1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

Prezes xp.pl zatrzymany pod wydumanym, błędnym prawnie zarzutem o danych osobowych

26 gru 2021 22:22

W czwartek 23.12 br. prezes xp.pl sp. z o. o. Piotr Niżyński został napadnięty przez 2 funkcjonariuszy podczas wysiadania z wagonu metra na końcowej stacji Młociny - pojawili się od strony przeciwległego wyjścia ze stacji i zaczęli się zbliżać, zaś na widok nie wiadomo skąd im znanego z obecnego wyglądu Piotra Niżyńskiego zaczęli go legitymować i zatrzymali na 6 godzin. Okazuje się, że zatrzymanie było najprawdopodobniej ustawione podsłuchowo, a odnośna sprawa kryminalna jest prawdopodobnie polityczna i pod względem prawnym kompromitująca dla państwa.

Zdjęcie 1 z 3 – Treść i uzasadnienie zarzutu przeciwko podejrzanemu

Zawiadomienie o "nielegalnym przetwarzaniu danych osobowych", ze wskazaniem na art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych oraz art. 54 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, złożył Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie (reprezentowany przez pełnomocnika z kancelarii prawnej), czyli bliski współpracownik Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro (prawdopodobnie mają do siebie nr telefonu, oficjalnie lub nieoficjalnie; prezes tego sądu apelacyjnego powoływany i odwoływane wg woli ministra m. in. wdraża ministerialne zasady administrowania sądami u siebie oraz w sądach podległych). Oznacza to, że najprawdopodobniej z powodu szczególnego interesowania się postacią Piotra Niżyńskiego ww. osoba trafiła na portal xp.pl i jego artykuły, co również jest godne odnotowania. Alternatywnie, donos najpierw do tego prezesa mógłby pochodzić od któregoś z pracowników, który w ten sposób osobą Niżyńskiego się zainteresował (pewnie w związku ze spiskiem w polityce, bo czytelników akt to przecież w sądach przewija się mnóstwo). Zawiadomienie zostało natychmiast podchwycone przez policjantkę o charakterystycznym nazwisku kojarzącym się nieco ze świadczeniem usług seksualnych, która zadecydowała o przedstawieniu zarzutów, czyli uczynieniu Piotra Niżyńskiego podejrzanym, kwalifikując sprawę z obu ww. przepisów karnych.

Tu jednak zaczynają się – zaczynać się powinny, w normalnym państwie – schody, ponieważ przepisy te kompletnie nie mają zastosowania do sytuacji, o której była mowa w zawiadomieniu, czyli brakuje tu podstawy prawnej do ścigania prawem karnym, tym bardziej zaś podstaw dowodowych. Prezes sądu zapewne zawiadomił w 25% z ostrożności i "na wszelki wypadek" (gdyż wg art. 304 § 2 k.p.k. funkcjonariusz państwowy musi zawiadomić o przestępstwie, a nieuczynienie tego byłoby niedopełnieniem obowiązków, czyli przestępstwem), a więc może bez wnikliwego badania, czy rzeczywiście można tu mówić o czynie karalnym, a w 75% – ze złośliwości, niechęci personalnej do osoby Piotra Niżyńskiego (m. in. na blogu tej osoby można znaleźć pod koniec nagłówków a tuż przed najnowszym wpisem jakiś odnośnik do pism z tego sądu sugerujących istnienie w nim problemu podsłuchowego i/lub remontowego) oraz, zapewne, z przyczyn politycznych.

Temat sprawy a przepisy prawa

Sprawa dotyczyła nagrania wideo, które trafiło na kanał YouTube Piotra Niżyńskiego jako ilustracja skandalicznego obsłużenia przez Sąd Apelacyjny w Warszawie apelacji dotyczącej pozwu przeciwko państwu za konsekwentne uniemożliwianie ww. osobie i odstraszanie jej (m. in. przez Policję, ale też sąd karny w toku śledztwa i prokuraturę) od dostępu do wynajmowanego dla siebie domu (listopad-grudzień 2014 r. oraz kolejne 3 lata bezruchu poprzedzającego umorzenie skandalicznej sprawy o kradzież z włamaniem, wytoczonej za próbę sforsowania zabezpieczeń tego domu wprowadzonych przez właściciela). Nagranie to jest wciąż dostępne w Internecie pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=tUs39rVOrBc (o sprawie wspominaliśmy też w odpowiednim artykule); Prezes Sądu Apelacyjnego nie zdecydował się tego nagrania zgłosić obsłudze (do czego służy przycisk Zgłoś, zawsze wygodnie dostępny pod każdym filmem), co by najprawdopodobniej skutkowało po prostu zamaskowaniem odpowiednich miejsc filmu i na tym problem by się zakończył, tylko doniósł o sprawie prokuraturze poprzez kancelarię prawną, ta zaś (nielegalnie) wytoczyła przeciwko prezesowi xp.pl sp. z o. o. Piotrowi Niżyńskiemu zarzuty z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych i art. 54 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości – za to, że w sfilmowanych aktach (w tym także w zawartej w nich książeczce stanowiącej kserokopię akt sprawy karnej) występują dane osobowe.

Wypadałoby wpierw zauważyć, że 2 z ww. przepisów (notabene wprowadzony nową ustawą uchwaloną w 2018 r. przez koalicję Zjednoczonej Prawicy, która podobno fałszerstwem jedynie sprawuje samodzielnie władzę w Sejmie) bardzo ewidentnie nie nadaje się do zastosowania. Odpowiednia ustawa dotyczy przetwarzania danych osobowych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, czyli w zakresie, w jakim dotyczą one spraw kryminalnych, przy czym jej art. 3 pkt 1 wyraźnie wyklucza z jej dziedziny stosowalności te dane, które znajdują się w aktach spraw prowadzonych na podstawie Kodeksu postępowania karnego (tj. spraw kryminalnych). Co za tym idzie nie ma możliwości, by to, co pokazano na filmie, jednocześnie podpadało pod dziedzinę ustawy i nie było objęte ww. wykluczeniem, skoro prezentowane są jedynie informacje z dokumentów zawartych w aktach sprawy kryminalnej.

Jedynie w przypadku, gdyby były to dane w rodzaju danych Policji ścigającej skazanych w celu ich osadzenia w więzieniu, dane Interpolu itp., wówczas ustawa miałaby zastosowanie.

Z kolei pierwszy z przepisów, czyli art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, jest w obecnej postaci ustawy jedynie implementacją przepisów RODO – jako że zakres ochrony zapewnianej przez ustawę podany jest w jej art. 1 ust. 1, gdzie można przeczytać:

„Ustawę stosuje się do ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w zakresie określonym w art. 2 i art. 3 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietna 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz. Urz. UE L 119 z 04.05.2016, str. 1), zwanego dalej «rozporządzeniem 2016/679».”

Co za tym idzie tylko o tyle, o ile RODO przewiduje jakąś ochronę w danym zakresie (dodającą coś ponad inne, nawet czysto krajowe środki prawne, w rodzaju pozwów o ochronę wizerunku, w tym także imienia i nazwiska), możliwe byłoby ściganie w trybie kryminalnym na podstawie ww. art. 107, który głosi:

„1. Kto przetwarza dane osobowe, choć ich przetwarzanie nie jest dopuszczalne albo do ich przetwarzania nie jest uprawniony,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

2. Jeżeli czyn określony w ust. 1 dotyczy danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub światopoglądowe, przynależność do związków zawodowych, danych genetycznych, danych biometrycznych przetwarzanych w celu jednoznacznego zidentyfikowania osoby fizycznej, danych dotyczących zdrowia, seksualności lub orientacji seksualnej,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat trzech.”

Jak łatwo zauważyć, na filmie pokazującym i "omawiającym" (przy pomocy specjalnego dokumentu-pisma) odpowiednie akta sądowe (akta pozwu przeciwko Skarbowi Państwa) wcale nie ma elementów objętych typem kwalifikowanym z zaprezentowanego powyżej ust. 2 ww. przepisu. Mimo to Policja w kwalifikacji prawnej w zarzucie wpisała także i ten ustęp. Pokazuje to jej bardzo niską rzetelność w podchodzeniu do elementów opisu czynu w akcie oskarżenia i, poprzedzającym go, sformułowaniu zarzutu na etapie śledztwa (w tym przypadku chodzi tu o element z art. 332 § 1 pkt 4 k.p.k.: "wskazanie przepisów ustawy karnej, pod które zarzucany czyn podpada").

Niezależnie od tego chybione jest też w ogóle powoływanie się także i na art. 107 w jego pierwszym ustępie. RODO nie ma bowiem zastosowania do takich publikacji. Przede wszystkim Piotr Niżyński w wyjaśnieniach wskazał, że nagranie sporządzał w celach prywatnych i domowych, a nadanie mu statusu "Publiczny" (czyli nagranie wyświetlane na liście) zamiast "Niepubliczny" (czyli nagranie dostępne dla tych, którzy mają link) było albo pomyłką, albo włamaniem (prawdopodobnie ze strony operatorów nielegalnego telewizyjnego podsłuchu), czego ów z racji dużego upływu czasu już nie pamięta. Nagranie zostało wykonane po to, by je pokazywać adwokatom i radcom prawnym podczas poszukiwania prawnika do wniesienia kasacji. Tego typu poszukiwania potrafią być akurat w przypadku tej osoby – z uwagi na powszechność prorządowej-fiskalnej zapewne korupcji w tej branży oraz prześladowania polityczne przeciwko Niżyńskiemu – bardzo trudne, jak to już podnosiliśmy w artykule "Piotr Niżyński znowu dyskryminowany wśród adwokatów, ale Ziobro dalej zadowolony z sytuacji"; w istocie e-maile wysłano z konieczności do bardzo wielu prawników (prawie wszyscy bardzo szybko odmówili, pozostawiono dwóch potencjalnie chętnych na współpracę, najwyraźniej specjalnie dobranych wg kryterium, że mają słowo "adwokat" w nazwie domeny internetowej), dlatego też dla uproszczenia proponowano im (oprócz podesłania po prostu plików komputerowych) m. in. wejście na stronę www tego nagrania na YouTube, gdzie siedząc nad aktami i nad dokumentem streszczającym problemy z wyrokiem Piotr Niżyński wskazywał konkretne fragmenty akt i dotyczącą ich krytykę. Taki też był cel sporządzenia tego nagrania. Prokuratura, rzecz jasna, powinna się w ramach realizacji art. 4 k.p.k. zainteresować tymi okolicznościami i sprawdzić, czy rzeczywiście Piotr Niżyński wykorzystywał sporządzone nagranie przy mailowaniu do wielu prawników (podobno aż 11 z nich dostało w e-mailu adres tego filmu).

Prokuratura, rzecz jasna, podobnie jak Policja nie ma żadnego dowodu, że cel był inny niż prywatny.

Porównując to z tekstem RODO, można tu wskazać, że jego art. 2 ust. 2 pkt c) głosi, iż rozporządzenie to "nie ma zastosowania do przetwarzania danych osobowych przez osobę fizyczną w ramach czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze". Dodatkowo, jak się okazuje, pojęcie "czysto osobisty lub domowy charakter" przetwarzania jest ściśle zdefiniowane, mianowicie w punkcie 18 preambuły – chodzi tu o aktywność "bez związku z działalnością zawodową lub handlową". Niewątpliwie nagranie nie było przedmiotem handlu ani nie miało związku z żadnym handlem czy instytucją nim się zajmującą, zaś działalność zawodowa Piotra Niżyńskiego polega na tym, że jest zatrudniony w firmie prywatnej jako informatyk-sekretarz, z dokładnie wpisanym w umowie zakresem zajęć. Nie ma w nim żadnego publikowania czegokolwiek ani też nic nie wskazuje na to, że był to cel zamieszczenia filmu w Internecie, bez względu na to, co się następnie z nim stało.

Ponadto, co może jeszcze ważniejsze, aczkolwiek jako subtelność prawna może czasem umknąć uwadze amatorów, art. 2 ust. 1 RODO ogranicza zakres ochrony tylko do przetwarzania danych osobowych w sposób zautomatyzowany oraz do przetwarzania ręcznego, jeżeli odnośne dane osobowe znajdują się lub mają się znaleźć w zbiorze danych (por. też pkt 15 preambuły). W tym przypadku czynnością przetwarzania danych objętą zarzutem miałaby być ich publikacja. Publikacja ta została wykonana ręcznie, jako czynność jednorazowa wynikająca z jednorazowej ludzkiej decyzji. W takim przypadku dane musiałyby być zawarte w zbiorze danych osobowych, by być objęte ochroną. Tymczasem zaś, jak podał Niżyński w wyjaśnieniach podczas przesłuchania, książka czy tym bardziej akta sądowe (jako rodzaj książki) nie jest zbiorem danych osobowych (co najwyżej ewentualnie jakiś skorowidz na jej końcu mógłby wraz z jej odpowiednimi stronami pełnić tę rolę, ale w aktach nie ma czegoś takiego i dane "walają się" chaotycznie po różnych kartach poszczególnych tomów – nie ma czegoś takiego, że można wyszukiwać wg określonych kolumn tabelki, np. że w aktach jest jakiś spis nazwisk ze wskazanym miejscem, gdzie je można znaleźć, albo ich lista jest posortowana i dostępna w takiej posortowanej postaci).

Jak podaje pkt 15 preambuły RODO, "Zbiory lub zestawy zbiorów oraz ich strony tytułowe, które nie są uporządkowane według określonych kryteriów nie powinny być objęte zakresem niniejszego rozporządzenia".

Tym niemniej policjantka oraz zapewne jej naczelnik i kierownictwo w prokuraturze mają to najwyraźniej w nosie i będą się doszukiwać jakiegoś posortowania (czyli inaczej mówiąc "uporządkowania"), które tutaj nie istnieje, albo będą próbować podciągać czynność Niżyńskiego pod zautomatyzowane przetwarzanie danych, mimo że żadna czynność Piotra Niżyńskiego (ściśle tej osoby) dokonywana ściśle względem zestawu danych (np. względem akt czy ich nagrania; nie mylmy tu "zestawu" ze zbiorem danych) nie zdarzyła się tutaj automatycznie lub w sposób choćby częściowo zautomatyzowany. Próby doszukiwania się jakiegoś choćby minimalnego stopnia automatyzacji w tego typu czynnościach, co np. kliknięcie "Opublikuj" – w przypadku, gdy chodzi po prostu o książkę, np. akta sądowe – szłyby w przeciwną stronę do rozporządzenia, które jasno stwierdza, że "Zbiory lub zestawy zbiorów oraz ich strony tytułowe, które nie są uporządkowane według określonych kryteriów" (przykładem mogą tu być właśnie książki: zawierają niekiedy, swoją drogą pewnie bardzo rzadko z uwagi na to, że chodzi najczęściej o osoby już nieżyjące, chaotycznie porozrzucane po ich kartkach "dane osobowe") "nie powinny być objęte zakresem niniejszego rozporządzenia". Przyjęcie, że publikacja nagranej książki czy np. przesłanie pliku PDF e-booka (w którym nie ma, załóżmy, żadnego indeksu nazwisk) jest prawnie relewantną czynnością na danych osobowych, to zaprzeczanie ww. zasadzie z punktu 15 preambuły RODO.

Możliwość szerszej ochrony prawnej na razie nie istnieje, kluczem do niej jest sądownictwo

Uważny czytelnik mógłby tu zauważyć, że omawialiśmy na xp.pl także temat dyskryminacji (czy raczej prób w kierunku dyskryminacji) Piotra Niżyńskiego przez dworzec kolejowy w Legionowie, w której to sprawie ww. osoba powołała się przed prokuraturą na art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, mimo że nie było tam raczej automatycznego lub półautomatycznego przetwarzania danych osobowych (albo przetwarzania ich w zbiorze danych) w celu niedozwolonym prawnie (dyskryminacyjnym). Następnie zaś ww. osoba wystąpiła z krytyką postanowienia prokuratury do sądu, po czym, po oddaleniu zażalenia przez sąd, doniosła do prokuratury, że sąd postąpił bezprawnie i miał w nosie argumentację oraz swoje obowiązki. Owo zawiadomienie do prokuratury przeciwko sędziemu wspominało też szerszy i ogólniejszy problem konsekwentnie nielegalnego orzekania przez wiele sądów w różnych sprawach (problem bardzo wielu rażąco niesprawiedliwych i lekceważących autora pisma orzeczeń sądowych), których wspólną cechą jest to, że występuje w nich postać prześladowanego podsłuchowo Piotra Niżyńskiego – co kwalifikowało się do rozpoznania jako hipoteza grupy przestępczej. O tym temacie informował nasz wcześnieszy artykuł "Stronniczy sąd poparł prokuraturę przeciw Niżyńskiemu; brak dochodzenia".

Rzeczywiście, istnieje możliwość, że za słuszną uznano by szerszą karnoprawną ochronę przed przetwarzaniem danych osobowych niż tylko ta przewidziana przepisami RODO, czyli dotycząca zbiorów danych osobowych (typowo: jakichś tabelek w pamięciach komputerów i na dyskach twardych) oraz przetwarzania danych w sposób częściowo lub całkowicie zautomatyzowany. Wynika to z istnienia Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, mającej najwyraźniej charakter gwarancji i stwarzający ramy systemu prawnego i wyznaczający w nim pewne minimum praw, jakie każdej jednostce przyznać trzeba; tym niemniej takie stosowanie art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, że miarodajne dla istnienia naruszenia prawa byłoby już samo tylko działanie na danych osobowych bez zgody osoby, której dotyczą (a zatem w oparciu o krótką zasadę z Karty praw podstawowych Unii Europejskiej) wymagałoby najpierw albo (a) uchylenia art. 1 ustawy o ochronie danych osobowych przez Trybunał Konstytucyjny, jako niezgodnego z prawem europejskim (do tego czasu obowiązuje domniemanie jego zgodności z tym prawem), przy czym w razie uzasadnionych wątpliwości sąd przecież miałby prawo skierować pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego, o co go nawet Piotr Niżyński w swym zażaleniu poprosił, albo też (jako druga z opcji) owo stosowanie już nawet samej Karty praw podstawowych UE i pomijanie ograniczeń RODO wymagałoby (b) co najmniej orzeczenia wydanego w trybie prejudycjalnym przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdyż sądy nie mają prawa same wyprowadzać jakichś wniosków interpretacyjnych z prawa europejskiego, tylko koniec końców powinno to zależeć od Trybunału w Luksemburgu, do którego zgodnie z art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej sądy mogą, a w końcu nawet mają obowiązek, kierować pytania prejudycjalne. W tym przypadku chodziłoby o to, czy państwa członkowskie mają prawo różnicować stopień zapewnianej ochrony prawnej danych osobowych w zależności od tego, czy ich ochrona wynika z RODO, czy jedynie z Karty praw podstawowych Unii Europejskiej (oraz, przede wszystkim, TSUE powinien wyjaśnić, czy w razie, gdy RODO nie zapewnia pełnej ochrony danych osobowych zabezpieczającej ludziom godność i prawo do prywatności, np. z uwagi na brak przetwarzania automatycznego lub to, że dane osobowe nie są zawarte w jakimś materialnym zbiorze dającym się przeglądać wg różnych kryteriów, uzasadnione prawem europejskim jest wywodzenie tej ochrony danych i związanych z nią obowiązków wprost z zasad z art. 8 Karty praw podstawowych UE).

To właśnie brak skierowania pytania prejudycjalnego – bez trafnego powołania się na jakąś zasadę, która by z tego obowiązku zwalniała (np. wcześniejsze orzecznictwo albo sytuacja w oczywisty sposób z przepisów i ich systemu wynikająca, nie stwarzająca żadnej szansy na 2 możliwe interpretacje) – był głównym zarzutem przeciwko polskiemu sądowi, który odmówił śledztwa w sprawie dworca kolejowego.

Natomiast co do zasady, bez odpowiedniego rozstrzygnięcia tej kwestii przez sądownictwo czy choćby ustawodawcę, niedopuszczalne wydaje się zlekceważenie przez prokuraturę art. 1 ustawy o ochronie danych osobowych. Prokuratura ma jednak możliwość wszcząć odpowiednie postępowanie, ponieważ Prokurator Generalny może wystąpić przeciwko przepisowi (na gruncie prawa międzynarodowego) do Trybunału Konstytucyjnego, a może też spróbować sprowokować sprawę w Trybunale Sprawiedliwości UE poprzez wystąpienie z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego.

Przecież każdy chyba się zgodzi, że nie może być tak, że jest jasno i wyraźnie napisany przepis art. 1 ustawy o ochronie danych osobowych, ograniczający stosowalność jej nakazów i zakazów do tego, co uregulowane RODO, a tymczasem śledztwa na podstawie tej ustawy toczą się tak, jak gdyby tego przepisu w ogóle nie było – i to bez żadnego skandalu po drodze (w dodatku przeciwko ludziom, którzy nie mają żadnych poważniejszych naruszeń na sumieniu – można by tu polemizować, czy czyn objęty zarzutem nie był po prostu czynem o szkodliwości społecznej znikomej, najwyraźniej zresztą społecznie niezbyt napiętnowanym, skoro nikt nie zgłosił tamtego nagrania do obsługi; jeśli nawet nie znikoma, to mała byłaby w tym przypadku ogólna szkodliwość społeczna takiego czynu – zwłaszcza zważywszy, że bez żadnego przestępstwa każda osoba prywatna ma prawo stanąć na rynku i krzyknąć do ludzi dookoła "słuchajcie, człowiek o takich-to-a-takich personaliach ma taki-a-taki adres": nie jest to żadne przetwarzanie danych, a jedynie oświadczenie na temat czegoś, co się pamięta; tak samo można też przekazać taką informację jednej pojedynczej osobie, np. znajomemu; absurdem byłoby więc twierdzenie, że skoro tylko zastosuje się do tego nowoczesne technologie internetowe, to już czyn zabroniony jest i w dodatku ma społeczną szkodliwość – wydaje się, że nie to jest celem przepisów europejskich: nie służą one tamowaniu czy zwalczaniu postępu na rzecz metod tradycyjnych).

Co godne odnotowania, w 3-4 miesiącach począwszy od lipca 2021 r. (tj. daty zawiadomienia przeciwko dworcowi kolejowemu) Piotr Niżyński aż w 2 różnych sprawach występował z zawiadomieniami o nielegalnym przetwarzaniu jego danych osobowych, jakkolwiek poza zbiorem danych (pierwsza: przeciwko dworcowi, druga: przeciwko lombardowi). W obu sprawach konsekwentnie organy ścigania oraz sędziowie (z zupełnie różnych sądów) przysyłali odmowy wszczęcia śledztwa, czyli 4 niby to "przypadkowo trafionych" funkcjonariuszy publicznych od ochrony prawnej zgodnie twierdziło, że coś takiego nie nadaje się do ścigania, mniej lub bardziej wyraźnie nawiązując do ugruntowanych w RODO sposobów interpretowania prawa. Tak to jest, gdy Niżyński ma być pokrzywdzonym. Wielką najprawdopodobniej stronniczością trzeba by zatem nazwać fakt, że akurat tym razem, gdy zawiadomił Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a Niżyński (znana ofiara państwowo osłanianej nagonki podsłuchowej) miałby być sprawcą, sprawę natychmiast podjęto i ów prezes sądu nie spotkał się z żadną wrogością, mimo że zupełnie analogicznie jest to pomijanie bardzo dużej dziedziny, w której RODO wyklucza swe stosowanie i którą czyni nieobjętą ochroną prawną danych osobowych (oczywiście – z wyjątkiem przepisów krajowych w rodzaju ochrony dóbr osobistych takich, jak np. wizerunek czy prawo do prywatności).

Podsłuchowe tło zatrzymania

Na to, że Policja posłużyła się najprawdopodobniej informacjami podsłuchowymi (tj. bandyckimi) dla dokonania zatrzymania wskazuje to, że nastąpiło ono w odpowiedniej dacie. Zapewniła ona sytuację, że czytania mszalne w najbliższą niedzielę (tj. drugi dzień świąt) zdawały się nieco nawiązywać do tego zatrzymania – tymczasem zaś taką metodę, jak dobieranie dat pod czytania mszalne, stosowano już wcześniej (patrz np. nasz artykuł pod nagłówkiem "Ślady spisku politycznego i starożytnego", pod koniec tam zlokalizowanego tekstu, ostatnia lista wypunktowana).

Mowa tu mianowicie o czytaniu z ewangelii wg lekcjonarza na 26.12.2021, którym w tym przypadku (patrz dane "Niedzieli") był fragment Łk 2:41-52. Kojarzący się z zatrzymaniami i ich 48-godzinnym limitem czasu trwania werset Łk 2:48 głosi:

„Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”

Swoją drogą jest to zapewne ślad po już wówczas krążącym potajemnie pomyśle, by zatrzymania w wykonaniu sił porządkowych (pewnie też zarezerwowano nazwę kojarzącą się z polityką) trwały nie więcej niż 48 godzin.

(n/n)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2020 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal