1. Z przyczyn politycznych musimy Cię tutaj poinformować o tym, że portal xp.pl wykorzystuje tzw. cookies, czyli technologię zapamiętywania w Twojej przeglądarce (w celu późniejszego prezentowania naszym serwerom przy okazji pobierania treści) drobnych danych konfiguracyjnych uznanych za potrzebne przez administratorów portalu. Przykładowo, dzięki cookies wiadomo, że nie jesteś zupełnie nowym użytkownikiem, lecz na stronach portalu byłeś/aś już wcześniej, co ma wpływ na zbieranie informacji statystycznych o nowych odbiorcach treści. Podobnie, jeżeli masz konto użytkownika portalu xp.pl, dzięki cookies będziemy pamiętać o tym, że jesteś na nim zalogowany.
  2. Ww. technologia cookies jest stosowana przez portal xp.pl i nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Twojego komputera. Jeśli ją akceptujesz, kliknij przycisk "Akceptuję cookies". Spowoduje to zapisanie w Twojej przeglądarce danych cookies świadczących o tej zgodzie, dzięki czemu niniejsze ostrzeżenie nie będzie już więcej prezentowane. Jeśli nie zgadzasz się na stosowanie cookies, zmień konfigurację swej przeglądarki internetowej.
  3. WAŻNE  Rozważ ponadto zarejestrowanie konta na portalu xp.pl. Nasz portal ma potężnych wrogów: kryminalna "grupa watykańska" lub, jak kto woli, grupa skarbowa obejmuje naszym zdaniem swym zasięgiem nie tylko wszystko, co państwowe, w tym np. rejestr domen .pl czy sądy, z których mogą płynąć rozliczne zagrożenia, ale także mnóstwo prywatnych przedsiębiorstw czy nawet prawie wszystkie prywatne przedsiębiorstwa: w tym także zapewne operatorów telekomunikacyjnych(!) oraz firmy z literami XP w nazwie, a nawet odpowiednie sądy polubowne stworzone dla oficjalnego i szybkiego "rozstrzygania" tego typu sporów o domeny. Wszystko jest pod kontrolą jednej władzy, zaś partie dodatkowo wprowadzają jeszcze coraz to nowe podstawy ustawowe do cenzurowania Internetu, do ukrywania treści, które w nim są, przed Polakami – więc bez kontaktu z administracją portalu xp.pl poprzez inny kanał, np. pocztę e-mail, pewnego dnia możesz stracić do niego dostęp! Dlatego zarejestruj się i na zawsze zabezpiecz się w ten sposób przed takim niebezpieczeństwem.
    Nie dopuśćmy, by w naszym kraju funkcjonował polityczny system zamknięty, nie poddany demokratycznej kontroli.Akceptuję cookies
    Rejestrując się zapewnisz sobie też ładną krótką nazwę użytkownika, z której w przyszłości będziesz dumny/a i która będzie poświadczać, że byłeś/aś z nami od początku.
E-MAILIRCTARGSTARTOWA
WIADOMOŚCIPOLSKAŚWIATKOMENTARZETECHNOLOGIA I NAUKAGOSPODARKAKULTURA

"Dużo więcej fałszu". Dręczyciele dźwiękowi o wyborach i sondażach

3 lis 2019 23:21

Wkrótce po wyborach "TV-mafia" w postaci niezidentyfikowanych, prawdopodobnie państwowych, pracowników (podobno ze studia TVP) zajmujących się całodobowym dręczeniem, namierzaniem, podsłuchiwaniem i podglądaniem Piotra Niżyńskiego rozszerzyła swe wypowiedzi o wyborach, które wstępnie już zrelacjonowaliśmy w artykule o ich wyniku.

Fałszowanie wyborów najprawdopodobniej wpływające na ich wynik ujawniliśmy w naszych 2 poprzednich artykułach wyborczych: "Oficjalne wyniki wyborów. W tle dowód odgórnego oszustwa, a także demaskatorskie komentarze »telewizji«" i "Protest do SN ws. sfałszowania wyborów. »Polacy nie chcą partii, które fałszują wybory«". Od początku zapowiadało się ono też w wypowiedziach wspomnianych dręczycieli – zapowiadali oni to zjawisko nawet wyrażając się wprost, że taki temat nadchodzi, a nie tylko oględnie (jak np. w sformułowaniu kojarzącym się z wolnymi wyborami "brak wolnej woli" nagle strasznie spopularyzowanym w ramach radia podsłuchowego tuż przed wyborami).

Tymczasem jak zaczęto wkrótce później, czyli już raptem kilka dni po wyborach, głośno informować wszystkich znajdujących się w promieniu od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów od Piotra Niżyńskiego, a także wszystkich wtedy go podsłuchujących np. w pracy (podczas sesji przy monitoringu, w czym uczestniczą zwykli pracownicy, a nie tylko ochroniarze), a miało to miejsce w czasie jego kilku niedawnych pobytów w Warszawie, "wybory i sondaże fałszowane są od dawna, i to na poważną skalę". "Nie jest to tylko kwestia 1% czy nawet 2%", czyli liczb, o jakie w ramach normalnych zjawisk znanych statystyce i socjologii wyniki w wyborach mogą odbiegać od wyników sondażowych – tzw. błędu statystycznego.

"Zafałszowania wyniku wyborów sięgają ok. 10-15%", informowali spikerzy tortury dźwiękowej. Jest to może teza przesadzona, tym niemniej ok. 10% wydaje się uprawdopodobnione z uwagi na to, że "elektorat zdecydowanie antysystemowy" (wyrażający się czy to w popieraniu Kukiz'15 i Nowoczesnej, czy to, w innych okresach czasu, w popieraniu partii KORWiN, a odrzucaniu wszelkich dotychczas rządzących partii) już dawno temu wynosił niezmiennie nie mniej niż ok. 15% (patrz IBRiS dla Onetu z maja 2015 r.), w różnych konfiguracjach tyle dając w sumie, podczas gdy w tych wyborach skupił się prawie wyłącznie w "Konfederacji" z poparciem podobno zaledwie 6,81%. Oznaczałoby to, że zdeklarowani przeciwnicy dotychczas rządzących obozów mieliby nagle "rozpłynąć się w powietrzu", przestać głosować, przestać się tak jasno sprzeciwiać i zmaleć jako grupa społeczna ponaddwukrotnie (16:6), co wydaje się bardzo nieprawdopodobne. Z pewnych rzeczy, jak np. wiedza o złym stanie kraju czy szacunek dla elementarnego ładu moralnego, po prostu się nie wyrasta. Przeciwnie, powinno wręcz przybywać elektoratu alternatyw, które jak dotąd nie rządziły, wraz z szerzeniem się wiedzy o złym (a nawet coraz gorszym, np. w kwestii zabijania) stanie praworządności państwa.

Dręczyciele uzasadniają swe słowa

Wśród przytaczanych argumentów czy też przykładów "fałszerstw" odnotowaliśmy takie oto:

  • Bezpośrednio przed wyborami z jesieni 2015 r. w trakcie kampanii wyborczej doszło nagle w krótkim czasie, bez wyraźnej przyczyny, do gwałtownego spadku notowań Platformy Obywatelskiej i wzrostu notowań PiS-u. Zmiana ta była dosyć drastyczna (prezydenckie Komorowski z PO/Duda z PiS: z 65%/21% w I turze w styczniu w sondażach, np. tym dla TVN24, do 34%/35% w maju w wyborach; zarazem dokładnie analogicznie było z sytuacją PO/PiS co do wyborów parlamentarnych: zmiana z 38%/28% w sondażach w lutym do 24%/38% w wyborach w październiku). Charakterystyczny jest nie tyle odpływ wyborców do stronnictw alternatywnych, co przeniesienie poparcia z PO na PiS. Jest to dosyć niezrozumiałe w swej nagłości – trudno zakładać, że obywatele jak jacyś żołnierze np. swego kontaktu na Tlenie, który zresztą nota bene chyba nic takiego nie ogłaszał, skoordynowali się sami; raczej gdzie indziej można upatrywać przyczyny, u jakichś koordynatorów samozwańczych, od obywateli niezależnych. Jednocześnie zaś, co ciekawe, właśnie w tych miesiącach drastycznych zmian, jednakże już bodaj z pewnym drobnym względem ich początku opóźnieniem, rozlepiono mnóstwo plakatów z fotografią Ewy Kopacz opatrzoną komentarzem "Słucham, rozumiem, pomagam" kojarzącym się ze skandalem podsłuchowym skupionym wokół osoby Piotra Niżyńskiego. Był więc ów cichy skandal być może w tej sprawie istotny, mógł zaważyć na wynikach, choć mało prawdopodobne wydaje się, by to akurat naród w sensie ogół wyborców pokierował się tutaj takimi skojarzeniami i z powodu mało sensownej animozji i dopatrywania się podtekstu stracił masowo zaufanie do dobrze znanej i niby to stabilnej i szacownej frakcji politycznej. Raczej przeciwne wytłumaczenia (niż taka wiara w powszechne paranoiczne doszukiwanie się spisku czy też ważnej aluzji w paru prostych słowach) wydają się tutaj uzasadnione – że to po przeciwnej stronie do demokracji, reprezentowanej przez wyborców, dochodziło tutaj do największych rewolucji. Otóż, jak teraz wyjaśniają dręczyciele (podobno nawet organizatorzy morderstw) kojarzeni popularnie z Telewizją Polską jako centrum śledzenia Piotra Niżyńskiego, nagła ta zmiana – dosyć przecież obca naturze ludzkiej, ta bowiem lubi przyzwyczajać się do jakiegoś stronnictwa i trzymać się go podchodząc do niego stale z zaufaniem z dobrze ustalonych przyczyn, o ile tylko mass media nie odsłaniają groźnych i wymagających niestety interwencji wyborczej skandali – miała być ponoć rezultatem "odkłamywania sondaży", czyli stopniowego odsłaniania swego prawdziwego poziomu poparcia. "PO zrezygnowała z dotychczas stosowanego fałszowania sondaży" – które to "fałszowanie", wedle tych spikerów, miało jej pomagać wizerunkowo zwłaszcza od początku roku 2013, gdy w Warszawie i wśród ludzi podsłuchujących Niżyńskiego zaczęła dawać się we znaki tortura dźwiękowa: budynki w najróżniejszych częściach miasta – zależnie od tego, gdzie w danej chwili znajdował się Piotr Niżyński, w promieniu rzędu 100-150 metrów od niego – grały dźwięki zmiksowanych z, pojawiającymi się niekiedy, wołaniami i wypowiedziami pełnym głosem ścieżek dźwiękowych szeptów (podprogowych oraz tych ponad progiem słyszalności): paraliżujących umysły w dziedzinie zdolności jakiegokolwiek (samodzielnego) myślenia, męczących i nieraz nawet bardzo nieprzyjemnych (stosowano też tortury podprogowe w rodzaju np. wyciskania śliny, po kilka razy dziennie przez każdorazowo wiele minut). Składał się na nie, powtórzmy, zarówno przekaz podprogowy, jak i szept drażniący ludzi jako odczuwalne bodźce, co zaczęto stosować (non stop i bez jakiejkolwiek możliwości ucieczki) w ramach "schamienia" dotychczasowego kunsztu manipulacji podprogowych i przetworzenia ich w torturowanie człowieka. Niewątpliwie przynajmniej setki tysięcy ludzi, którym zdarzało się to usłyszeć, straciło przez to nadzieje na jakąkolwiek przyzwoitość w polityce, skoro ktoś (czyli wg popularnego mniemania TVP) pozwala sobie na aż tak daleko posuniętą ostentację w łamaniu praw człowieka w jak najgorszym stylu. Dźwięki tortury rozlegały się m. in. na cały budynek wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej przy ul. Nowowiejskiej 5/9 przynajmniej 2 razy w tygodniu całymi godzinami, a potem też tak samo całe budynki dręczyły przybyłą do nich ludność np. w hotelach prywatnych czy nawet w państwowym (patrz ostatnia sekcja niniejszego artykułu, gdzie jest odesłanie do przykładów). Przede wszystkim jednak słyszało je mnóstwo przestępców podsłuchowych, dobrze przyzwyczajonych uważać, że różne dziwne nie wiadomo niby skąd pochodzące dźwięki wokół Piotra Niżyńskiego, podszepty podprogowe, które słychać w podsłuchu, są rzeczywiste i można je wokół niego spotkać (należy wówczas kaszleć). Trudno więc – nie uznając tych ludzi za zupełnie już wyzutych z wszelkich resztek moralności, a także obaw o siebie – twierdzić, że nie zirytowało ich to co do stanu polityki i że nie obrazili się za to na władze (choćby nawet za to, że czyni się ich wspólnikami w tym procederze; gdyż zadaniem szpiega jest m. in., obok sprawy podglądu ekranu komputera, pomóc "telewizji" w namierzeniu Piotra Niżyńskiego w terenie i generalnie kontaktować się z nią na bieżąco przy wchodzeniu i wychodzeniu tego człowieka do firmowej nieruchomości). Brak jakiegokolwiek odzwierciedlenia tego faktu w sondażach miałby więc być przykładem ich fałszowania, natomiast wielki krach, jaki zdarzył się pod koniec kampanii wyborczej do parlamentu z 2015 r. (po której nota bene nastąpiły wybory niewątpliwie nieco zafałszowane, bo uczyniono to w sposób ostentacyjny, patrz nasz poprzedni artykuł: "Oficjalne wyniki wyborów. W tle dowód odgórnego oszustwa, a także demaskatorskie komentarze »telewizji«"), byłby po prostu efektem łaskawego "uwolnienia" sondaży przez, jak podawano, premiera Tuska i jego zgody na publikowanie rzeczywistych czy choćby tylko zbliżonych do rzeczywistości wyników. ("Telewizja" bowiem, czyli twórcy dźwiękowej tortury nadawanej specjalnym szyfrowanym radiem na żywo, zawsze podnosi, że jest niejako rządowym ministerstwem i że podlega pod rząd i w szczególności pod zachcianki kolejnych premierów. Twierdził tak też w ogólności o TVP m. in. jej dawny członek Rady Nadzorczej Laszek Rowicki – zapewne dobrany po nazwisku, zgodnie z typową metodą "grupy watykańskiej", przez wzgląd na to, że sąsiednia względem m. in. studia TVP na Jasnej, gdzie mieści się kanał regionalny TVP Warszawa i jego studio, jest właśnie ul. Rowickiego.)
  • Kolejnym przykładem "fałszowania sondaży" z czasu rządów PO i Tuska (tym razem w ich wcześniejszej fazie: 2008-2010) miałaby być afera hazardowa. Co ciekawe, twierdzenia spikerów tortury dźwiękowej istotnie w tym przypadku porażają swą poprawnością logiczną i mocą dowodową i nie jest to żadna ironia. Rzeczywiście afera hazardowa wydaje się być dowodem na socjotechniczne manipulacje z myślą o wpływaniu na wynik wyborów. Mianowicie wykonawcy tortury dźwiękowej podnoszą tezę, że aferę tę PO zorganizowała sama przeciw sobie celowo, jak wcześniej zrobił to SLD w przypadku afery Rywina i następnie afery starachowickiej (po co zdaniem Telewizji SLD miałby to zrobić wyjaśniliśmy dokładnie w niedawnym artykule "Oficjalne wyniki wyborów. W tle (...) demaskatorskie komentarze »telewizji«" pod nagłówkiem "Komentarze w dniu wyborów", punkt 3 na liście wypunktowanej nienumerowanej). Tym razem "samobójcza" nieco decyzja Tuska – choć, jak się okazało, w rzeczywistości dosyć nieszkodliwa – miałaby służyć temu, by przetestować fałszowanie sondaży: to, czy ośrodki sondażowe pozostaną wierne ustaleniom, oraz to, jaki wpływ taki zafałszowany obraz-polityki-jako-niezmiennej będzie mieć na preferencje wyborców.
    Najpierw jednak potrzebne jest słowo wyjaśnienia odnośnie tego, dlaczego w ogóle miałaby to być afera z grupy tych samobójczych. W przypadku SLD udowodniliśmy to powołaniem się na fakty, choć mało obecnie jeszcze znane, tymczasem również i tym razem można łatwo wskazać na takie fakty, gdyż personalia głównego bohatera afery, który ma nazwisko Sobiesiak, są bardzo bardzo zbliżone do personaliów pierwszego prezesa Alior Banku, który podobno "tworzył" ten bank wraz z kapitałem Carlo Tassara, a mianowicie W. Sobieraja (oczywiście bardzo to nierówne zestawienie, Sobieraj i Carlo Tassara, gdyż ten drugi podmiot to wielki moloch włoski, a Sobieraj był zaledwie jakimś polskim bankierem jakich wiele). Otóż powstanie Alior Banku w 2008 r. i takie akurat a nie inne nazwisko jego prezesa i "współtwórcy" (osoby specjalnie wybranej do tej roli przez rządy uczestniczące w tworzeniu tego banku) wydają się być podyktowane odgórnym planem papieskim, co podnosi się na blogu Piotra Niżyńskiego www.nielegalnie.pl w raporcie "Kogo i co zakulisowo spiskiem wykreowała grupa watykańska" (patrz pkt "[2007] Wojciech SOBIERAJ"), a czymś powiązanym z tymi zdarzeniami i dlatego najpewniej również inspirowanym rządowo musiało być w takim razie zaistnienie, jako głównego swego czasu w polityce, skandalu z Sobiesiakiem. Na marginesie można tu dodać, że końcówka -siak w nazwisku Sobiesiak brzmi jak drugi wariant słowa "tak", czyli akcentuje wtórność tej postaci: to, że pojawia się ona dopiero w ślad za inną, dużo popularniejszą wcześniejszą ("»Siak« następuje za słowem »Tak«").
    Można tu podnieść jeszcze taki oto argument, że temat "walki z hazardem" od razu nabiera specyficznego znaczenia aluzyjnego, jeśli się uwzględni, że zwykłe słowo "przypadek" ma po angielsku całkiem sporo tłumaczeń, z których jedno to właśnie ang. hazard. A zatem "walka z hazardem" to dla Anglika brzmiałoby trochę też jak "walka z przypadkiem" (mającym tu odcień znaczeniowy "ryzyko", "brak pewności") – jako czymś nielubianym. Afera hazardowa z 2008 r. trafiała więc w temat pewnych kwestii filozoficznych związanych z wolnością woli i determinacją, tymczasem temat ten był właśnie wówczas, w ramach krótkiego dwuletniego chyba zaledwie epizodu, poruszony w niektórych wyodrębnionych wyróżnionych tekstach na pewnej stronie internetowej założonej w 2007 r. przez Niżyńskiego (zapewne pod wpływem inspiracji podprogowych; przetrwała do r. 2009) i umożliwiającej czytanie licznych książek Nietzschego, a także prezentującej spostrzeżenia redaktorskie. A zatem wystąpiła specyficzna zbieżność między tematem, który wychwycili przestępcy podsłuchowi zajmujący się też wykradaniem ekranu komputera, a tematem świeżo wykreowanej afery.
    Skoro więc celowe spowodowanie skandalu przeciwko samemu sobie przez rząd można ustalić jako fakt w sposób dosyć pewny, np. rzucając okiem na ww. raport www.nielegalnie.pl/ponazwisku.html (co do pierwowzoru aferała w postaci Sobieraja) oraz uwzględniając faktyczne zaistnienie skandalu w Alior Banku, to pozostaje już tylko pytanie "po co organizować skandal przeciwko samemu sobie? co to w tym przypadku mogło dać PO, skoro partia już i tak się zapewne z takich ludzi, z jakich chcieli liderzy, czyli z posłów promafijnych w dziedzinie podsłuchu wykonywanego w Telewizji?". I na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, nie ma żadnej przekonującej odpowiedzi, jak tylko taka, że chodziło o test, o eksperyment – sprawdzenie, czy da się w przypadku skandalu, w którym politycy tak do końca nie są bezbronni i mają parę argumentów na swą obronę, a naród jest dosyć niewrażliwy i nie jego to dotyczy, uniknąć przykrych konsekwencji dekonspiracji zła poprzez wmawianie ludziom, że "dla Polaków nic ważnego się nie stało, ta sprawa nie ma praktycznie znaczenia". Stąd też po aferze hazardowej proszono, jeśli ufać tej wersji, ośrodki sondażowe o tuszowanie spadku poparcia dla PO.
  • Podnoszono również, że rzekomy wzrost poparcia dla PiS o wiele procent od czasu wyborów w 2015 r. (z 37,6% do obecnych podobno 43,59%, czyli o prawie że równo 6%; a tymczasem przecież istnieje równoległy trend spadkowy, związany z trwającym skandalem podsłuchowo-telewizyjnym i dotyczącym wolności prasy, więc aby go wyrównać i przeważyć, partia musiałaby zyskać jeszcze więcej nowych wyborców, rzędu np. 9%) jest zjawiskiem fikcyjnym: owo "nawracanie się na PiS" jest, jak zauważono, czymś praktycznie niespotykanym w rodzinach (jak tłumaczono, dotychczasowi zwolennicy konkurencyjnych partii w rodzaju SLD czy nawet PO wręcz z powodu jakiejś personalnej animozji i "nietrawienia" jakiegoś charakteru prowadzenia polityki nie daliby się namówić na nawrócenie na partię PiS i jej wodzów), zaś w rzeczywistości partii poparcie miałoby podobno nawet spadać, m. in. właśnie w związku ze skandalem telewizyjnym (podczas gdy sprawa polityki gospodarczej, w tym rozdawnictwa pieniędzy, ale i narzucania wyższych podatków np. na hipermarkety spożywcze, miałaby tu być właściwie bez znaczenia, gdyż nikt nie oczekiwałby likwidacji 500+ np. w razie objęcia rządów przez PO; ludzie ponoć nie zmieniają raczej preferencji wyborczych przez takie rzeczy, natomiast organizuje się je po to, by ludzie rozmawiający ze sobą o polityce i wymądrzający się w jej temacie, wyolbrzymiający rolę mass mediów i robiący z ludzi dookoła szarą masę – a osób o takiej mentalności wśród tych, którzy rozmawiają o polityce, jest niewątpliwie niemało – mieli czym sobie tłumaczyć rzekome masowe zmiany preferencji w narodzie, czyli ów zauważalny wzrost poparcia dla PiS). Faktycznie, nie jest tak dobrze w rodzinach, że łatwo znaleźć ludzi zmieniających partię popieraną na PiS, jest nawet w tym ziarno prawdy, iż "ze świecą takich można szukać" (nawet niekoniecznie u kolegów w rodzinach, tylko czasem dopiero u kolegów kolegów). A zatem jak się wydaje zdecydowanie nie było np. trendu zmiany preferencji na rzecz PiS obejmującego 10% narodu czy, co gorsza, jeszcze większy odsetek ludności. Wskazywano też na to, że tuż przed wyborami opublikowano sondaż znanej instytucji wprost podający, iż partia PiS nie będzie samodzielnie dysponowała większością miejsc w Sejmie. Miałoby to być, jak podają ci podobno bliscy rządowi ludzie (a teoria o tej bliskości względem rzędu wydaje się prawdopodobna), "gestem przyznania prawdy" mimo trudnej sytuacji politycznej wyrażającej się naciskami na przychylne władzy fałszerstwo. W ostatniej chwili więc jak gdyby, wedle tej wersji, odsłonięto rzeczywistość mimo nacisku.
    Można tu jeszcze dodać, nawiązując do tego rzekomego wzrostu poparcia aż o 5,99% (jak gdyby nie było trendów przeciwnych lub były nieistotne i zostały miażdżąco pokonane), że idea dodawania szóstki w świecie morderstw najprawdopodobniej politycznych i kojarzących się z memami watykańsko-telewizyjnymi była wykorzystana m. in. przy "zamordowaniu znanego ateisty posła Kazimierza Kutza" (inny taki znany zamordowany poseł-"ateista" – tj. właściwie: tylko na "ateistę" portretowany, z racji podobnych personaliów do pewnego kolegi Piotra Niżyńskiego – to zabity w wypadku, spowodowanym prawdopodobnie rozkazami falowymi dla elektroniki samochodu, Rafał Wójcikowski: jak widać, jest tu pewna tendencja "prokościelna"), jak można poczytać w raporcie "Lista zabójstw" stanowiącym część bloga Piotra Niżyńskiego www.nielegalnie.pl: www.nielegalnie.pl/ofiary.html. Kutz zmarł w dacie opartej na dodaniu równo 6 lat do pewnej daty, co zarazem miało jak gdyby złowrogi i arogancki wydźwięk "usunięcia ateisty" (czyli swoistego triumfu polityki papistycznej i z papieżem wspólnie prowadzonej), a tymczasem tutaj PiS-owi przybyło niemal równo 6% głosów (co zaraz jeszcze podchwycił Kaczyński komentując tę sytuację, że "partia zasłużyła na więcej"). Jak zaraz zobaczymy, w świetle poprzednich wyborów do parlamentu sprawa ta się dosyć wyjaśnia i zaczyna tworzyć spójną całość ideową.
  • Spikerzy tortury dźwiękowej objaśniali też wreszcie bowiem i to, jakie znaczenie trzeba by przypisać symbolicznym 2000 lat chrześcijaństwa, jakie uwieczniono w wynikach wyborów z 2015 r. podanych przez PKW i przepojonych praktycznie na pewno jakimś fałszerstwem w komisjach obwodowych. Mianowicie, przypomnijmy, z oficjalnego obwieszczenia PKW o szczegółowym wyniku wyborów parlamentarnych z 2015 r. wynikało, że na stronnictwa sejmowe (te, które do Sejmu się dostały) oddano w wyborach do Sejmu łącznie 12647500 głosów [5711687(PiS) + 3661474(PO) + 779875(PSL) + 1339094(Kukiz) + 1155370(Petru)], czyli: że wynik ten był podzielny przez 500, co zdarza się raz na 500 wyborów albo inaczej raz na 2000 lat. A zarazem – przecież policzenie tej sumy liczby głosów, celem wyznaczenia odsetka głosów istotnych, jakie każda z partii dostała, i oszacowanie na tej podstawie liczby miejsc w Sejmie (w sytuacji, gdy nie bierze się pod uwagę szczegółów na temat okręgów wielomandatowych i tego, jak w nich wybierano) wydaje się zachowaniem bardzo normalnym, czyli była to jakaś potencjalna okazja do celowego pozostawienia po sobie śladu. Otóż trafienie w coś takiego, jak wynik jeden na 500, było oczywiście skrajnie nieprawdopodobne i – wobec silnego oddziaływania psychologicznego, jakie taka liczba tworzy, mianowicie narzucającego się wrażenia "okrągłości" oraz skojarzeń z Kościołem jako pewnym, tradycyjnie, fundamentem dla polityki – za słuszne należy uznać obstawianie, że prawie na pewno doszło do fałszerstwa; po prostu 0,2% ustępuje hipotezie spisku, choćby nawet na siłę oceniać ją jako bardzo nieprawdopodobną (np.: "na 99% nie ma w tej chwili żadnego spisku polityków z mass mediami" – to w takim razie i tak na ok. 84% ten wynik wyborczy był rezultatem spisku, bo patrz porównanie liczby 0,2% z tym pozostałym 1%: jest to jedna szósta ich sumy, reprezentującej zdarzenie "albo to, albo tamto"). Tymczasem jednak wydawało się to póki co niejasne (podobnie, jak np. wprowadzenie nowej nazwy ustawy wyborczej: KW – Kodeks wyborczy – co w parze z Państwową Komisją Wyborczą: PKW czyni ogólnie z liter KW, czyli inicjałów Karola Wojtyły-papieża z Polski, wręcz symbol wyborów), a idea stojąca za tym religijno-kościelnym nawiązaniem, choć zapewne jakaś była, to nieczytelna, bo co też ma Kościół z jego 2000-letnią tradycją do ostentacyjnego drobnego fałszowania wyborów tak, by pozostawić w wyniku jakiś ślad? Nie wdając się tu w filozofowanie streśćmy po prostu, co powiedzieli spikerzy Telewizji: że chodzi tu o "sędziwego jubilata". I o "starzenie się" pewnych opcji, które stają się już wyświechtane, mniej już popularne, a wszyscy są tym trochę zmartwieni. "Starzenie się Kościoła, partii opartych na sojuszu z Kościołem, ich odchodzenie w przeszłość" – oto znak, pod jakim doszło do fałszerstwa, a doszło do niego oczywiście po to, by mu przeciwdziałać. Innymi słowy – chodziło o pomoc prawicy, w tym zwłaszcza PiS-owi. Jak dodali "spikerzy" – "po to, by sobie ten PiS teraz pozabijał ukradkowo razem z papieżem, z Radiem Watykańskim, jak najwięcej ludzi, by dociągnął do końca i do granic możliwości tę linię przegięć, nadużyć i zbrodni, korzystając z istniejącej obecnie okazji, by mimo to wciąż wybory wygrywać i utrzymywać się u władzy". "Nawet PO, czyli partii obecnego systemu, opartej na promafijnych posłach, nie przystoi coś takiego, choć to skrycie popiera, więc chętnie godziła się na oddanie władzy" (przy tym, jak wielokrotnie już wcześniej nawet podkreślano, za PiS-u zabijanie zdarza się z częstotliwością dotąd niespotykaną, tj. osiągnęło pod tym względem rekordy). Istotnie, plakat wyborczy z komunikatem "Słucham, rozumiem, pomagam" nawiązującym do pracy przy podsłuchu przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu wydaje się kiepskim argumentem za głosowaniem na PO – partia jak gdyby celowo poddawała się, chcąc ustąpić komu innemu. Co się zaś tyczy pozostawiania po sobie poszlak to, jak pokazuje przegląd działu Kryminalne w wiadomości.xp.pl, jest to po prostu typowa praktyka tej globalnej mafii politycznej, która jest na tyle silna i tak pobłażliwie traktowana i celowo niedostrzegana w środkach społecznego przekazu, że może sobie na to pozwolić (a przecież korzyści w takim razie z tej ostentacji potrafią być niemałe: np. tym bardziej zamieszani stają się ci, którzy pomogli fałszerstwu się urzeczywistnić, np. źli sędziowie, może Pierwsza Prezes SN itd., gdyż dla narodu następnie już będą, jak można przypuszczać, totalnymi zdrajcami, więc w przyszłości tym bardziej będą walczyć o swoje "zbawienie od winy i śledztwa"; ponadto dzięki temu, że wiadomo, że jakaś mafia istnieje, zabija itd., i jest ogólnie groźna, można następnie z pomocą tego faktu innym grozić lub ich zastraszać, lub przedstawiać oferty nie do odrzucenia – łatwo zaprezentować, że jest źle, więc łatwo wpływać przy pomocy tej informacji na innych, w razie potrzeby).
  • Idąc wreszcie jeszcze dalej tym tropem można zauważyć, że zwycięstwo Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2005 r. i PiS-u w parlamentarnych w 2005 r., do końca nie przesądzone (w sytuacji, w której obstawiano raczej wygraną ich przeciwników), też wydaje się czymś podejrzanym w świetle tego, że co najmniej od 2001 r. znane były najwyraźniej wśród dziennikarzy plany co do tego, że wywołany będzie zamach w Smoleńsku. Plany te ujawnia np. artykuł Gazety Wyborczej, który – zgodnie z przykrymi standardami krycia tematów – został opublikowany na dzień przed zamachami na World Trade Center i który wypowiadał się generalnie to w temacie roli Donalda Tuska w polityce i jego przyszłości politycznej, a napisany został przez... Pawła Smoleńskiego. Informacje na ten temat można znaleźć na podstronie bloga Piotra Niżyńskiego: www.nielegalnie.pl/dowody-wtc.html. Również i inne poszlaki zapowiadały zamach na samolot z, w szczególności, prezydentem Polski: np. to, że lotnisko jest w Warszawie na ulicy ŻW (jak: Żandarmeria Wojskowa), mianowicie: Żwirki i Wigury (a zauważmy, jakie to mało prawdopodobne! przy np. 26 efektywnie stosowanych literach alfabetu, wg więc kalkulacji anglosaskiej, jest na to szansa 1:262 = 1:676, czyli zaledwie 0,14%), podobnie też "zabicie brata Kaczyńskiego" najpewniej miałoby symbolizować to, że w rzeczywistości Jadwiga i Rajmund Kaczyńscy najprawdopodobniej nie mieli 2 dzieci bliźniaków, tylko je po kryjomu adoptowano (podmiana dziecka z udziałem szpitala, za czym optuje blog www.nielegalnie.pl opierając się o rachunek prawdopodobieństwa), podczas gdy oryginalnie mieli oni tylko 1 dziecko – czyli, podsumowując, upatrzona była zarówno metoda samolotowa, jak i miejsce: Smoleńsk, jak i ofiara: Каczyński, a przy tym także data zamachu: 10.04.2010 (oczywiście dobrany może tu być tylko rok, bo data kalendarzowa wynika z historii) jest to data dosyć specyficzna, bo jest to innymi słowy 10.04.2008 (mająca tę właściwość, że pierwsza jej połówka 1004 jest połową drugiej połówki 2008) powiększona o 2 lata, zgodnie przecież z typową i mającą bardzo długą i bogatą historię zastosowania, w dziedzinie zakulisowych interwencji w polityce, "watykańską" metodą transformowania dat, czasu, pozycji itp. poprzez dodawanie dwójki. A zatem wszystko tu jak gdyby było gotowe, trzeba było tylko mieć prezydenta Kaczyńskiego w kwietniu 2010 r., czyli wygranego w wyborach z 2005 r. Co tu więc zrobić, skoro przychylność wyborców była po stronie PO? Nasuwa się, w świetle całokształtu wyżej wskazanych okoliczności, jedna prosta odpowiedź: wspólnie z liderami – sfałszować nieco te wybory... Wskazywałoby to też, że ośrodki sondażowe – zresztą przecież bardzo zależne od mass mediów jako tego, kto je w ogóle nagłaśnia – wcześnie stały się po prostu elementem składowym antydemokratycznej układanki kryminalno-politycznej obliczonej na poradzenie sobie w przyszłości, a powstającej już w czasach wprowadzania tej legendarnej "przestępczości podsłuchowej Sejmu", o której wspominaliśmy, w ramach cytowania intrygujących wypowiedzi nieoficjalnej Telewizji, w artykule "Oficjalne wyniki wyborów. W tle (...) demaskatorskie komentarze »telewizji«". Już przecież ponoć za SLD w takim razie musiałoby być w tej dziedzinie źle.

Finalnie, można tu jeszcze przytoczyć, że jak podawano "najbardziej zafałszowano wyniki stronnictw, którym najdalej do PiS-u, które wydają się jego konkurencją": SLD, a także Konfederacji. "Może ktoś sobie pomyśli przez to, że to samo SLD fałszowało i zawyżało swój wynik, ale oczywiście to było na korzyść obecnych władz". Jak następnie argumentowano, opierając się na tym, co udowodniono już w naszym artykule "Oficjalne wyniki wyborów. W tle (...) demaskatorskie komentarze »telewizji«": skoro skala fałszerstw wyborczych na pewno była nie mniejsza niż rzędu 1% (oczywiście mogłaby być i dużo mniejsza, ale chodzi o racjonalne szacowanie samego tylko rzędu wielkości), to prawdopodobnie nawet nie skupiały się one w jednym tylko okręgu wyborczym, bo taka liczba sfałszowanych głosów, rzędu 180 tys., to za dużo na jeden, tylko w wielu (na każdy zaś okręg przypadało wiele takich fałszujących komisji obwodowych), co oznacza, że w sprawę zamieszanych było dużo ludzi: nieodzowne w takiej sytuacji wydaje się to, że kryć ten problem musiałby też Prokurator Generalny. W każdym zaś razie, szanując domniemanie, że jest niewinny, trzeba obstawiać taką opcję jako najbardziej prawdopodobną. Po prostu nikt w tej sprawie nie będzie robić przesłuchań, bo zaraz znalazłby się jakiś przysłowiowy katolik, który coś widział, coś słyszał, coś wie i po prostu sprawa zaczyna się sypać, zmowa milczenia się rozpada, są pierwsi ludzie z postanowieniem o przedstawieniu zarzutów itd. A dalej to już nieraz zdarza się, że ktoś, np. na zasadzie świadka koronnego, zdecyduje się na współpracę z organami ścigania. Toteż oczywiście takiej sprawy być nie powinno, z punktu widzenia organizatorów aż tak szeroko zakrojonego fałszerstwa, tylko dbano o to, by sprawa była kryta w prokuraturze na pewno. Udział zaś Prokuratora Generalnego oznacza, w praktyce, udział rządu, czyli i samego PiS-u. Niezrozumiałe więc na tym tle byłoby oddawanie np. własnych głosów partii SLD czy inne takie niesensowne przetasowania. Jedynym zrozumiałym wyjaśnieniem sytuacji, jak też podkreślali mówcy-dręczyciele, jest po prostu zabranie na rzecz siebie samego głosów SLD i Konfederacji, a także PO i w mniejszym zapewne stopniu również PSL. Nie ma bowiem powodu, by okradać z głosów tylko jednego, skoro sytuacja jest taka, jak omówiono, a PO w zasadzie przytakuje temu, by to PiS obecnie, jako symbol najbardziej trzymającej z Kościołem prawicy, wykorzystał czas i realizował najbardziej kompromitujące projekty polityczne papiestwa. A zatem już choćby stąd widać, że wielokrotnie wyższe niż tylko ten SLD-owski ok. 1% mogłoby być, wedle racjonalnego i mającego po swej stronie prawdopodobieństwo rozumowania, oszacowanie skali fałszerstw, jeśli tylko pozwolić sobie na myślenie szerszymi kategoriami niż tylko matematyka.

Konkludując spikerzy tortury dźwiękowej podawali, że ich zdaniem partia ma wynik zawyżony o nawet 10-15%, czyli jej rzeczywisty wynik w wyborach to było ok. 28%, a rzeczywiste poparcie w społeczeństwie utrzymuje się na poziomie 21%. Nie każdy bowiem w ogóle idzie do wyborów, a przy tym przecież obecnie zniechęcenie wyborami pojawia się, jako nowe zjawisko, "przede wszystkim wśród tych, którzy jak dotąd popierali rząd". Jest to bowiem rezultat obserwowania stanu polityki i tego, że dalej jest źle, mimo że kolejna już ekipa rządzi. Rzadziej natomiast zniechęcają się ci, co popierają partie będące w danej chwili opozycją. Skoro jednak odchodzi ktoś, kto popierał wcześniej partię rządzącą, to jego głos znikając ze zbioru głosów istotnych staje się tym samym, co głos oddany proporcjonalnie na wszystkie nowo wybierane partie sejmowe w takiej części każda, jaka to część w wyborach tak poza tym wychodzi. A zatem ktoś, kto popierał PiS np. w roku 2016, a potem przestał, rezygnując w ogóle z pójścia na wybory, w istocie oddał swój głos w większości znowu na PiS. Nie popiera jednak już tej partii, czyli doszło do swoistego "zafałszowania" na korzyść PiS w wyniku wyborów w porównaniu z preferencjami ogólnie panującymi w społeczeństwie. Jest to przy tym, jak się rzekło, przypadek najczęstszy, bo zniechęcają się najczęściej ci, których partie właśnie są u władzy, czyli na tej podstawie można spodziewać się, że w społeczeństwie rzeczywiste poparcie PiS jest istotnie niższe niż w wyborach. Tak też pokazują wszystkie sondaże, w zestawieniu z rzeczywistym wynikiem, bo przecież 235 posłów, czyli ponad połowa, nie oznacza, że w Polsce więcej niż co drugi Polak popiera PiS. Oczywiste jest więc wręcz, że wynik ten jest niższy. Toteż podane oszacowanie, iż partia ta ma realne poparcie Polaków na poziomie 21% – a, jak dodano, "w razie nagłośnienia skandalu w Telewizji jej poparcie łatwo mogłoby i powinno spaść wstępnie przynajmniej dwukrotnie, do ok. 10%" – wydaje się wiarygodne, a fakt fałszowania sondaży i wyborów: należycie uprawdopodobniony (na poparcie tej tezy można tu jeszcze wytknąć przykładowy jednostkowy sondaż IBRiS z czerwca 2015 r., o którym wspomina Wikipedia, na tle pozostałych jakoś dziwnie kompletnie nietrafiony, z kuriozalnym wynikiem stwierdzającym, że "najwyższe poparcie ma w Polsce Ruch Kukiza"; trudno o wydatniejszy dowód fałszerstwa, mniejsza już, czy sfałszowania tego pojedynczego sondażu, czy może raczej tych wszystkich ówczesnych licznych pozostałych). Zaś z przytoczonych danych, w tym zwłaszcza tych 10%, wynika dla polityki przede wszystkim to, że PiS to już nie żadna "wielka marka, która swą wielkością ma powód przyciągać gros ludzi chętnych na politykę", tylko jest to partia przykrego końca, która zbliża się obecnie do poziomu tzw. wieśniactwa, inaczej mówiąc: prowincjonalności, czyli taka, co to powoli odchodzi w przeszłość i jako znak rozpoznawczy i herb staje się dla Polaków bez większego znaczenia i bez dawnej mocy przekonującej. Toteż – komentując to teraz z kolei z naszej strony – zrozumiałym zjawiskiem wydaje się obecnie chwytanie się przez rządzone przez PiS państwo takich pożałowania godnych metod, jak np. blokowanie pożyczki hipotecznej dla xp.pl sp. z o. o., zrozumiały jest ten kurczowy lęk świata polityki przed wolnością prasy (patrz np. nasz artykuł "http://wiadomosci.xp.pl/kompromitacje-politykow/panstwowy-bos-odmawia-xp-pl-kredytowania-z-przyczyn/ik2d8vg").

Dodajmy tu wreszcie, gwoli wyjaśnienia, że powyższe rzeczy spikerzy tortury dźwiękowej opowiadali nie jeden raz, lecz kilka razy, konsekwentnie, trzymając się tej wersji, a początkowo w pierwszych przypadkach dni, gdy o tym mówiono, potrafiono tak mówić przez wiele wiele godzin. Świadczy to o koordynacji całego zespołu dręczycieli, czyli prawdopodobieństwie udziału ich kierownictwa w inspirowaniu tych tematów. Jest to zatem dodatkowym uprawdopodobnieniem teorii o tym, że jest to pokłosie kontaktów z rządem, czyli z (prawdopodobnie) ministrem. Te nieoficjalne teorie "telewizyjne" nie tylko brzmią przekonująco, z uwagi na to, że są poparte konkretnymi faktami bardzo je uprawdopodabniającymi, trudnymi do wytłumaczenia w inny sposób, ale i najpewniej po prostu odzwierciedlają stan rzeczy uzgodniony z politykami.

Inne twierdzenia

Dwa jeszcze twierdzenia spikerów tortury dźwiękowej są tutaj godne odnotowania:

  • "politycy sprawdzają, na ile da się bezproblemowo robić naród w konia przy pomocy sondaży i publikowanych wyników wyborów w sytuacji, gdy media nie protestują{{-do jakiego stopnia można to robić"}};
  • "teraz taki trend, w kierunku bronienia się polityków przez fałszowanie wyborów, ma być wprowadzany na całym świecie, a m. in. Polska stała się tu polem wczesnych eksperymentów". Istotnie, doświadczenia z USA przy wyborze Donalda Trumpa (który, oceniając z punktu widzenia ogólnego poparcia w narodzie, przegrał wprawdzie z konkurentką Hillary Clinton, ale w wyborach wygrał i nazwano to legalnym zwycięstwem, ponieważ elektorzy niejako zdradzili swych własnych wyborców), a także sygnały płynące z Rosji co do problemów części opozycji z legalnym udziałem w wyborach itp. wraz z tym, co obecnie widać w Polsce, oraz jeszcze z ogólnie dostrzegalną wyniosłą postawą Watykanu, który ujawnia się wyraźnie z poparciem dla przestępstw, poprzez swoje media i znany mechanizm aluzji dziennikarskich, a przy tym wcale się nie boi utraty władzy, czyli ma postawę arogancko-arystokratyczną, zdają się zapowiadać szerszą falę tego, co ma nadejść i co może już także w bardzo wielu innych krajach się realizuje: niewolenie społeczeństw poprzez likwidację uczciwych wyborów i zastępowanie ich teatrem środków społecznego przekazu. To m. in. od nas zależy, czy powstrzymamy tę falę i pójdziemy inną drogą, pomagając tym samym też światu pójść inną drogą, czy też demokracja na świecie dobiega właśnie swego kresu.

"Fałszerzom pomagała PKW"

Jak wzmiankowali zaledwie nieco ponad 10 godzin przed publikacją tego artykułu dręczyciele dźwiękowi (można ich uważać za środowiska zbliżone do rządu), dokładne cząstkowe wyniki wyborów (policzone co do jednego głosu) podawała zakulisowo PKW, z czego następnie korzystały spóźniające się komisje obwodowe w celu ustalenia swoich wyników z naniesieniem celowo wprowadzanych zafałszowań (aby wywołać konkretny wynik, o którym pisaliśmy w pierwotnym artykule wyborczym). Oszacowania wymagała bowiem skala potrzebnych fałszerstw w licznych obwodach wyborczych, po czym – w ostatnim z nich – trzeba było nawet ściśle ustalić dokładny wynik w postaci dokładnej liczby głosów oddanych na odpowiednie frakcje, by osiągnąć zamierzony efekt.

PKW byłby zatem w takim przypadku koordynatorem fałszerstw.

Oczywiście można sobie też wyobrazić inne możliwości, np. zbieranie wyników i koordynowanie fałszerstw przez określonego człowieka jednej z partii, np. PiS-u. Przyjęcie na siebie takiej roli przez PKW byłoby bowiem wyjątkowo cynicznim zagraniem i musiałoby świadczyć o sporym upadku morale.

Dlaczego miałoby być możliwe fałszowanie sondaży

Podnoszono tu kilka argumentów.

Po pierwsze część sondaży o wyborach parlamentarnych pochodzi w ogóle z wewnątrz państwa, choć się o tym nie mówi, gdyż sondaże takie regularnie publikuje CBOS, który jest instytucją państwową pod nadzorem Prezesa Rady Ministrów.

Po drugie: nie mniej podatne na narzucanie swej woli przez premiera są, jak wyraźnie widać, podmioty prywatne. Różnica prywatne/państwowe to w dużej mierze, jak pokazuje przypadek Niżyńskiego, mydlenie oczu, zaś rzekoma "autonomia sektora prywatnego" to fikcja. Wskazywano w tym temacie na potęgę grupy skarbowej opartej o (1) podmioty gospodarcze niepłacące poprawnie podatku dochodowego od części swych pracowników (tych mianowicie, którzy są zamieszani w śledzenie Piotra Niżyńskiego w ramach sesji pracy zmianowej przy monitoringu, w czym zresztą można uczestniczyć bez względu na swą rolę w firmie i zawód), jak również (2) o właścicieli różnych tego typu przedsiębiorstw. A zatem grupa skarbowa obejmuje w szczególności mass media, jak również te ośrodki sondażowe, które w mass mediach brylują. Jednocześnie zaś ze swej istoty owa grupa przestępcza ma charakter antydemokratyczny, prowadzi do istnienia swego rodzaju monarchii despotycznej opartej o argumenty marchewki i kija, gdyż – jak mało kto sobie uświadamia – niepłacenie podatku to nie tylko jakiś tam dług względem skarbówki, ale po prostu przestępstwo skarbowe. Głoszą to art. 77-78 Kodeksu karnego skarbowego. Ilekroć u przedsiębiorcy pojawia się przychód, musi on obliczyć, jaka jego część jest dochodem (czyli w szczególności potrącić koszty uzyskania przychodu) i stosownie do tej części "pobrać podatek dochodowy" związany z tym przychodem. Różne koszty stałe miesięczne w rodzaju niektórych składek ZUS można potrącać progresywnie i w pierwszej kolejności, wraz z napływaniem w ciągu miesiąca coraz większego przychodu – nie zmienia to bynajmniej istoty rzeczy. "Pobrany", czyli niejako odłożony na bok, podatek dochodowy nie musi wprawdzie być przelany na osobne konto przedsiębiorcy, jak to bywa np. z VAT-em, tym niemniej jest prawie tak źle, gdyż nie wolno go wydawać. Jedynie w sytuacji, gdyby np. z zaskoczenia jakiś komornik zaatakował firmę postępowaniem egzekucyjnym i przejął jej pieniądze, na co nie była przygotowana, z uwagi na nieświadomość istnienia jakiegoś tytułu wykonawczego, firma mogłaby się tłumaczyć przed urzędem skarbowym, że nie godziła się na niezapłacenie podatku, co oznacza brak zamiaru (brak przestępstwa umyślnego), gdy tymczasem przestępstwo niezapłacenia podatku lub zaliczki na podatek jest przestępstwem umyślnym. A zatem co najwyżej w tego rodzaju przypadkach można się wybronić z odpowiedzialności karnej mimo niezapłacenia podatku, normalnie natomiast nie. Istotne jest za to to, czy kwota podatku niewpłaconego to więcej czy mniej niż ok. 10 tys. zł (czemu odpowiada dochód ok. 50 tys. zł) – jeśli jest to kwota poniżej 5-krotności przeciętnego wynagrodzenia, to odpowiada się tylko za wykroczenie skarbowe, czyli nie grozi więzienie, jest za to przedawnienie po 1 roku od upływu terminu zapłaty (terminem tym jest koniec roku następującego po roku podatkowym, w którym powstał dochód), wyjątkowo tylko zaś po czasie nieco dłuższym (jeśli w prokuraturze w międzyczasie wszczęto postępowanie karne w tej sprawie).

Powyższe uwagi brzmią przekonująco. Obok nich podnoszono też mniej przekonujący argument o ewentualnych trudnościach ze znalezieniem profesjonalnej siedziby w biurowcu (co wydaje się być wymaganym elementem prestiżu ośrodka sondażowego; firmom domorosłym, zlokalizowanym w blokach, przecież niezbyt by ufano w mediach i trudno by się nawet temu dziwić). Istotnie, deweloperzy będący właścicielami takich nieruchomości komercyjnych są w każdym chyba przypadku członkami grupy skarbowej, tj. związanej z (podobno często w praktyce się zdarzającymi) kryminalnymi układami z urzędnikami skarbowymi co do niepłacenia podatku, co miałoby być elementem realizowania polityki rządowej. Dotyczy to zarówno montowania tam źródeł tortury dźwiękowej, o czym mowa w tym artykule w osobnej sekcji na końcu, jak i istnienia "pomieszczeń dla agenta". Wydaje się jednak, że z punktu widzenia ośrodków badania opinii publicznej problem taki w praktyce nie powinien ich dotyczyć i im przeszkadzać, ponieważ nie ma koordynującej właścicieli takich obiektów jakiejś np. grupy na Facebooku, która nie byłaby obserwowana przez masę normalnych ludzi i na której można by ich łatwo koordynować i doprowadzić do niezawarcia nowej umowy czasowej w razie, gdyby ośrodek sondażowy utracił swą dotychczasową umowę o najem biura. Raczej nie ma takiego miejsca komunikacji masowej nadającego się do prześladowania firm – w tym, co gorsza, firm sondażowych. Byłaby to istna kompromitacja; w ten sposób koordynuje się ataki dyskryminacyjne tylko przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, czyli zaledwie osobie fizycznej. Wydaje się nadto, że umowy najmu tego typu po prostu nie powinny mieć klauzuli "swobody wypowiedzenia jej przez właściciela nieruchomości", lecz powinny być zawierane na czas określony z takimi postanowieniami umownymi, by zapewnić respektowanie tych ustaleń. Ci, którzy narzucają sobie prawo wypowiedzenia z krótkim zaledwie kilkumiesięcznym okresem wypowiedzenia, są po prostu mało konkurencyjni i powinni być odbierani jako mniej atrakcyjni rynkowo.

"A po wyborach pójdziemy do kina"

Raz jeszcze przypomnijmy tu o złowróżbnym plakacie m. st. Warszawy ogłaszającym już z góry "A po wyborach poszliśmy do kina", który poprzedził i (jak łatwo odczytać) "zapowiedział" zamordowanie Jana Szyszko, o którym Państwa informowaliśmy, gdyż ma on jeszcze drugie swe i bardziej oczywiste znaczenie. Są prawdziwe wybory, a potem jest dogrywka, którą tylko obserwuje się w telewizorze, bo nie ma się na nią wpływu. To jak kino: nie jesteś reżyserem, możesz tylko kibicować.

Taka zaś właśnie sytuacja musiała najwyraźniej stać za tym, co się stało i co relacjonowaliśmy w naszych artykułach: gdyż bazując na pewnym zasobie wyników prawdziwych (nie wiadomo wprawdzie, które to komisje obwodowe uczciwie policzyły głosy), które wcześnie napłynęły do PKW, trzeba było dodać do nich wyniki z pozostałych obwodów, tych nieuczciwych, które nieco się względem tamtych opóźniały i których wyniki były teraz już mieszanką wyników prawdziwych i "poprawek", naniesionych na zasadzie fałszerstwa, zmierzających do sprowadzenia końcowych sumarycznych liczb do poziomu z góry zaplanowanego. Na uczciwych się bowiem nie ma wpływu (uczciwe obwody to te, w których nie wszyscy uczestnicy liczenia aprobowali fałszerstwo), można więc co najwyżej ustawić się czasowo za nimi i ich następnie dzięki temu, tj. dzięki swej obejmującej ich teraz już wiedzy, "korygować" własnymi wynikami.

Wiadomo też, że chodziło w tym plakacie najpewniej o różne wstydliwe sprawy, o których wprost mówić się pewnie nie chce, jako że bohaterowie z obrazka mieli rumieńce na twarzach i takie jest tego symboliczne znaczenie ("wstyd").

Tortura dźwiękowa przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu

Wielokrotnie już w xp.pl wspominaliśmy o sytuacji Piotra Niżyńskiego, głównego pokrzywdzonego w aferze Telewizji (związanej m. in. ze stosowaniem przeciwko niemu od bardzo bardzo wielu lat, praktycznie od najwcześniejszego dzieciństwa, podsłuchu radarowego radiolokacyjnego i przekazu podprogowego, jak również z masowym remontowaniem nieruchomości w Polsce i za granicą w celu umożliwienia odtwarzania się w nich takich czy innych kanałów "radia podsłuchowego" mimo braku widocznego źródła; istnieją również pokrzywdzeni morderstwami powiązanymi z tą aferą). Piotr Niżyński od ok. grudnia 2012 r. czy stycznia 2013 r. poddawany jest głośnym torturom dźwiękowym złożonym z po pierwsze ścieżek dźwiękowych podszeptów podprogowych, dawniej nawet kilku nakładających się ścieżek dźwiękowych tego typu (złożonych z nawet bezsensownych słów, w rodzaju np. "Bardzo mi wstyd"), a po drugie ścieżek z szeptem głośniejszym, odczuwanym już jako bodziec i dodatkowo przeszkadzającym, a nieraz nawet i takich z wyciszonym, ale w oryginale najwyraźniej głośnym, wołaniem.

Praktycznie wszystkie nieruchomości publiczne – nie udało się zidentyfikować wyjątków – przeszły remont polegający na zabudowaniu w najmniej dostępnych miejscach położonych pod betonem telefonów komórkowych (podobno np. Samsung Galaxy) odtwarzających radia podsłuchowe, stosownie do własnego położenia oraz nadchodzących rozkazów falowych wymieniających, co ma grać w jakim miejscu (tj.: w jakim zakresie współrzędnych GPS, np. w jakimś promieniu od określonych współrzędnych). Zarówno same radia, jak i rozkazy, są kodowane cyfrowo i szyfrowane, dlatego też nie można ich znaleźć na skanerach częstotliwości, tym niemniej problem niewątpliwie istnieje, ponieważ ludzie go słyszą. Przykłady takiej słyszalności problemu wymienialiśmy np. w naszym artykule "Trybunał Konstytucyjny znowu osobliwie zlekceważył prawo" pod nagłówkiem "Dźwięki tortury w Trybunale. Kolejny ośrodek prześladowania jednostki". Nie zapominajmy też o Dniu Budowlańca, który związek zawodowy robotników budowlanych obchodzi w urodziny Piotra Niżyńskiego – 25 września.

Z kolei na stronie http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/W-TYM-WIDEO-JEST-WSZYSTKO-KLIKNIJ/ można oglądać przykłady nachodzenia Piotra Niżyńskiego przez masy ludzkie, czyli stosowania względem niego tzw. stalkingu – zgromadzone tam nagrania wideo (wybrane spośród bardzo licznych przechowywanych nagrań) pozwalają uświadomić sobie wielką skalę procederu przyłączania się do tej państwowej antyludzkiej grupy przestępczej i usługiwania jej.

(n/n, zmieniony: 4 lis 2019 00:42)

×

Dodawanie komentarza

TytułOdp. na:
Treść:
Podpis:
KOMENTARZE (0)Skomentuj
Brak komentarzy do tego artykułu. Możesz napisać pierwszy.
Nowi użytkownicy dzisiaj: 0.© 2018-2019 xp.pl sp. z o. o. i partnerzy. Publikowane materiały wyrażają opinie ich autorów.RSS  |  Reklama  |  O nas  |  Zgłoś skandal