwyższego). Piotr Niżyński zdecydował się skorzystać z tej opcji zwrócenia się po pilne rozstrzygnięcie sporu do samorządu zawodowego, lecz jedyne, co w wyniku tego uzyskał, to dowód kompromitacji lokalnej rady adwokackiej. W tym konkretnym przypadku adwokat był prezesowi xp.pl potrzebny do wniesienia skargi kasacyjnej od wyroku sądu II instancji w sprawie prywatnie wytoczonej przeciwko Policji, prokuraturze i sądowi, a dotyczącej przypadków naruszania dóbr osobistych (m. in. poczucia bezpieczeństwa) oraz prawa do mieszkania przez te organy państwowe (w 2014 r.), w pogwałceniu zasad ochrony praw lokatorów i na zasadzie podobno jakiegoś politycznego kaprysu (por. też odnośne wzmianki w artykule xp.pl o związkach tego tematu z zagadką śmierci J. Brzeskiej, a także ze sprawą G. Floyda). Ów pozew przeciwko niesprawiedliwemu państwu został rozstrzygnięty w sposób kompromitujący i dlatego na łamach naszego portalu prezentowaliśmy, z jakich powodów sprawa nadaje się do skargi kasacyjnej. Więcej na ten temat w artykule "Niesprawiedliwy wyrok sądu apelacyjnego w sprawie Niżyński p-ko Policji i premierowi" – jak tam pokazano, np. na filmie YouTube z przeglądu akt (albo w pliku z opisem tematu w formacie PDF), do którego opublikowano link, sprawa nawet bez wątpienia jak najbardziej nadaje się do skargi kasacyjnej. I nikt póki co konkretnymi dowodami z orzecznictwa lub podręczników tego nie obalił.

Dla dokładnego przedstawienia problemu powyżej prezentujemy w odwróconej kolejności chronologicznej korespondencję pokrzywdzonego Niżyńskiego z warszawską Okręgową Radą Adwokacką, która w tym temacie kompromituje jej organy jako nieskuteczne i antyobywatelskie, za to lansujące elitaryzm będący poza kontrolą. Ilustracje można przełączać znakami strzałki po ich lewej i prawej stronie.

Niekontaktowość

Oprócz wielkiej powolności procedowania – w porównaniu z prymitywizmem udzielonej odpowiedzi (gdzie pada jedynie taki zarzut przeciwko wyświadczeniu usługi, że "wszystkim tym adwokatom się nie chciało", bez jakiejś tutaj merytoryki) – oraz także ogólnej nieskuteczności zastosowanego środka odwoławczego z art. 28 Prawa o adwokaturze, za politycznym tłem sprawy zaprezentowanej tutaj przemawia także rażąca niekontaktowość pracowników ORA, przypominająca też niekontaktowość prasy zaprezentowaną na http://forum.bandycituska.com/viewforum.php?f=15 (tak, jak gdyby ta instytucja była z naszą współczesną polską zepsutą prasą mocno zrośnięta – niemal nieodłącznie, na zasadzie "żyjemy tylko dzięki przemilczeniu tego problemu w czołowych dziennikach"). Po pierwsze kontakt telefoniczny wlekł się tygodniami i musiało kilka tygodni upłynąć, zanim przyszła informacja, że ORA w ogóle rozstrzygnie temat, że przygotowuje projekt odpowiedzi. Nagrania pokazujące ten przewlekle ciągnący się aż miesiąc kontakt (po którym nastąpił jeszcze miesiąc oczekiwania na ostateczną odpowiedź, w sumie więc 2 – tyle, ile wynosi czas na sporządzenie skargi kasacyjnej) znajdują się na YouTube oraz jako pliki MP4 w archiwach Niżyńskiego – oto linki: film nr 1, nr 2, nr 3, nr 4, nr 5, nr 6, nr 7, nr 8, nr 9, nr 10, nr 11. Pełne są one ciekawostek, w rodzaju wielokrotne podkreślanie, że chodzi o rozpatrzenie sprawy przez dziekana, nie więc o odpowiedzialność dyscyplinarną, czy sytuacji streszczających się w słowach "nieobecność pracownika", "pracownik świeżo wyjechał na urlop" itp., a zatem sprawiających wrażenie chowania głowy w piasek, uciekania od tłumaczenia się, podkopywania samych fundamentów szybkiego kontaktu na żywo. Ponadto godne tu jest też odnotowania, iż w połowie czerwca, po licznych zrazu skutecznie wysłanych e-mailach z prośba o pomoc w walce z odmowami adwokackimi, pojawiła się w końcu sytuacja, że kolejne e-maile w ogóle przestały podobno być odbierane. ORA zaś nie potrafiła tego wytłumaczyć i nie przyznawała się do żadnych blokad czy np. wpadania maila do spamu. Szczegóły na ten temat są dostępne w nagraniach rozmów oraz można dodatkowe detale obejrzeć także na ilustracjach. Serwer pocztowy xp.pl nie kłamie – e-maile zostały przekazane, a serwer odbierający (ten po stronie ORA) potwierdzał ich dotarcie. W związku z zaistniałym problemem i opieszałością w jego rozwiązywaniu Piotr Niżyński był zmuszony złożyć wydruki odpowiednich e-maili na piśmie. A zatem poziom awaryjności kontaktu i ogólnej niekontaktowości w tej pilnej przecież sprawie, wymagającej od przegranego w sądzie zdobycia dla siebie adwokata w ciągu mniej niż 2 miesięcy (jako że musi jeszcze być jeszcze czas na pracę prawnika), jest porażający i wymaga nagłośnienia w kategoriach skandalu – skandalu dodatkowo pokazującego nieskuteczność przewidzianej przez prawo ścieżki odwoławczej, już nawet nie tylko z przyczyn tkwiących w tym, jakich odpowiedzi się udziela i jakie koniec końców kroki podejmuje. W tle jest tu zaś nawiązywanie przez ORA "gubiącą e-maile" do analogicznej kompromitacji prasy, do jej metod: a zatem zdaje się, że chodzi tu o to (i to chce się pokazać), iż PR dla rządu to w tym zawodzie podstawa dobrych zarobków.

Ciekawostką jest też, że pomimo bezskutecznego i zakończonego odmową obsługi stoczenia rozmów z kilkunastoma kancelariami, w tym kilkoma spoza Warszawy – co daje pewną próbkę ogółu populacji prawników i pozwala wnioskować, jak źle jest z tym zawodem (zaś większość adwokatów w ogóle nie miała na stronie internetowej takich specjalizacji, które budzą nadzieje pozytywnego odzewu) – dokładnie 2 prawników wstępnie zgodziło się na sporządzenie skargi kasacyjnej. Byli to, bardzo "dziwnym trafem", akurat ci, którzy mieli słowo "adwokat" w adresie strony internetowej (a ściślej: w jej domenie) – przychylność wyraził jeden mężczyzna i jedna kobieta. Wygląda to tak, jak gdyby przewidziano ich w spamie e-mailowym czy telefonicznym skierowanym do adwokatury i nawołującym do odmowy obsługi, i tą drogą poproszono, by takie osoby w ramach wyjątku się wstępnie zgodziły. Po tej wstępnej zgodzie zaczęły się jednak problemy. Przede wszystkim urywała się komunikacja e-mailowa, a nawet SMS-owa (z SMS-ową było lepiej, ale koniec końców też ten niegrzeczny efekt występował). W większym stopniu dotyczyło to kobiety niż mężczyzny; ta przykładowo zaczęła (bez dawania wyjaśnień) "wysiadać", tj. lekceważyć klienta coraz bardziej, gdy tylko przyszło do pytania, czy aby nie będzie robić problemów na etapie weryfikacji przez klienta tego, co napisał adwokat, i ewentualnie poszerzenia tego o jakiś dodatkowy (oczywiście uzasadniony, czyli np. poparty przepisem, literaturą czy orzecznictwem, a nie taki na 100% przegrany) zarzut. Już po tym wstępnym zapytaniu komunikacja z wzmiankowaną tutaj adw. Mielczarczyk w praktyce dobiegła końca i przez wiele dni nie udało się jej skutecznie zreanimować. Problemem stała się tu jedynie konsekwentna omal stuprocentowa niekontaktowość (coś jak lekceważenie klienta, np. powtarzający się brak odpowiedzi), a nie odmowa obsługi, choć później udało się sprawę nieco wyklarować. Adwokat Piotr, dla porównania, wybrnął z tego tematu niekontaktowości sporo szybciej i bardziej przychylnie dla klienta, jeśli chodzi o zapowiadaną elastyczność, oferował też nieco niższą cenę, na razie nie wiadomo jednak, czy wytrwa w swej obietnicy (czas na wniesienie skargi kasacyjnej jeszcze nie upłynął z uwagi na fakt, że teraz właśnie sąd rozpoznaje wniosek o przyznanie adwokata z urzędu – wniosek taki zaś przerywa bieg dotychczasowego terminu). Istnieje przypuszczenie, że zgodnie z ogólną linią wkrótce okaże się, że i ten adwokat porzuci klienta, któremu wcześniej oferował pomoc, a nawet – że taka jest jego rola, podobnie jak adw. Mielczarczyk: uśpić czujność klienta, a przy tym ograniczyć kompromitację adwokatury poprzez zapobieżenie dalszemu testowaniu coraz to kolejnych prawników ("bo już znalazł się chętny"). Jest to temat mogący interesować zwykłego obywatela, więc z pewnością w razie wnoszenia skargi kasacyjnej poinformujemy Państwa, jak to się dalej potoczyło.

Kontynuacja starego złego trendu - upolitycznienia adwokatury

Przypadki tego rodzaju masowych i mało sensownych odmów, co omawiane tutaj, dają się Niżyńskiemu we znaki od lat, przy czym najprawdopodobniej jest to powiązane z powszechną w niektórych kręgach korupcją podatkową, tutaj: tą rozpowszechnioną wśród prawników-przedsiębiorców (np. niepłaceniem i nierozliczaniem zarówno PIT-u, jak i VAT-u: w sumie daje to przyrost zysków aż o ok. 52% (wyliczenie: 1,23 : 0,81 ≈ 1,52, gdzie 23% to stawka VAT, a 19% i odpowiednio 81% to stawki związane z PIT). Prawdopodobnie jest to uzgodnione z samorządem zawodowym i ministerstwem albo ewentualnie nawet z samymi urzędami skarbowymi; charakterystyczne np., że ustawodawca wymaga od wszystkich prawników rozliczania VAT-u i w ramach wyjątku ustawowego wymienionego w "pechowym" jak się sugeruje art. 113 ust. 13 ustawy o VAT nie stosuje wobec tych przedsiębiorców popularnych w Polsce zwolnień podmiotowych warunkowanych niskim obrotem, czyli dyskryminuje ich pod tym względem w ustawie – a i tak nikt nie zaskarżył tych przepisów do Trybunału Konstytucyjnego). Co tutaj istotne to to, że swój udział w tym nielegalnym procederze zdają się też mieć, wyjątkowo nieprzychylne już choćby zapewne z przyczyn personalnych (bo kierownicze funkcje i tak pełnią adwokaci-przedsiębiorcy), okręgowe rady adwokackie (być może np. dostarczają kryminalnej komórce Telewizji Polskiej jakiejś listy mailingowej albo zapewniają zaplecze techniczne dla innego rodzaju spamów). Można o tych wcześniejszych problemach wiele poczytać na forum bloga ofiary, pod adresem http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=13&t=7298, a właściwie to nawet można tam przejrzeć sfilmowane akta (poprzez linki do strony YouTube) oraz poczytać gotowe kompletne stenogramy rozmów z adwokatami, które to stenogramy trafiły do akt policyjnych wraz z nagraniami tych rozmów na płytach CD, a to w związku ze zgłoszeniami nielegalnej odmowy obsługi (co jeszcze do niedawna stanowiło wykroczenie – tj. do czasu niesprawiedliwego uchylenia odnośnej części przepisu przez Trybunał Konstytucyjny, w dodatku w dacie jakiegoś posiedzenia warszawskiego Sądu Okręgowego w tym temacie, czyli w jednej ze spraw założonych przez pokrzywdzonego Piotra Niżyńskiego o takie wykroczenie, a mianowicie przeciwko hotelowi: patrz artykuł xp.pl o tym dziwacznym i niesprawiedliwym uchyleniu głównej części przepisu przez Trybunał). Innymi słowy, fakt odbycia takich rozmów telefonicznych, jak zaprezentowane na ww. stronie internetowej, był w pewien sposób zabezpieczony dowodowo i można to łatwo sprawdzić, a przy tym dowody te nawet jeszcze przekazano do Policji celem weryfikacji.

Jak się przy tym okazuje, problem dotyczy także zawodu radcy prawnego. Ponadto, co godne odnotowania, we wszystkich kancelariach prawnych któregokolwiek z zawodów (a Piotr Niżyński odwiedził ich już dziesiątki) zawsze w obecności ww. osoby włącza się tortura dźwiękowa, kontynuując bez żadnych osłabień natężenia problem trwający też równocześnie na zewnątrz i w pobliskich lokalach – co niewątpliwie jest konsekwencją odpowiedniego wyremontowania tych biur (umieszczenie odpowiednich drągów żelbetowych zasilanych drobnym napięciem wprowadzonym z zewnątrz) z myślą właśnie o możliwości powodowania takich efektów dźwiękowych na tle podsłuchowym. Więcej na temat tego problemu budowlanego i krycia go przez władze można poczytać w odpowiednim artykule xp.pl pod nagłówkiem "Sądjeszcze jeden ośrodek prześladowania jednostki". Dostępne są też poszlaki przemawiające za uznaniem, że to zwłaszcza z powodu niepłacenia podatku (najprawdopodobniej podatku dochodowego) nieruchomości zostały wyposażone w szkodliwe ukryte instalacje grające, a następnie – mimo antyludzkich konsekwencji tych instalacji – nikomu nie spieszno, by je usunąć. To, że jest to istniejącym zjawiskiem korupcji podatkowej napędzane, można wywnioskować np. z wypowiedzi dyrektorki warszawskiego sądu cytowanej w artykule "Odmowa ścigania sędziów łamiących prawo uprawomocniona przez sąd" (pod nagłówkiem "Stanowisko sądu") oraz z wypowiedzi nomen omen taksówkarza, któremu Niżyński swego czasu wytoczył proces o naruszenie nietykalności, w związku z bardzo dziwną sytuacją agresywnego wykręcania rąk itd., a które można znaleźć na filmie prezentującym akta (mianowicie: najpierw pozbawiona dobrze i ściśle pasującego kontekstu wypowiedź do klienta: "chcesz podatku nie zapłacić", w czasie ataku, patrz moment 31:19 na stenogramie, po czym na rozprawie w czasie, gdy omawiany był problem tortury dźwiękowej, słowa tegoż taksówkarza o swym samochodzie w momencie 31:02: "oddałem go do montażu"; w aktach jest ponadto także inny bardzo wyraźny dowód przemawiający za zakładaniem, że taksówkarz ten mógł popełniać przestępstwo nierozliczania podatku, z tym, że odpowiedni dokument urzędowy jest objęty tajemnicą skarbową).

Jest to ważny temat, gdyż torturą szeptaną okołoprogową karmi się mózg ofiary non stop, bez możliwości ucieczki, już od początku 2013 r., tym niemniej w tym artykule skupiamy się na czym innym: na blokowaniu sprawiedliwego, opartego na poszanowaniu prawa i orzecznictwa rozstrzygania spraw sądowych dotyczących ofiary tej nagonki podsłuchowej (tj. na odzieraniu jej z wszelkich praw) odbywającemu się poprzez uniemożliwianie odwołania się do Sądu Najwyższego (nota bene też nieraz niesprawiedliwego, zwłaszcza w temacie nadzoru nad wyborami, ale przynajmniej konsekwentnego w orzekaniu), a to przez zabieranie prawników, których jednakże ustawa czyni koniecznym ogniwem pośrednim między skarżącym a tym sądem (tzw. przymus adwokacko-radcowski). Innymi słowy: od strony celów politycznych to oceniając brak prawnika jest środkiem zapewnienia braku dostępu do Sądu Najwyższego, ten zaś brakśrodkiem do zapewnienia trwałego niesprawiedliwego ostatecznego rozstrzygnięcia każdego sporu o prawo, a więc wyroku na niekorzyść ofiary podsłuchu (bez względu na stan dowodowy sprawy, który może się zdarzyć dla niej przychylny, czyli taki, który teoretycznie, wg oficjalnych nauk, "zmusza" do przychylnego jej załatwienia sprawy). Sądy po prostu łamią oficjalne zasady i orzecznictwo Sądu Najwyższego, jak im wygodnie (na korzyść rządu i dla pognębienia jego wrogów – przypadki takie raz po raz omawiamy tutaj w dziale Państwo bezprawia), a pokrzywdzonemu / pokrzywdzonym odmawia się pomocy. Oczywiście – nie ma co liczyć na śledztwo, w sprawie tej prawniczej "grupy skarbowej" (nielegalnej zmowy korupcyjno-podatkowej), choć Niżyński zapowiada, że dla formalności i dla celów dowodowych prokuraturę zawiadomi.

Na ww. stronie internetowej czytamy, że adwokaci i radcy potrafią przytaczać najróżniejsze absurdalne wymówki na swe usprawiedliwienie, przy okazji odmowy obsługi – zacytujmy tutaj te najbardziej oryginalne czy też znamienne odpowiedzi na gorące prośby o pomoc:

  • "Ale ja mam dług!" (14.09.2018, pierwsza rozmowa, moment 4:22), po czym jeszcze dla potwierdzenia – ponownie (przy omawianiu powodów odmowy: moment 8:51) "Też jest dług" ("i niech pan jednak lepiej już niech się zajmie jakąś inną osobą"; przy czym to ostatnie to może też aluzja do postaci Prokuratora Generalnego, tutaj występującego jako potencjalny drugi adresat tych słów).
    Absurd tej wypowiedzi tkwi w tym, że istnienie długu, a zatem zły stan majątkowy, jest przecież już prędzej przesłanką tego, by chcieć brać jak najwięcej nowych zleceń – pracować, by zarabiać, nie zaś tego, by ich unikać. Co innego jednak, gdy dług ma charakter fiskalny (podatkowy) i jest zakorzeniony w zmowie kryminalnej dotyczącej dyskryminacji. To jest wyjątek, który by czynił to zrozumiałym. Dłużnik względem urzędu skarbowego, który z nim się umówił, że nie będzie brał pewnych spraw – tych, które są politycznie nieakceptowane (bo np. politycy chcą, by kogoś dręczono bezkarnie i by nie miał pomocy, nie miał sądów po swej stronie, by więc nie zyskał broń Boże żadnego wizerunku ofiary ani, co gorsza, jakichś pieniędzy na swoją obronę) – taki "adwokat zadłużony" niewątpliwie nie będzie w sposób zgodny z typową racjonalnością podchodził do pracy, lecz będzie właśnie wystrzegał się pewnych prac, choć mogłyby one przynieść mu dochód. Tylko tak można wytłumaczyć logikę tego dziwacznego zdania: "jestem zadłużona, więc nie biorę sprawy".
    Wypowiadającą się była tutaj adwokat mająca nazwisko Durlej-Piotrowska, czyli z jednej strony niemalże Turlej (prodziekan ds. nauczania na wydziale Politechniki Warszawskiej, na którym studiował Niżyński), co brzmi tu zatem jak symbolicznie ujęte pojęcie "nauczycielka", "objaśniająca", a z drugiej – "Piotrowska" zapewne w sensie "taka dla Piotrka" czy też "od Piotra", czyli apostoła-symbolu papieży. "Człowiek-nauczyciel dla Piotra Niżyńskiego".
  • W sądzie "są prowadzeni" politycznie, "ma pan jakieś przejścia z naszymi ministrami, niestety [to] widać", zaś ważnym powodem, dlaczego nie chcę pomóc, jest... "Telewizja!"; po prostu liczy się to, że "Telewizja myśli, że..." – tak tłumaczył swą niechęć do sprawy, a w końcu wręcz odmowę, adwokat z kancelarii Wolff i Partnerzy (ścisłe cytaty ujęto tu w cudzysłów).
    Potwierdza się tu więc znowu wersja (zasłyszana zapewne w kręgach kryminalnych, np. może od ORA, przez tego adwokata) o tym, że głównym ośrodkiem inwigilującym i prześladującym Piotra Niżyńskiego jest nie kto inny, a Telewizja Polska.
  • "Właśnie przyszedł gwiazdor!" – tak po odebraniu telefonu od Niżyńskiego i usłyszeniu tematu sprawy zareagował pewien radca prawny. Słowo "gwiazdor" po raz kolejny wskazuje na złą postawę i złą sławę Telewizji Polskiej wśród adwokatów.
  • "Ale to jest... ze Wsparcia!" – takie to "ale", w ramach tłumaczenia swej odmowy podjęcia się sprawy, przedstawiła z kolei adwokat nomen omen Bojanowska. Jak widać w odpowiednich rozmowach najwyraźniej ten haczyk polegający na "pomaganiu" władzom w upolitycznieniu wyniku sprawy sądowej i odcięciu ofiary od Sądu Najwyższego nazywa się "wsparciem". Zapewne też przytacza się, że wszystkiemu ma zdaniem władz patronować papież, jako pierwszy i główny nieoficjalny wróg Piotra Niżyńskiego (czy raczej, jak by to w takim razie co najwyżej nazwać można, gnębiciel, gdyż oczywiście trudno używać słownictwa właściwego walkom w przypadku starcia 2 tak nierównych sobie postaci, z których jedna ma tak miażdżącą przewagę nad drugą pod względem jej statusu w życiu państw i życiu politycznym, że aż prowadzi własne sprawy międzynarodowe na najwyższym szczeblu – i to zwykle zajmując w nich uprzywilejowaną pozycję, czyli wyższą niż przedstawiciel państwa innego niż Watykan, bo wg oficjalnych zasad dyplomacji i spotkań to do papieża się przyjeżdża i umawia wizytę, a nie odwrotnie, tj. że niby papież szuka audiencji u jakiegoś polityka i dostaje odpowiednio odległą datę; pytanie tylko, czy rzeczywiście takie plotki o papieżu się prawnikom rozpowiada i czy stoi za nimi prawda).
    Dzięki temu, że sprawa jest na tym szczeblu, adwokaci nie boją się rozliczenia ich. Politycy sami z siebie niezbyt potrzebowaliby takiej władzy nad adwokaturą, część z nich na pewno nawet brzydziłaby się nią (np. po lewej stronie sceny politycznej). Dopiero presja z zagranicy oraz własne zaangażowanie kryminalne różnych polityków mogą służyć tu za wyjaśnienie, dlaczego z problemem tym się nie walczy. Tylko w takim ujęciu, spójnie też z danymi z bloga Piotra Niżyńskiego, sprawę tę daje się w ogóle ogarnąć rozumowo jako składającą się w sensowną całość.

Można tu dodać, że w niejednej spośród stosunkowo nowych popularnych inicjatyw politycznych sporą część posłów i kandydatów na posła stanowią właśnie prawnicy, a zatem, jak by wynikało z powyższego, najprawdopodobniej (czy: bardzo możliwe, że) przestępcy podatkowi uwikłani w nielegalny, najzupełniej sprzeczny z prawem karnym układ z urzędami i ministerstwami. W takiej sytuacji trudno ze strony tych partii liczyć na radykalną poprawę poziomu życia politycznego i, przede wszystkim, co tutaj jest źródłem, odcięcie się od potencjalnie kryminalnych interesów telewizji publicznej i stojącego za nią podobno "ośrodka" watykańskiego.

Prawo człowieka, które w państwie dyskryminacyjnym jest niedostępne

Z wyjątkiem osób będących profesorami prawa, doktorami hab. nauk prawnych albo notariuszami, prokuratorami lub sędziami albo co najmniej mających takie znajomości, do wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego w postępowaniu cywilnym lub do Naczelnego Sądu Administracyjnego w postępowaniu administracyjnym, jak również do wniesienia kasacji w postępowaniu karnym konieczny jest adwokat lub radca prawny, przy czym ustawa zabezpiecza możliwość odwołania się od odmownej decyzji przede wszystkim w przypadku adwokatów (art. 28 Prawa o adwokaturze, regulujący obowiązek wyświadczenia usługi, daje większe gwarancje niż odpowiadający mu przepis ustawy o radcach prawnych). Z kolei w przypadku skarg konstytucyjnych adwokat lub radca prawny to w ogóle konieczność – nie można uczynić np. profesora lub notariusza pełnomocnikiem w takiej sprawie.

Jest to sytuacja, która, jak widać, skutkuje nieuzasadnionym, bezpardonowym, masowym wykluczeniem, gdy tylko pojawia się przeciwko komuś taka wola polityczna.

Teoretycznie prawo do sądu każdemu powinno przysługiwać na równych zasadach. Nic innego, jak tylko kwestie merytoryczne, szczegóły prawne i dowodowe, nie powinno rzutować na możliwość odwołania się do Sądu Najwyższego. W praktyce jest zaś zgoła inaczej – próbuje się bezprawnie narzucać, że w tej dziedzinie są równi i równiejsi. Trybunał Konstytucyjny usprawiedliwiał to (i nadal usprawiedliwia – vide jego aprobata dla ustawy o Trybunale Konstytucyjnym) rzekomym "przeciążeniem" Sądu Najwyższego, gdyby miały do niego wpływać skargi "o niskim poziomie merytorycznym", bez wstępnego odfiltrowania przez prawników. Czy jednak nie jest to kompromis ze złem, tj. z umożliwianiem (bezprawnej) dyskryminacji i rezygnacją z zapewniania urzeczywistnienia prawa człowieka? Wydawałoby się, że z zapewniania prawa człowieka, a zatem zagwarantowania go tak, by ryzyko jego naruszania zmniejszyć w miarę możliwości w ogóle do zera, może zwolnić tylko konieczność prawna (patrz art. 31 ust. 3 Konstytucji RP). Tymczasem zaś w oczywisty sposób nie istnieje konieczność prawna blokowania dostępu do Sądu Najwyższego i zabarykadowywania go prawnikami, skoro można sobie wyobrazić inne rozwiązanie problemu przeciążenia tego sądu skargami kiepskiej jakości. Przede wszystkim i tak przynajmniej 90% osób będzie chciało, przy okazji tej ostatniej szansy, skorzystać z adwokata – bo to kosztuje i bo szansa jest ostatnia. Poza tym wiadomo, że nie jest niemożliwe obsługiwanie skarg także od zwykłych ludzi. Europejski Trybunał Praw Człowieka, który jest 1 na całą Europę, przyjmuje i wstępnie rozpoznaje skargi od każdego. Wstępne odfiltrowywanie (odrzucanie niesłusznych) skarg jak widać daje się wykonać bez narzucania korzystania z prawnika. Nie ma zatem konieczności prawnej, by takie korzystanie narzucać; można zamiast tego zwiększyć liczbę sędziów, otworzyć dodatkowe siedziby dla Sądu Najwyższego, wprowadzić nowe udogodnienia prawno-techniczne w kierunku maksymalizacji efektywności w drodze pracy zdalnej, a nawet wprowadzić rygorystycznie egzekwowaną odpowiedzialność zawodową za wnoszenie nonsensownych, z góry skazanych na niepowodzenie skarg kasacyjnych (obecnie się tego praktycznie wcale nie stosuje – adwokat ma prawo się dopatrzeć jakiejś nadziei dla sprawy, a w dziedzinie analiz przedsądowych mało kto jest zupełnie doskonały, bo gdyby tak było, to procesy często w ogóle nie odbywałyby się, tylko spora część spraw kończyłaby się polubownie – jednym z nielicznych wyjątków byłyby może co najwyżej sprawy o zapłatę od osoby niemającej pieniędzy). Ponadto można sobie wyobrazić rozwiązania hybrydowe, np. prawo do odwołania się do Sądu Najwyższego bez pomocy prawnika, ale z zastrzeżeniem, że skarżący musi w takim przypadku (oprócz oczywiście rygorystycznego spełnienia wszystkich ustawowych warunków prawnych, co może być dla wielu trudne) zaświadczyć, że próbował skorzystać z takich usług i dlaczego tego nie zrobił.

Wszystkimi tymi opcjami prawodawca polski – tj. Sejm i jego emanacja, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wraz ze swymi legislatorami – póki co w ogóle nie jest zainteresowany.

Może gdyby z powodu tej dotkliwej niesprawiedliwości aż usuwano ich wszystkich już właśnie ze stołków, wówczas reprezentanci obozu władzy okazaliby jakieś zainteresowanie tą sytuacją, zaczęliby przyznawać, że jednak "to jest bardzo ważna sprawa", póki co jednak – zainteresowania tego (i woli poprawy sytuacji ludności) kompletnie brak. Efektywnie tworzące się w wyniku tego "prawo" do upolitycznienia państwowych rozstrzygnięć sądowych (bo do tego sprowadza się możliwość odcięcia od Sądu Najwyższego, analizując to od strony celowościowej: chodzić tu może tylko i wyłącznie o wpłynięcie przez to na wynik sprawy) traktuje się jak jeszcze jedno prawo rządzącego. Może na równi z wpływaniem na Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy.

Jak wyjaśnia pokrzywdzony tą sytuacją Piotr Niżyński, "bardzo trudno jest znaleźć profesora chętnego do pomocy przy wnoszeniu skarg kasacyjnych, i to nawet takich praktycznie gotowych i w całości opracowanych przez klienta, oczywiście odpłatnie i to przy pełnej opłacie nawet w miesiącach, w których nie ma pracy. Prawdopodobnie wszyscy boją się rządu i polityki na swojej uczelni. Formalnie można z kimś takim zawrzeć umowę zlecenia i następnie udzielić mu pełnomocnictwa, by wniósł odpowiednie pismo, ale jak na razie mailowałem do setek profesorów prawa i żaden nie udzielił przychylnej odpowiedzi, a większość zachowywała się tak, jak gdyby e-maile wysłane na ich służbowy adres w ogóle nawet nie dotarły, czyli m. in. zlekceważyła żądanie automatycznego zwrotnego potwierdzenia odbioru, jakie narzuca się w czytniku poczty adresata przy przeglądaniu e-maila z taką opcją. Krótko mówiącna uczelniach terror i pogarda dla ofiar polityki".

(n/n, zmieniony: 21 paź 2021 10:34)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2020 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal